Branża budowlana wciąż do najłatwiejszych nie należy i to zarówno jeśli chodzi o zamówienia publiczne, jak i inwestycje prywatne. Kłopoty finansowe generalnych wykonawców są na porządku dziennym. Podwykonawcom, którzy pozostali bez zapłaty, z pomocą przychodzi instytucja solidarnej odpowiedzialności inwestora. Jak wskazuje najnowsze orzecznictwo, obejmuje ona nie tylko firmy pracujące bezpośrednio na placu budowy, stawiające mury czy wylewające nawierzchnię drogi. Także te, które na pierwszy rzut oka można byłoby uznać za dostawców, wytwarzających swe produkty w zupełnie innym miejscu i dowożących je na plac budowy, np. producenci konstrukcji stalowych hal magazynowych czy żelbetonowych prefabrykatów.
- Kiedy po raz pierwszy trafiłem w orzecznictwie na wątek realizacji robót budowlanych w filii placu budowy, za którą przyjmowano zakład firmy odpowiadającej za prefabrykację, miałem mieszane uczucia. Firmy tworzące prefabrykaty do tej pory były postrzegane przez uczestników inwestycji w szerokiej kategorii: dostawca. Nie bez przyczyny w ramach swych usług świadczą one niekiedy montaż wytworzonych elementów, chociaż biznesowo jest im on potrzebny do szczęścia jak inspektor nadzoru ze skłonnościami do skrajnego pedantyzmu. W ten sposób próbują zabezpieczenia sobie możliwości udowodnienia w sądzie, że brudziły sobie ręce na placu budowy, realizując część wznoszonego obiektu, co pozwala im wysuwać roszczenia wobec inwestora - zauważa Łukasz Mróz, partner zarządzający w kancelarii Mróz Radcy Prawni.