statystyki

Przełom z Białorusią, kłopot z Ukrainą. Wschód według PiS

autor: Michał Potocki, Zbigniew Parafianowicz02.11.2016, 07:58; Aktualizacja: 02.11.2016, 08:17
Duda, Poroszenko

W stosunkach polsko-ukraińskich na papierze wszystko wygląda świetnie. Andrzej Duda dwa razy był z wizytą w Kijowie.źródło: ShutterStock

Rok rządów nowej ekipy w polityce wschodniej przyniósł jedną radykalną zmianę. Warszawa podjęła grę z Łukaszenką i próbuje otworzyć się na Mińsk. Natomiast asertywna postawa wobec Kijowa zaczęła przynosić efekty.

W stosunkach polsko-ukraińskich na papierze wszystko wygląda świetnie. Andrzej Duda dwa razy był z wizytą w Kijowie. Wygłosił dobrze przyjęty referat na temat polityki regionalnej dla ukraińskich dyplomatów. Nad Dnieprem – choć dopiero po 10 miesiącach od objęcia stanowiska – był też szef MSZ Witold Waszczykowski. Standardowa poprawność. Gdy jednak zejdzie się na poziom szczegółu, widać, że po obu stronach chemii nie było od początku. Już w lipcu 2015 r. otoczenie prezydenta elekta Andrzeja Dudy przekonywało nas, że PiS kończy z bezwarunkowym poparciem dla Kijowa i w relacjach z naszym wschodnim sąsiadem będzie bardziej asertywny.

Nowe władze zdawały sobie sprawę, że Polska jest zakładnikiem geopolityki (Ukraina jest naszą głębią strategiczną, zatem to my z definicji jesteśmy bardziej zainteresowani współpracą). Nie zamierzały jednak kontynuować celebry, która sprowadzała się do tego, że przy każdym spotkaniu obie strony wymieniały się rytualnymi uprzejmościami, z których nic nie wynikało (zapewnienia o strategicznym partnerstwie przez ostatnie 25 lat pojawiały się zawsze i urosły do rangi oficjalnej mantry dyplomatycznej). Efekt był taki, że Duda wymigał się ze spotkania z Petrem Poroszenką na marginesie meczu Dnipra Dniepropetrowsk z Sevillą latem 2015 r. Jak nam relacjonował jeden z ministrów w kancelarii głowy państwa, nie chodziło o spektakularne gesty, tylko o podkreślenie, że nie jesteśmy dostępni na zawołanie i przy każdej okazji.

Do pierwszego spotkania doszło na forum ONZ w Nowym Jorku we wrześniu ubiegłego roku. Później rozpoczęto planowanie oficjalnej wizyty prezydenta w Kijowie. Jeszcze przed nią Poroszenko popełnił poważny błąd polityczny, podejmując poufne rozmowy z Leszkiem Balcerowiczem o objęciu przez niego stanowiska premiera Ukrainy. Kancelaria Prezydenta RP równolegle, nie wiedząc o prowadzonych pertraktacjach, sygnalizowała, że może zaproponować swoich kandydatów do ukraińskiej administracji (łącznie z osobą na szczeblu ministra). Ostatecznie nikt z ekipy kojarzonej z PiS nie zajął żadnego znaczącego stanowiska. Objął je za to wiosną 2016 r. Leszek Balcerowicz, obejmując funkcję szefa strategicznych doradców prezydenta Ukrainy. Były wicepremier ściągnął ze sobą do Kijowa Jerzego Millera i Mirosława Czecha. Wysokie stanowisko nad Dnieprem objął również Sławomir Nowak (były minister infrastruktury szefuje Awtodorowi, ukraińskiemu odpowiednikowi polskiej GDDKiA). Pojawiła się konfuzja. I wrażenie, że Poroszenko kpi z oficjalnych władz Polski, grając na obóz PO.


Pozostało jeszcze 80% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie