Rada Dialogu Społecznego powinna opiniować każdy projekt ustawy. Mamy dowody, że tam, gdzie odbywały się konsultacje w sposób autentyczny, stworzono ustawy, które nie muszą być np. po dwóch miesiącach nowelizowane - mówi w rozmowie z Polską Agencją Prasową przewodnicząca RDS, prezydent Konfederacji Lewiatan Henryka Bochniarz.

Czy RDS może podzielić los Komisji Trójstronnej?

Henryka Bochniarz: Ciągle jest takie zagrożenie. Ustawa o Radzie Dialogu jest nowatorska i daje szanse na dialog, ale nie daje na to stuprocentowej gwarancji. Zauważyłam, że narasta poczucie frustracji wśród strony społecznej z powodu braku skuteczności niektórych działań. Partnerzy społeczni dużo lepiej pracują ze sobą w Radzie niż za Komisji Trójstronnej, co powoduje, że poczucie frustracji jest jeszcze większe. Jest pewne zagrożenie, że RDS podzieli los Komisji, jeżeli będzie tak, jak w przypadku zdrowia. Podjęliśmy w tej sprawie 12 uchwał, ale żadna nie została poważnie potraktowana przez ministra zdrowia.

Jak pani ocenia swoje przewodnictwo w RDS?

Reklama

Na pewno jako aktywne. Nie wyrzuciłam do kosza tego, co zrobił poprzedni przewodniczący Piotr Duda, choć z wieloma rzeczami się z nim nie zgadzałam. Mój rok to przede wszystkim było uporządkowanie wewnętrznego działania Rady, procedur głosowania, regulaminów, relacji między Wojewódzkimi Radami Dialogu a RDS. Mamy teraz porządek wewnętrzny, który potrzebny jest w każdej instytucji.

Rada Dialogu Społecznego próbowała rozwiązać grudniowy konflikt w Sejmie. Z dzisiejszego punktu widzenia to była dobra decyzja?

Reklama

H.B.: Zapisy w ustawie dają nam prawo do próby dialogowania w każdej sytuacji. Jeżeli odbywa się ogromny konflikt w parlamencie, dotyczący ustawy, która jest dla nas kluczowa, to trudno, aby RDS się nie odezwała. Opowiadanie: nie dotykajmy się do polityki, jest kompletnie bez sensu. Jak nie możemy nie zajmować się sprawą np. TK, skoro my jako partnerzy społeczni mamy prawo do występowania do Trybunału? Uważam, że wszędzie tam, gdzie jest konflikt, gdzie jest przestrzeń do dialogu, to my przy swoich doświadczeniach powinniśmy starać się pomóc. Doświadczenia pracy w Komisji Trójstronnej i RDS są unikalne.

Podobnie jest z protestem lekarzy. Uważam, że trudno znaleźć lepsze miejsce niż RDS, aby o tym problemie rozmawiać. RDS przecież o systemie zdrowia debatował niejednokrotnie. Wiemy co się dzieje, w tym systemie, nie odkrywamy Ameryki. Mamy reprezentantów wszystkich najważniejszych grup zawodowych. Gdzie może być lepsze miejsce to rozmowy? Nikt przecież nie jest zainteresowany tym, aby strajk się rozlał na całą Polskę. Gdyby RDS nie zdeklarowała się, że chce się tym zająć to podważałaby sens swojego istnienia.

Jak wyglądała współpraca z rządem za pani przewodnictwa w RDS?

Wszystko zależny od ludzi. Jest resort rodziny i pracy, który myślę, że powinien być punktem odniesienia dla innych resortów. Pokazał, że można rozmawiać, być otwartym na krytyczne opinie i starać się uwzględniać niektóre rozwiązania. Są resorty, które przychodzą na posiedzenia Rady, ale nie traktują tego poważnie. Są też takie, które w sposób otwarty to lekceważą. Inną kwestią jest proces legislacyjny. Są projekty rządowe, które próbuje się przeforsować ścieżką poselską, tylko po to, żeby uniknąć konsultacji. Są też sytuacje, kiedy ustawy teoretycznie nie muszą być konsultowane, a jednak prezydent przesyła nam je do oceny.

Każdy projekt ustawy powinna przejść przez RDS?

Każda. Kto pyta nie błądzi. Mamy dowody, że wszędzie tam, gdzie odbywały się konsultacje w sposób autentyczny stworzono ustawy, które nie muszą być po dwóch miesiącach nowelizowane. Nie są niekonstytucyjne, albo niezgodne z prawem unijnym. Każda ze strony społecznej ma przecież swoich specjalistów i prawników, którzy znają się na swojej pracy.

Jak ocenia pani funkcjonowanie Wojewódzkich Rad Dialogu Społecznego?

Tutaj też bardzo wiele zależy od ludzi. Są miejsca, gdzie istnieją silne reprezentacje pracodawców i związkowców. Są też miejsca gdzie nie ma do tego odpowiednich ludzi. Niektórzy marszałkowie województw uważają, że rozmowa i praca w WRDS jest faktycznie potrzebna i traktują rady poważnie. Przychodziłam też na takie wojewódzkie rady, które trwały 45 min. Odczytywało się listę, podejmowało jedną uchwałę i do widzenia.

Do tej pory wiele zależało od budżetu WRDS. Niedługo każda z rad będzie miała do dyspozycji 200 tys. zł. Będą mogły zlecać ekspertyzy, opinie, będą pieniądze na spotkania w RDS. Nikt już nie będzie mógł zwalać na to, że nie ma pieniędzy i nic nie można zrobić.

Po pani to przedstawiciel strony rządowej przejmie przewodnictwo w RDS.

To będzie duże wyzwanie. Nawet w związku z konfliktem lekarzy. To jest sytuacja, gdzie trzeba się zastanowić jak to powinno być robione. To może być trudna kwestia nawet dla minister pracy Elżbiety Rafalskiej. Minister ma słuszne obawy, bo wie jak praca w RDS jest czasochłonna. Nie chcielibyśmy, aby wrócono do wariantu zarządzania radą przez urzędników, tak jak to było przy Komisji Trójstronnej. Na pewno minister nie jest osobą, która traktuje rady powierzchownie, ona sama jest otwarta, potrafi przyjąć krytykę.

Dziękuję za rozmowę.