Reklama

Sejmowa podkomisja do rozpatrzenia rządowego projektu zmian w ustawie o służbie zagranicznej zaproponowała wprowadzenie do niego poprawki przewidującej powołanie Rady Służby Zagranicznej. Rada byłaby ciałem doradczym szefa MSZ opiniującym m.in. nawiązanie i rozwiązanie stosunków pracy z pracownikami służby zagranicznej.

Przewodnicząca podkomisji Małgorzata Gosiewska (PiS) prezentując poprawkę mówiła, że Rada byłaby "ciałem opiniodawczym dla ministra w różnych zagadnieniach, ale również tych drażliwych, związanych z nawiązywaniem stosunku pracy z pracownikami MSZ"; zgodnie z poprawką Rada odpowiadałaby także m.in. za przygotowywanie na wniosek ministra spraw zagranicznych strategii polskiej polityki zagranicznej.

Stanowiłoby to uzupełnienie rządowego projektu, który zakłada, że funkcjonariusze i współpracownicy komunistycznego aparatu bezpieczeństwa nie będą mogli pełnić służby zagranicznej. Stosunki pracy z tymi osobami wygasną w ciągu 30 dni. Projekt przewiduje także wygaśnięcie - po 6 miesiącach od dnia wejścia w życie ustawy - stosunków pracy nawiązanych z członkami służby zagranicznej, chyba że przed upływem tego terminu zostaną im zaproponowane nowe warunki pracy lub płacy.

Zdaniem publicysty Marka Króla pomysł wprowadzenia poprawki przewidującej powołanie Rady Służby Zagranicznej zrodził się w Prawie i Sprawiedliwości, ponieważ kierownictwo partii jest niezadowolone ze zmian kadrowych w MSZ.

"Pozostało tam wielu pracowników, którzy zaczynali karierę w PRL. Wielu ma też przeszłość związaną z tajnymi służbami PRL. Jest to taka forma nacisku na MSZ, aby przyspieszyć te zmiany kadrowe, bo w ramach kompetencji Rada Służby Zagranicznej będzie miała moc opiniowania i wskazywania, jakie osoby mogą pozostać, a jakie powinny być usunięte z MSZ" - podkreślił Marek Król.

Publicysta jest sceptyczny wobec pomysłu powołania Rady Służby Zagranicznej. "Przyznam, że jako człowiek, który pamięta jeszcze Kraj Rad, jestem dość niechętny powoływaniu różnych rad i ciał doradczych" - zaznaczył. Król uważa, że Rada bardzo ogranicza kompetencje ministra spraw zagranicznych. Jego zdaniem "resort spraw zagranicznych jest niezwykle delikatnym i wrażliwym resortem", a po powołaniu rady poszerzy się grono osób, które "będą dość mocno ingerowały w jego funkcjonowanie nie ponosząc odpowiedzialności".

Publicysta przypomniał, że Jarosław Kaczyński w rozmowie z ministrem Waszczykowskim stwierdził, że popiera powołanie tej rady.

"Należy podejrzewać, że to na Nowogrodzkiej zrodziła się ta koncepcja. Można to potraktować jako swoiste wotum nieufności do szefa resortu ministra Waszczykowskiego. Ale można też interpretować tak, że kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości jest niezadowolone ze zmian kadrowych, które przebiegają bardzo opieszale, to trzeba obiektywnie stwierdzić. Ale jako usprawiedliwienie powiedziałbym, że nie tak łatwo jest zmieniać kadry, nie tak łatwo jest znaleźć nowych pracowników, zważywszy na kompetencje, języki" - podkreślił Marcin Król.