Reklama

Jak podaje czwartkowe wydanie rzymskiego dziennika „La Repubblica”, „we włoskim MSW wszyscy są świadomi tego, że to z Tunezji przybywa do Europy najwięcej bojowników Państwa Islamskiego (IS)”. Dziennik podaje dalej, że „władze Lampedusy i Sycylii alarmują, że wśród Tunezyjczyków są przestępcy i być może terroryści”.

PAP poprosił o komentarz w tej sprawie eksperta ds. bezpieczeństwa z Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas dra Łukasza Kistera.

Zdaniem eksperta „dzisiaj w Europie mamy problem z właściwą identyfikacją, kto napływa do naszych granic. Politycy zachodnioeuropejscy nazywają tych ludzi uchodźcami, w sytuacji, kiedy - jak podają statystyki UE - ponad 90 proc. przybyszów pochodzi z krajów nieobjętych żadnym konfliktem zbrojnym”.

„Do tych krajów należy właśnie Tunezja czy inne kraje afrykańskie. Są to miejsca, w których oczywiście jest bieda i inne patologie, jednak nie ma tam żadnego konfliktu zbrojnego i nie dochodzi do żadnej sytuacji, która wymagałaby wsparcia spoza granic” – zauważył dr Kister.

Ekspert podkreślił, że „uwaga polityków Europy Zachodniej powinna być skupiona na rzeszy imigrantów ekonomicznych, których jest coraz więcej na ich terenach. W tej sytuacji politycy muszą zezwolić swoim służbom na właściwe reakcje, na to, by chroniły granic zewnętrznych UE przed napływem nielegalnych migrantów. To jest jedyny sposób, by zapobiec temu, co obserwujmy teraz we Włoszech”.

W ocenie dra Kistera głównym problemem są duże różnice kulturowe, religijne, społeczne i prawne, które są widoczne między Europejczykami a imigrantami. „Przyjęliśmy kilka milionów osób, które nie chcą dostosować się do reguł panujących w Europie, tylko chcą zmienić warunki bytowe i dokonać wiernej kopii tego, z czego wyrośli” – dodał ekspert.

Dr Kister stwierdził, że mamy do czynienia „instynktem samozagłady”. „Jeżeli imigranci przyniosą swoje reguły tutaj, to za chwilę ten dobrobyt przestanie istnieć. Europa Zachodnia pod zalewem tego co nazywa uchodźctwem i wsparciem sprawi, że nie będzie wydolna, ani gospodarczo, ani politycznie, do tego, by utrzymać choćby ten poziom, który dzisiaj istnieje” - wyjaśnił.

Zdaniem eksperta „niewykluczone jest, że wśród tych osób są takie, które już zetknęły się z dżihadem i brały w nim udział. Są tam też osoby, które są bardzo łatwym celem dla wszelkich grup rekrutujących i radykalizujących do postaw sprzecznych z naszymi jakimikolwiek standardami”.

„Nie można mieć wątpliwości, że do Europy przybyli ci, którzy tutaj chcą prowadzić swoją świętą wojnę i chcą wprowadzać zbrodnicze zamiary. Ta plaga dotarła do nas w związku z brakiem właściwych decyzji politycznych” – powiedział rozmówca PAP.

Jak zauważył ekspert, napływem imigrantów najbardziej zagrożone są państwa Europy Południowej, a także te dobrze rozwinięte ekonomicznie.

„Rzeszom migrantów z Afryki najłatwiej przybyć do południowych regionów Europy, szczególnie do Włoch, Hiszpanii, Francji, Grecji czy krajów bałkańskich. Jednak głównie zagrożone są Włochy czy Francja, dalej jeszcze bogatsze regiony, jak Niemcy czy Skandynawia. Znacznie mniej imigrantów pojawia się na Bałkanach, a nawet jeśli tam przybywają, to zostają tylko do momentu, gdy nadarzy się okazja do dostania się do bogatszych państw” – zakończył dr Kister.

W ciągu dwóch ostatnich miesięcy na włoskie wybrzeża dotarło około 4 tys. migrantów z Tunezji, a od 2015 roku z Włoch na mocy dekretu MSW wydalono z powodów bezpieczeństwa ponad 60 Tunezyjczyków podejrzanych o ekstremizm.

autor: Paulina Kościółek

edytor: Anna Dudzik, Jakub Pilarek