Pomysł jest taki, żeby centralna agencja decydowała, jak ma być zarządzany szpital, jakie leczenie ma być tam oferowane. Dziś mamy różnych właścicieli, różnej wielkości placówki, o różnych zaszłościach. Wiele czynników decyduje o tym, jak sobie radzi szpital finansowo – mówi Ewa Książek-Bator, członek zarządu Polskiej Federacji Szpitali. I dodaje, że nie da się po prostu przydzielić lecznic do czterech kategorii i tych najgorzej sobie radzących finansowo wyrugować z rynku. Jak dodaje, szpital to często największy pracodawca w regionie, wiele kwestii jest uzależnionych politycznie. – Dlatego ta reforma nie odpowiada na realne problemy – mówi Książek-Bator.
Grzegorz P. Kubalski, zastępca dyrektora Biura Związku Powiatów Polskich podkreśla, że reforma jest potrzebna. Ale musi być dobra. – Problem zaczyna się nie na poziomie szpitali, tylko podstawowej opieki zdrowotnej, która nie działa sprawnie. To się przekłada na złe działanie nocnej i świątecznej opieki, a to z kolei wpływa na szpitale. Nie da się więc zmienić tylko szpitali, bez kompleksowej zmiany problem będzie cały czas się pojawiał – mówi. Jego zdaniem clou nie jest złe zarządzanie szpitalami – co rozwiąże wprowadzenie Agencji – tylko system. Ponadto z perspektywy samorządów zmiana jest wyjątkowo niekorzystna. Jak tłumaczył, są obszary, które zostały scedowane na samorząd, więc centralizacja jest naruszeniem zasady subsydiarności, która wynika z konstytucji. Czy gminy odczułyby ulgę? – Paradoks polega na tym, że najpierw utrudnione zostało wykonywanie samorządom zadań publicznych, a potem się udaje, że się ten problem rozwiązuje – podsumowuje Kubalski.
– Jeżeli POZ nie przejmie swoich zadań, to sytuacja w szpitalach, niezależnie od zmiany zarządzania, nie poprawi się – wtórował Piotr Magdziarz, partner zarządzający FORMEDIS, ekspert ds. restrukturyzacji podmiotów leczniczych. Komentując sam projekt ustawy, wskazywał, że jedynym ciekawym rozwiązaniem dotyczącym zadłużenia – a to wynosi 17 mld zł – jest wprowadzenie nowych mechanizmów redukcji długów.
Reklama
Na pytanie czy te rozwiązania mogą przełożyć się na jakość opieki, Dariusz Rajczyk, prezes zarządu głównego Stowarzyszenia Menedżerów Opieki Zdrowotnej, odpowiada, że ta zależy od wysokości finansowania. – Jakość jest zawsze związana z wysokością środków, którymi dysponuje placówka zdrowia – podkreśla i dodaje, że jeżeli Agencja Rozwoju Szpitalnictwa będzie pomagać nie tylko restrukturyzować długi, lecz także wprowadzać zmiany jakościowe, to wtedy poprawi się bezpieczeństwo w szpitalach.
Marek Wójcik, pełnomocnik zarządu i ekspert ds. legislacyjnych Związku Miast Polskich, zwracał uwagę na jeszcze inne aspekty. – Na pewno restrukturyzacja jest potrzebna, ale trzeba wiedzieć, co się chce osiągnąć. A to nie jest jasno określone – mówił. Podkreślał, że jesteśmy w fazie kilku kryzysów – podnoszenia się zdrowotnego po pandemii, wojny w Ukrainie, a do tego dochodzi inflacja. – Otwieranie kolejnego frontu jest bezzasadne – mówi Wójcik. Jego zdaniem zmiany już się odbywają – bo do reformy prowadzi m.in. wprowadzenie od lipca minimalnych wynagrodzeń w ochronie zdrowia. – Cieszę się, że personel medyczny będzie zarabiał więcej, ale wpłynięcie do systemu około 7 mld zł, a w kolejnym roku 14 mld zł, oznacza 15 proc. więcej, niż mamy dzisiaj w planie. To gigantyczna zmiana. A to oznacza, że lwia część pieniędzy wpływających do systemu zostanie zjedzona przez pieniądze na płace – dodaje Wójcik. Plusem reformy mógłby być pilotaż. – Pytanie tylko, jak będą wybrane placówki do pilotażu. Bo jeżeli, jak zapowiada resort zdrowia, będzie je wybierał minister, to może wpłynąć na obiektywność wyników – podsumowuje. ©℗
KK