Przed nami być może najpoważniejsza debata o przyszłości recyklingu i rynku odpadowego w ostatnim czasie. Po dwóch latach z pokerową miną Ministerstwo Klimatu i Środowiska wyłożyło karty na stół, pokazując długo wyczekiwany projekt reformy systemu rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP). Gra toczy się o ponad 1,5 mld zł rocznie, które miałyby trafić do gmin, by pośrednio wesprzeć recykling i odciążyć mieszkańców z wysokich opłat za odpady.
To zachowawczy szacunek, bo kwota ta może się okazać i dwukrotnie wyższa. Wszystko zależy od tego, jak ostro zalicytuje resort, ustalając maksymalne stawki opłat. Musi jednak uważać, bo ma po drugiej stronie stołu wytrawnych graczy, którym nie podobają się zaproponowane reguły i przewidziana dla nich rola. Mieliby bowiem tylko dorzucać do puli i nie zadawać żadnych pytań. Mowa o producentach, którzy w myśl zasady „zanieczyszczający płaci” mają wziąć na siebie wyższe koszty zbiórki, przetworzenia i recyklingu odpadów powstałych po ich towarach. I to nie tylko tych z plastiku, bo ROP obejmie również m.in. butelki szklane, puszki, kartony, opakowania wielomateriałowe.