ZHP obawia się, że efektem licznych kontroli po nawałnicach będzie zaostrzenie przepisów, które utrudnią organizację obozów.
Reklama
Po nawałnicy na początku sierpnia, w czasie której w Suszku w woj. pomorskim zginęły dwie przebywające na obozie harcerki, a ponad 30 osób zostało poszkodowanych, wszystkie obozy dostały się pod lupę kontrolerów.

Reklama
Obozy wszystkich chorągwi do kontroli
– To niejedna kontrola: najpierw sanepid, następnie kuratorium, potem straż pożarna. Każda z tych instytucji działała osobno – wymienia Krzysztof Budziński, zastępca naczelnika ZHP.
– Po przejściu nawałnicy skontrolowaliśmy wszystkie obozy na naszym terenie – przyznaje Małgorzata Bielang, pomorski wicekurator oświaty. I dodaje, że sprawdzane są one co roku, jednak obecnie sytuacja była szczególna, dlatego w każdej kontroli brali udział też strażacy. Dodatkowo zwracano uwagę na:
– zorganizowanie systemu łączności i informowania alarmowego – czy na bieżąco sprawdzane są komunikaty i alerty pogodowe;
– drożność dróg dojazdowych do obozu – czy może dojechać pogotowie, straż pożarna;
– czy odbyły się szkolenia o tym, jak zachować się podczas kataklizmu, czy są drogi ewakuacyjne i odpowiednie zapisy w dokumentacji obozowej.
Podobnie było nie tylko na Pomorzu, ale i w innych regionach kraju. – Prawie wszystkie nasze obozy zostały w ostatnich dniach skontrolowane. Nie były to standardowe kontrole, miały o wiele szerszy charakter. Brali w nich udział straż pożarna, przedstawiciele samorządu oraz kuratorium – mówi Paulina Gajownik, komendantka Chorągwi Stołecznej ZHP. I dodaje, że podobne informacje napływają również z innych chorągwi. Jak przyznaje, dla harcerzy to zrozumiałe, że po tragedii władze chciały wykazać, że podejmują działania sprawdzające bezpieczeństwo. Podkreśla jednak, że ZHP organizują obozy od wielu lat – chorągiew stołeczna rocznie przygotowuje wypoczynek dla niemal 6 tys. dzieci. – Każdy wyjazd jest wcześniej solidnie przygotowywany: rejestrowany w systemie prowadzonym przez MEN, zgodę wydaje straż pożarna, a jeżeli obóz współfinansuje samorząd, to również i jego przedstawiciele – twierdzi Gajownik. – Obecne kontrole nie wykazały żadnych uchybień. Były jedynie drobne sprawy, jak dyskusje dotyczące regulaminu – dodaje.
Harcerze: Nie jesteśmy amatorami
Harcerze boją się, że kolejnym krokiem po kontrolach może być bardziej restrykcyjne podejście do organizacji obozów w kolejnych latach. Już dzisiejsze prawo, np. regulacje sanitarne, powoduje, że organizacja leśnych obozów bez dostępu do bieżącej wody, podczas których harcerze sami budują prycze, stoi pod znakiem zapytania. – Liczylibyśmy, że efektem nieszczęśliwego zdarzenia nie będzie zaostrzenie przepisów czy bardziej rygorystyczne patrzenie na organizację obozów, ale wykorzystanie danych, które ma administracja i kontakt z nami w celu stworzenia skutecznego systemu powiadomienia o niebezpiecznych zdarzeniach – podkreśla Krzysztof Budziński.
Z tymi obawami przedstawiciele różnych organizacji harcerskich zgłosili się do Kancelarii Prezydenta. – Jedną z reakcji jest zaniepokojenie, że może się ugruntować przekonanie, iż harcerze byli winni, że doszło do tragedii – mówi minister w Kancelarii Prezydenta Wojciech Kolarski.
We wrześniu kancelaria chce zorganizować spotkanie z harcerzami w tej sprawie, by rozproszyć ich obawy i zastanowić się nad wyciągnięciem racjonalnych wniosków z tragedii. Tak, by harcerze nie stali się kozłem ofiarnym tragicznej sytuacji.