Jan Doktór: Nie jesteśmy już ziemią obiecaną

Jan Doktór, fot. Darek Golik
Jan Doktór historyk, pracownik Żydowskiego Instytutu Historycznego, zajmuje się mesjanizmem żydowskim, mistyką żydowską, chasydyzmem i frankizmemDziennik Gazeta Prawna/Inne / Darek Golik
3 listopada 2017

Część Żydów przyjęła bardzo krytyczną dla Polski wykładnię przyczyn utraty niepodległości przemieszaną z żalem za utraconym państwem. Mit raju żydowskiego się skończył, a zamiast mistycyzmu pojawił się syjonizm.

3145160-magazyn-dgp-z-dnia-3-listopada.jpg
Magazyn DGP z dnia 3 listopada

Tak, to tutaj przyszedł na świat mesjasz i tutaj miało dokonać się zbawienie. A Jasna Góra była prawdziwą górą Syjon.

A wie pan, że Matka Boska była szechiną?

Jakub Frank, żydowski mesjasz, który się ochrzcił, oraz jego uczniowie nie tylko akceptowali kult Matki Boskiej Częstochowskiej, ale wierzyli, że w jasnogórskiej ikonie jest zamknięta szechina, czyli obecność Boga, jego żeński aspekt. Stworzyli coś, co nazywam maryjnym mesjanizmem.

Przecież ci Żydzi wierzyli, że zbawienie nastąpi nie w Jerozolimie, ale tu, w Częstochowie, na ziemiach polskich.

Urodził się w 1726 r. w Buczaczu albo w Korolewce, w każdym razie na Podolu.

Przecież mesjasz nie musiał się urodzić w Jerozolimie, tylko tam miał dopełnić zbawienia. Ale nawet i to odrzucono, i w XVII w. wśród polskich Żydów zapanował konsensus, że zbawienie przyjdzie tutaj, na ziemiach polskich. My, Żydzi, nie musimy wracać do Jerozolimy, bo mesjasz przyjdzie do nas. I objawił się Jakub Frank, żydowski mesjasz numer trzy.

Po Sabataju Cwi, o którym jeszcze opowiem, i po Baruchji Ruso.

Urodził się na Podolu, ale wychował na Wołoszczyźnie. Uważał się za Żyda sefardyjskiego, czyli jednego z tych, których przodkowie uciekli z Hiszpanii. W Turcji nazywano ich frankami, stąd jego przydomek.

W zasadzie żadne, bo ani on się nie uważał, ani nikt inny nie uważał go za Żyda polskiego. Później bardzo chciał mieć polski paszport, lecz go nigdy nie dostał. Ba, on cały czas wracał do Polski, kilkakrotnie, i za każdym razem był stąd wyganiany.

Ziemia Obiecana.

Do Polski przyjechał po raz pierwszy w połowie XVIII w., kiedy już uznawał się za mesjasza.

Ostatecznie przyjechał na zaproszenie Kościoła katolickiego, bo obiecał, że przyprowadzi swoich ludzi, Żydów, do Kościoła.

To było w 1759 r., najpierw we Lwowie przyjął chrzest z wody, a miesiąc później pełen chrzest w Warszawie, w kaplicy Zamku Królewskiego.

Wraz z nim chrzest przyjęła grupa jego żydowskich wyznawców, co przypieczętowało los Jakuba Franka. Stał się wrogiem numer jeden Żydów.

I dlatego musiał schronić się w jedynym bezpiecznym miejscu, czyli najpierw w klasztorze kamedułów na warszawskich Bielanach...

A potem na Jasnej Górze.

Oficjalna historiografia przedstawia to jako więzienie, ale ja mam bardzo poważne wątpliwości. Już po wyjeździe Franka na Jasną Górę, do paulinów, pojechał nuncjusz papieski, który opisał, jak to wyglądało. Otóż Jakub Frank mieszkał tam 13 lat, codziennie chodził z córką na mszę, był bardzo pobożny. Po mszy czytał pisma chrześcijańskie i żydowskie, przyjmował gości.

Sprowadził żonę, ale odbywały się tam regularne orgiastyczne ceremonie seksualne.

Wszystko w twierdzy jasnogórskiej. Zabawa się kończy, kiedy Jasną Górę, bronioną przez Kazimierza Pułaskiego, zdobywają walczący z konfederacją barską Rosjanie. Biskupi załatwiają Frankowi paszport i on ucieka do Austrii. I tam cały czas powtarza: „Ja wrócę do Polski, tam jest moje miejsce. Wrócę do Polski i tam dopełnię zbawienia”.

Ale Polska go nie chciała. Frank umiera za granicą, marząc o powrocie do Rzeczpospolitej.

Czyli?

Ale to dzisiaj, kiedyś dominowała formacja nazywana judaizmem rabinicznym, choć bardziej trafne wydaje się określenie judaizm halachiczny. Chodziło o rozstrzygnięcie sporu, co jest przepustką do zbawienia: wiara czy halacha, czyli spełnianie religijnego prawa. Wygrała opcja halachiczna, której stróżem w naturalny sposób byli rabini – przewodniczący sądów religijnych. To oni byli żydowską władzą.

I to ogromny, bo cały czas wszystko fermentowało, ścierało się, kotłowało i terenem tej batalii była Polska.

Bo od średniowiecza dominowała tu formacja rabiniczna czerpiąca swój autorytet z Talmudu.

Talmud to zbiór pobiblijnych tradycji wypracowany na Bliskim Wschodzie przez ludzi o innej mentalności, innej obyczajowości. W Europie pojawił się dopiero koło XII w. i wtedy zaczęła się batalia. Niektóre odłamy regionalne, jak sefardyjczycy, przyjęły talmudyzm bez trudu, ale tradycja aszkenazyjska...

To Żydzi z Europy Środkowej, Wschodniej, ale też z Zachodu.

Wykształceni Żydzi z Europy Zachodniej byli wychowani w kręgu zachodniego Cesarstwa Rzymskiego i przyjęli pewne obyczaje europejskie. Nie chcieli więc poddać się talmudystom. Choćby poligamia – Talmud ją wręcz nakazywał. Tymczasem aszkenazyjczyków od czasów antycznych obowiązywało prawo rzymskie – małżonka jest jedna i rozwodzimy się nie przez wręczenie listu rozwodowego, ale musi być zgoda obojga małżonków. A tu przychodzi Talmud...

Walka była straszna, talmudyzm zwyciężał dookoła, lecz na ziemiach polskich aszkenazyjczycy zachowali odrębność. Dziś w Izraelu jest dwóch naczelnych rabinów – talmudyczny i aszkenazyjski.

Toteż najwybitniejszy polski XVI-wieczny uczony żydowski Mojżesz Isserles wydał kodeks prawa religijnego oparty na Talmudzie, ale ze swoimi glossami, de facto stanowiącymi odrębny kodeks. Isserles otwarcie przyznał we wstępie, że jeśli Talmud nie zgadza się z tradycjami aszkenazyjskimi, to tym gorzej dla Talmudu, bo to prawa aszkenazyjskie są obowiązujące.

Bo to są nasze tradycje i już. Ale przyznajmy, że była też tendencja odmienna. Ludzie widzieli, że żydostwo się rozłazi, trzeba je zjednoczyć i to na gruncie Talmudu.

Bo nikt nie wie, co to jest Tora.

To jest pojęcie bardzo ogólne. To może być Pięcioksiąg, to może być całe Pismo, ale może też być cała nauka w ogóle.

Co ja poradzę, że Tora to pojęcie na tyle nieostre, że lepiej go nie używać.

Chasydzi, znaczy pobożni, byli w żydostwie zawsze, a my mówimy o pewnym nurcie chasydzkim, który pojawił się na ziemiach polskich w XVII w. Do tego momentu judaizm stanowił pewną całość, ale w XVII w. wśród Żydów zapanowało wielkie poruszenie mesjańskie, a chasydzi chcieli przyspieszyć zbawienie. I właśnie tak – jako ruch mesjański – powstał chasydyzm.

Oto objawił się mesjasz, który ogłosił, że rozpoczyna się czas zbawienia, a wszystko, co stare, przestaje się liczyć. W każdym razie w 1666 r. w Jerozolimie pojawia się mesjasz i zaczyna się dwieście lat zamętu.

Tak, Sabataj Cwi miał wtedy czterdzieści lat. Pochodził z tureckiej Smyrny, z rodziny kupców. I w 1648 r. doznał objawienia, iluminacji, podczas której głos niebiański poinformował go, że jest mesjaszem. Na początku swoi go pogonili.

To wiemy, więc Sabataj błąkał się po różnych mistykach, także chrześcijańskich i islamskich, ale z czasem, w 1666 r., sami Żydzi uznali go właśnie w Jerozolimie za mesjasza. Ogłosił rozpoczęcie ery mesjańskiej, a wraz z nią koniec obowiązującego prawa religijnego przeznaczonego przecież tylko dla niezbawionego świata. Wybuchła niesamowita euforia żydowska. Entuzjazm nie osłabł nawet po tym, jak Sabataj Cwi na dworze sułtana założył turban, czyli przeszedł na islam.

Sabataj Cwi żył jeszcze później, przez 10 lat prowadząc poniekąd podwójne życie religijne, ale to już nie miało takiego znaczenia. Euforia nie słabła, w czym wielką rolę odegrał jego przyboczny, Natan z Gazy, który rozsyłał po świecie listy o tym, że znalazł się mesjasz.

Trafiło i porwało całe polskie żydostwo do tego stopnia, że król Jan Kazimierz musiał wydawać dekret zakazujący procesji mesjańskich dookoła miasteczek z wizerunkami Sabataja Cwi. Biskupi kazali czytać w kościołach listy pasterskie uspokajające wiernych obawiających się, że teraz Żydzi, którzy znaleźli swojego mesjasza, zemszczą się na chrześcijanach. Także ze źródeł katolickich wiemy, że poruszenie mesjańskie było ogromne.

Jeszcze w XIX w. oskarżano chasydów o herezję mesjańską. Co prawda już nie wymieniano nazwiska Sabataja Cwi, ruch był w zasadzie podziemny, ale wiara trwała.

Na początku ten ruch mesjański był niezinstytucjonalizowany, z czasem jednak zaczął porządkować swoje szeregi, pojawiły się struktury, a wraz z nimi pojawili się przywódcy religijni. Bo cadyk to ktoś, kto stoi na czele swojej grupy chasydów.

No nie, bo rabin to jest urząd, a cadyk to charyzmat.

Chasydzi mieli swoje synagogi i tam modlił się cadyk.

To był ruch niesłychanie zróżnicowany, nie miał żadnego nadrzędnego autorytetu religijnego. W zasadzie był to konglomerat grup religijnych...

Tak nawet mówiono. Że narodziło się wiele sekt żydowskich, które zbiorczo nazywano chasidim, jako tych, którzy chcą pomóc mesjaszowi w przyspieszeniu zbawienia. Po raz pierwszy tak ich nazwano w 1667 r. w wydanej w Krakowie książeczce, w której jako datę wydania podano: „Pierwszy rok zbawienia”.

Bo czym oni się różnili od reszty Żydów? Przecież wszyscy Żydzi oczekują zbawienia, podobnie jak chrześcijanie czekają na paruzję, czyli ponowne przyjście mesjasza. Natomiast chasydzi postanowili wziąć losy zbawienia we własne ręce.

To byli aktywiści mesjańscy, Żydzi, którzy chcieli przyspieszenia zbawienia.

On stał się masowy po rozwiązaniu żydowskiego Sejmu Czterech Ziem. Ale po kolei. Żydzi w Rzeczpospolitej mieli autonomiczny system instytucji centralnych, które oficjalnie zajmowały się zbieraniem podatków na rzecz państwa i dlatego były akceptowane przez króla. Te instytucje miały też własne zadania żydowskie, czyli sprawowały nad polskimi Żydami kontrolę religijną. To one cenzurowały pisma żydowskie, książki, nakładały klątwy, wykluczały, represjonowały...

Prawda? Trzymali żydostwo mocną ręką.

Wcześniej działał nieformalnie, ale oficjalnie został uznany przez Stefana Batorego w 1580 r. – król potrzebował pieniędzy na wojnę i uznał, że sami Żydzi będą skuteczniejsi w zbieraniu danin niż państwowi poborcy podatkowi. I to się skończyło w 1764 r., kiedy Sejm konwokacyjny w ramach walki z państwem w państwie rozgonił Sejm Czterech Ziem.

Uznano, że Żydzi zbierają więcej podatków, niż oddają państwu, a nadwyżki przeznaczają na korumpowanie urzędników państwowych. I ta decyzja o rozgonieniu Sejmu Czterech Ziem miała ogromne znaczenie religijne.

Tak. Jedyna instytucja, która trzymała wszystko w garści, upadła.

Pełnił taką funkcję. Więc niech pan sobie wyobrazi, co się zaczęło dziać. O ile jeszcze podatki państwo postanowiło zbierać samo, to całkowity upadek cenzury spowodował, że nikt nie był w stanie spacyfikować heretyckich ruchów żydowskich.

Tak, zaczęły powstawać budowane na wzór szlachecki dwory cadyków, do których nie tylko w święta pielgrzymowali pobożni Żydzi, by wysłuchać ich kazań, porad, otrzymać błogosławieństwo. To było akceptowane w pełni przez szlachtę.

Szlachta korzystała z ruchu pielgrzymkowego, który napędzał życie gospodarcze. To charakterystyczne, że dwory cadyków powstawały w małych miasteczkach niedaleko dużych centrów – np. nie w Warszawie, ale w Górze Kalwarii. To właśnie w małych miastach szlachta chroniła cadyków, nie pozwalała zrobić im krzywdy.

Niesłusznie, bo to była mniejszość, choć była bardzo znacząca. Na ziemiach zachodniej Polski nie było ich prawie wcale, w Warszawie chasydyzm też nie dominował. On był silny na Kresach, na Podlasiu.

To byli ludzie poszukujący głębszej religijności, z początku to była żydowska elita: kaznodzieje, skrybowie, rabini, czyli grupa wykształconych, nieco zamożniejszych Żydów.

Później czasami szła za nimi, ale w swych początkach żydowski mesjanizm był elitarny. Proszę pamiętać, że żydowski establishment zwalczał chasydyzm, nie dopuszczał najpierw do mesjańskiej, a później chasydzkiej propagandy.

Chrzest przyjęło około tysiąca dorosłych, czyli na ówczesne realia bardzo wielu. Dzieci tych frankistów walczyły w powstaniu kościuszkowskim, to byli zresztą tacy jakobini, oni wieszali zdrajców. Tak samo było później, ci ludzie bardzo mocno się angażowali w sprawy polskie, byli doceniani, byli posłami.

Ale on nie startował z platformy frankistowskiej.

(śmiech) Jedno trzeba przyznać, nikt nigdy nie kwestionował patriotyzmu frankistów, co innego z innymi przechrztami, od których odcinali się sami frankiści, uważając ich za koniunkturalistów. A oni sami przeżyli głębszą, duchową konwersję jako element drogi zbawienia. Nie dla marnych groszy czy dla przywilejów, oni byli niesieni boskim impulsem.

I bardzo mi się podoba, że do dziś cenią swoją tradycję, nie odcinają się od niej.

W XIX w., wraz z upadkiem państwa polskiego. Widać to dobrze, jak prześledzimy zmiany w kolejnych wydaniach „Kaw ha-jaszar”, najbardziej popularnej w Europie Środkowej żydowskiej książce kaznodziejskiej o silnym napięciu mesjańskim. Tylko w XVIII w. wydano ją drukiem ponad 70 razy. Po wojnach napoleońskich obraz Polski zmienia się w niej radykalnie. W ostatnim, najważniejszym kazaniu Polska, która dotąd była miejscem przyjścia mesjasza, ustępuje miejsca Jerozolimie...

Tak, nie chodziło o ziemię, a o pewną całość, o tradycję. Żydzi mówili: „Nie ma dla nas lepszego życia niż tutaj”. Jeden z najbardziej znanych cadyków, Pinchas z Korca, porównuje los Żydów w Prusach, Austrii, na zachodzie Europy i w Turcji i pisze, że wszędzie jest im gorzej niż w Polsce. Bo tylko tu można kultywować żydowskość.

Pojawiały się głosy krytyczne, ale generalnie obraz Polski był niesłychanie pozytywny. I to się zmieniło radykalnie w połowie XIX w. Część Żydów przyjęła bardzo krytyczną dla Polski wykładnię przyczyn utraty niepodległości przemieszaną z żalem za utraconym państwem. Poza tym utrata państwa to także utrata jakiejś formy opieki nad nimi.

I to wszystko zaprocentowało. Mit raju żydowskiego się skończył, a zamiast mistycyzmu pojawił się syjonizm.

Jakub Frank, żydowski mesjasz, który się ochrzcił, oraz jego uczniowie nie tylko akceptowali kult Matki Boskiej Częstochowskiej, ale wierzyli, że w jasnogórskiej ikonie jest zamknięta szechina, czyli obecność Boga, jego żeński aspekt. Stworzyli coś, co nazywam maryjnym mesjanizmem

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.