"Najważniejszą kwestią jest to, jak wygląda zachowanie dziedzictwa nazizmu w Europie zachodniej. Czy rzeczywiście Polska nie będzie wskazywana przez następne 50 lat, jako docelowy kraj, w którym możemy obserwować przerażające pozostałości po nazizmie. I obawiam się, że może tak być" - powiedziała wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego, Magdalena Gawin.

Przyznała, że skierowanie przez polskich historyków po 1989 r. głównego zainteresowania na dzieje komunizmu było zupełne naturalne. „Z tym, że w latach 90. wyciągnęliśmy też złe wnioski, że temat faszyzmu został już udokumentowany, napiętnowany i wiemy już wszystko. To doprowadziło do tego, że Polska nie monitorowała stanu zachowania tych miejsc. A pamięć tak naprawdę nie funkcjonuje, jeśli nie mamy materialnych pozostałości, takich jak baraki, mury, słupy, druty kolczaste” – oceniła.

„A z Austrią jest problem większy niż z Niemcami, bo nie przeszła ona denazyfikacji. Tam mit Austrii jako pierwszej ofiary Hitlera jest do dziś silny” – nadmieniła Gawin.

Przypomniała, że Polska w latach 70. ub. wieku jako jedyna wpisała były niemiecki obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

„W tym wpisie było wyraźne stwierdzenie, że jest to jedyny taki obiekt na świecie. Ten wpis można ewentualnie poszerzyć o wpisy analogicznych obozów w Austrii i Niemczech. Ani Austria, ani Niemcy nie starały się jednak do tej pory o poszerzenie tego wpisu. W Mauthausen działa wprawdzie międzynarodowa rada, ale jest to dość przypadkowy zbiór osób, to są więźniowie lub rodziny więźniów, ale nie eksperci. My możemy przeciwdziałać temu na arenie międzynarodowej poprzez UNESCO, starając się uzyskać akceptację, że Auschwitz-Birkenau jest wzorcowym rozwiązaniem dla innych obozów poza granicami Polski” - dodała Gawin.

Przyznała jednak, że to będzie bardzo trudne. „Tego typu zapis spotka się bowiem z bardzo dużym oporem międzynarodowej opinii publicznej, której jest po prostu łatwiej to całe przerażające dziedzictwo nazizmu zepchnąć do Polski” – oceniła.

Wiceminister poinformowała, że z istniejących na terenie Austrii ok. 50 podobozów niewiele pozostało. „Na miejscach tych podobozów np. pasą się kozy, są jakieś fabryki, albo są zabudowane domami. W zasadzie przetrwało z nich tylko to, co jest murowaną częścią, czyli krematorium ze stołem sekcyjnym. Te krematoria są jednak pozbawione pierwotnego wyglądu - tam powinien być żwir i drut kolczasty, a zamiast tego rosną tam krzaki, bratki i róże, ogródki przydomowe. Te miejsca nie są też w ogóle oznakowane” - wyjaśniła.

Podczas debaty przypomniano, że w połowie lipca, na skutek negocjacji władz polskich, austriacki parlament przyjął ustawę o ustanowieniu federalnego urzędu Miejsce Pamięci KL Mauthausen". Obok KL Mauthausen, pojawiła się w ustawie nazwa bliźniaczego, największego na terenie Austrii obozu koncentracyjnego - KL Gusen. "To daje nam prawne zakotwiczenie do kolejnych inicjatyw" - podkreśliła Gawin.

"To jest też sposób na umiędzynarodowienie sprawy i dotarcie do austriackiej opinii publicznej. To nie jest kwestia tego, czy w tym roku, czy za trzy miesiące uda nam się uzyskać odpowiednie rozwiązania prawne. Jestem głęboko przekonany, że Austriacy będą musieli, jeśli nie w ciągu kilku miesięcy, to kilku lat zrewidować swoją politykę w tej dziedzinie. W moim przekonaniu jest to nieuchronne, ale dojdzie do tego tylko wówczas, gdy polska opinia publiczna będzie zainteresowana tym tematem. Tu nie chodzi tylko o Gusen, ale pamięć o polskich ofiarach obozów koncentracyjnych" - mówił dyrektor Muzeum Historii Polski Robert Kostro.

Ambasador RP w Wiedniu Artur Lorkowski wyjaśnił, że KL Gusen od początku powstania był przeznaczony dla polskiej inteligencji. "Począwszy od pierwszego transportu w marcu 1940 r. trafiały tu całe roczniki seminariów duchownych, nauczyciele. Wcale nie jest przesadzone mówienie, że KL Gusen do drugi Katyń; odpowiada to prawdzie historycznej" - dodał.

"Historia obozu w Gusen jest wciąż nieopowiedziana. Przyjazd tam to dojmujące i przykre doświadczenie. Na miejscu oddalonym zaledwie 4,5 kilometra od KL Mauthausen znajduje się tylko mały memoriał, a oprócz tego są np. wille, a w dawnym budynku SS mieści się pieczarkarnia" - opowiadał reżyser filmu dokumentalnego "Gusen - wojna o pamięć", Rafał Geremek.

Ministerstwo kultury w maju tego roku zostało zaalarmowane informacją o dewastacji pozostałości po byłym obozie koncentracyjnym Gusen - jednym z największych miejsc zagłady Polaków w czasie II wojny światowej. W czerwcu br. na miejsce udała się delegacja ministerstwa kultury z Magdaleną Gawin na czele. Celem wizyty było m.in. powstrzymanie dewastacji pozostałości po KL Gusen. Ponadto, w ramach kampanii społecznej na rzecz opieki konserwatorskiej nad KL Gusen list protestacyjny podpisało 27 tys. internautów.

Dawny obóz w Gusen to jedno z największych miejsc zagłady Polaków w czasie II wojny światowej. Obóz ten funkcjonował od 25 maja 1940 r. do 5 maja 1945 r. i wchodził - wraz z powstałymi później Gusen II i Gusen III - w skład sieci podobozów KL Mauthausen, które Niemcy zbudowali na terenie zaanektowanej Austrii. Należały one do najcięższych w III Rzeszy.

Obecnie w Gusen znajduje się izba pamięci ze znajdującym się obok zachowanym z czasu wojny piecem krematoryjnym, przy którym co roku miejscowa Polonia oraz państwowe delegacje, m.in. z Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, upamiętniają ofiary.(PAP)