Władze PiS, bojąc się przegranej w głosowaniach, zagroziły swoim posłom przedterminowymi wyborami. PiS, forsując projekt opłaty paliwowej, nieoczekiwanie napotkał opór we własnych szeregach. Część posłów przestraszyła się negatywnych skutków ustawy i chciała zagłosować przeciwko projektowi zgłoszonemu przez własny klub.
Reklama
Już rano pojawiały się głosy przeciwko ustawie. Postulowano zmianę jej zapisów i obciążenie wydatkami na drogi samorządowe koncernów paliwowych lub budżetu. Dyskutowano również o zwiększeniu części akcyzy przeznaczonej na budowę dróg. Jeszcze do południa słyszeliśmy, że projekt opłaty paliwowej pójdzie do kosza.

Reklama
Presję na PiS wzmogła również opozycja. W debacie przy pierwszym czytaniu wystąpili szefowie największych klubów opozycyjnych: Grzegorz Schetyna z PO, Paweł Kukiz i Ryszard Petru z Nowoczesnej. Wszyscy punktowali prezesa PiS, przypominając momenty, gdy sam krytykował PO za podwyżki cen paliw. – To jest wasza droga zmiana – mówił Schetyna. Reprezentanci PiS bronili projektu, argumentując, że poprawi bezpieczeństwo, ale to nie spacyfikowało nastrojów w klubie. Część posłów chciała wycofać nawet swoje podpisy pod ustawą. Łukasz Rzepecki (PiS) zapowiedział głosowanie przeciwko ustawie.
– Głosuję zgodnie z programem PiS, obiecywaliśmy nie podnosić podatków. Jeśli ktoś mnie wyrzuci z powodu mojego głosowania, to tak jakby wyrzucił program PiS – deklarował. Ostatecznie do działania przystąpiły władze klubu. Jak wynika z informacji DGP, szef klubu Ryszard Terlecki zapowiedział, że jeśli do końca wakacji nie zostaną uchwalone ustawy wprowadzające opłatę drogową, zmiany w KRS i projekt prawo wodne, jesienią odbędą się przedterminowe wybory. Dodał, że w takim wariancie posłowie PiS, przez których ustawy przepadną, nie mają szans na miejsca na listach wyborczych partii. Precyzował, że ustalenia są uzgodnione z Jarosławem Kaczyńskim. – Chodziło o to, by wstrząsnąć posłami, by zrozumieli, że musimy trzymać się razem i utwardzić klub – mówi poseł PiS.
Taki był cel wystąpienia Terleckiego. Władze PiS bały się, że mogą przegrać kluczowe głosowania. Popołudniowe potwierdziło, że partia nie dysponuje dużą przewagą. Podczas głosowania nad ustawą o KRS opozycja próbowała zerwać kworum i zabrakło jej do tego trzech głosów. Przy okazji okazało się, że kwestię opłaty drogowej przysłoniły głosowania nad KRS czy ustawą o ustroju sądów powszechnych (piszemy o tym na str. 7).
Zgodnie z konstytucją możliwe jest doprowadzenie do przedterminowych wyborów na trzy sposoby. Pierwsze to samorozwiązanie Sejmu, do czego potrzeba dwóch trzecich głosów (PiS musiałby mieć wsparcie opozycji). Druga możliwość to dymisja rządu i trzykrotna nieudana próba powołania nowego gabinetu. Wreszcie ostatnia to nieuchwalanie przez parlament budżetu w ciągu czterech miesięcy od złożenia projektu przez rząd. W takim przypadku prezydent może, ale nie musi rozwiązać Sejm. Nie wiadomo, na ile groźba wyborów była realna. – Jest jasne, jakie mamy doświadczenia z wcześniejszymi wyborami, ale czasami nie ma wyjścia – mówi parlamentarzysta PiS.
Posłowie mieli zrozumieć, że muszą się trzymać razem.