W drugim odcinku cyklu podcastów Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie oczyma prezesa Wiesława Rozłuckiego Szymon Glonek pyta o kulisy polityczne powstania giełdy, pierwsze regulacje prawne oraz o Komisję Papierów Wartościowych.

Giełd spontanicznie zakładanych, bez żadnych regulacji było prawie 60 w Polsce, więc Giełda (GPW) musiała w jakiś sposób się wyróżnić. Zależało nam, inicjatorom tej koncepcji, żeby Giełda była od początku regulowana i miała swoją podstawę prawną. Byliśmy zaangażowani w prace legislacyjne również w Sejmie. Wtedy powstał bardzo ostry spór, ponieważ wielu posłów reprezentowało swoje regiony, swoje miasta, w których już istniały giełdy. Miały one ambicje nadal konkurować o nieliczne papiery wartościowe, które za chwilę będą tworzone. Nasza obawa polegała na tym, że jeżeli tych papierów będzie bardzo mało i będą handlowane w różnych miejscach, to w zasadzie jest to zachęta do spekulacji. Kupowanie czegoś w jednym miejscu, sprzedawani w drugim. Jeżeli jest niewielki obrót podzielony na kilka części, to wtedy ceny są niestabilne, ceny są przypadkowe i nie wzbudzają zaufania. Giełda najbardziej potrzebuje zaufania. Przecież nikt z inwestorów, prawie nikt, nie jeździ do spółek notowanych. To nie jest giełda samochodowa, gdzie można było otworzyć maskę, sprawdzić, jeżeli ktoś się zna. Na Giełdzie Papierów Wartościowych nie ma takich możliwości. Musi być zaufanie do raportów, do sprawozdań i dopiero wtedy ludzie rozsądni mogą się zdecydować na kupno akcji. Trzeba było walczyć o zaufanie, a zaufanie do giełdy jako rynku nie jest czymś oczywistym nigdzie na świecie. To trzeba budować, bo naturalnym podejściem ludzi jest nieufność – mówi Wiesław Rozłucki.

Często pojawiało się pytanie, czy miał pan konkurentów? Nie miałem. Nie miałem konkurentów, bo projekt był bardzo ryzykowny. Założenie giełdy, o której nikt nie miał pojęcia, dzisiaj wygląda, że łatwo, ale wtedy było obarczone bardzo dużym ryzykiem. I takim testem był serial Capital City. Tłumaczka tekstu do tego serialu zadzwoniła do mnie i mówi, proszę pana, ja mam tekst dialogów w tym filmie, nie wszystko rozumiem. Pan zajmuje się założeniem giełdy, niech mi pan pomoże, tam są terminologie giełdowe. Odpowiedziałem, wie pani, nie mam czasu, pracuję przez kilkanaście godzin dziennie nad uruchomieniem Giełdy warszawskiej, niech pani poszuka kogoś innego. Zadzwoniła do mnie 3 tygodnie później i mówi, wie pan, nikogo nie znalazłam. Wtedy pomyślałem, cholera, to chyba już na mnie teraz wypadnie, jestem tutaj jedyny, który może ten projekt doprowadzić do uruchomienia – dodaje Rozłucki.