Jak powiedział PAP w środę szef MON Bogdan Klich, który odbył dwudniową wizytę w Czadzie, całościowa strategia dotycząca priorytetów polskich misji "przeszła we wtorek przez komitet stały rady ministrów i stanie, lada moment, na posiedzeniu rządu".

"Strategia mówi wyraźnie, że nasze preferencje idą w kierunku misji NATO-wskich i Unii Europejskiej, a dopiero w dalszej kolejności ku misjom innego rodzaju. Zapisany jest w niej optymalny poziom naszego zaangażowania poza granicami kraju, który mieści się w widełkach między 3200 żołnierzy a 3800 żołnierzy" - podał minister.

Jak wskazał, rząd rozstrzygając o udziale polskich żołnierzy w misji w Czadzie - w związku z tym, że wiosną zmieni ona szyld z unijnego na oenzetowski - musi brać pod uwagę zaangażowanie wojska w innych operacjach. Wymienił w tym kontekście Liban, gdzie jego zdaniem, "moglibyśmy bez trudności zrezygnować z ok. 120 żołnierzy, "przemodelowanie" operacji w Bośni i Hercegowinie i "ocenę działań" w Afganistanie.

Minister przypomniał, że zgodnie z tym co zadeklarował we wtorek, jedną z opcji jest redukcja kontyngentu w Czadzie z ok. 400 do ok. 300 żołnierzy. Wycofane zostałyby wówczas śmigłowce - ich załogi i personel obsługi.

Klich pytany przez PAP, czy pomysł wycofania śmigłowców wiąże się z potrzebą wykorzystania ich w innym rejonie, czy też z faktem, że Rosja wesprze misję czterema helikopterami, odparł, że "śmigłowce w Czadzie nie są tak potrzebne jak w Afganistanie. "To główny powód dla którego zastanawiamy się nad przeniesieniem ich do misji afgańskiej" - ujawnił.

Jak podał, w styczniu, po pierwszym kwartale operowania polskich wojsk w Afganistanie w jednej prowincji, nastąpi "pierwsze podsumowanie działania" i zapadną ewentualne decyzje na temat kształtu kontyngentu. "W lutym będziemy gotowi odpowiedzieć na pytanie, jak dalej ma wyglądać nasze zaangażowanie w Afganistanie" - wskazał.

Zdaniem szefa MON, za pozostaniem w Czadzie przemawia argument, że jest to misja o charakterze pokojowym, humanitarnym. Jak ocenił, "ważne jest także to, że jeżeli już się włożyło jakieś poważne pieniądze, chociażby w organizowanie obozu w Iribie, to trzeba by było coś z tego wyjąć". "Jeśli by się zostało w misji ONZ, można byłoby oczekiwać na zwrot części kosztów poniesionych przez wojsko przy przygotowywaniu i transporcie sprzętu" - dodał.

Minister poinformował, że w czasie środowego spotkania z premierem Czadu Youssoufem Salehem Abbasem w Ndżamenie rozmawiał m.in. właśnie na temat przyszłości operacji w Czadzie.

"Zapytałem premiera, co by doradzał, jeśli chodzi o przyszłość polskiego kontyngentu wojskowego w Czadzie, po tym jak zmieni się jego charakter. Usłyszałem miękką deklarację, miękką zachętę" - powiedział Klich.

"Premier zasłaniał się tym, że pytanie to powinno być adresowane do UE i ONZ, ponieważ on nie bardzo może odnosić się do poszczególnych krajów. Z jego wypowiedzi wynikało, że ze względu na dobre postrzeganie naszych żołnierzy w operacji UE, władze Czadu nie miałyby nic przeciwko temu, aby Polacy w misji ONZ pozostali" - dodał.

"Co do przyszłości misji ONZ, premier powiedział bardzo wyraźnie, że rząd czadyjski chce zagwarantować sobie nadzór nad granicą między Czadem a Sudanem, i że żołnierze sił międzynarodowych nie będą tego mieli w swojej odpowiedzialności" - podkreślił.

Jak relacjonował Klich, jednym z tematów rozmowy z Abbasem były kwestie ewentualnej współpracy ekonomicznej między Polską a Czadem. "O tym należałoby rozmawiać zaraz na samym początku, jeżeli zdecydowalibyśmy się pozostać w misji ONZ" - wskazał Klich. Jak dodał, zidentyfikowaniem obszarów, na których współpraca mogłaby wystąpić, ma zająć się nasz ambasador w porozumieniu z odpowiednimi czadyjskimi ministrami.

Unijna misja w Czadzie, w której bierze udział ponad 3 tys. żołnierzy, rozpoczęła się 15 marca 2008 roku i zgodnie z mandatem ma trwać rok, do 15 marca 2009 roku. Wtedy ma się rozpocząć przekazanie jej obowiązków ONZ. W regionie, za który odpowiada utworzony na bazie PKW Czad Wielonarodowy Batalion Północ (Multinational Battalion - North, MNB-N) funkcjonuje 6 spośród 12 znajdujących się we wschodnim Czadzie obozów dla uchodźców. Według różnych szacunków w obozach Oure Cassoni, Iridimi, Touloum, Am Nabak, Kounoungou i Mile przebywa obecnie ok. 120-130 tys. sudańskich uchodźców.

Katarzyna Lechowicz (PAP)

ktl/ gsi/