Przy 1 maja obywatele mają wybór. Ten dzień to nie tylko państwowe Święto Pracy, ale i czas czczenia przez Kościół św. Józefa, patrona robotników. Więc można albo wziąć udział w pochodzie, albo wybrać się na mszę. Albo połączyć obie rzeczy, albo je zignorować. W tym roku preferowana jest opcja trzecia. Niewykluczone, że uda się nawet trafić na marsz rozpoczynający się oficjalnymi modlitwami z udziałem hierarchów. Mieszanie porządków świeckiego i religijnego jest przecież bardzo w modzie. W modzie powinno być gremialne uczestniczenie w celebracji Międzynarodowego Dnia Solidarności Ludzi Pracy, i to mimo wspomnień o obowiązkowych pierwszomajowych pochodach. Nie tylko dlatego, że od kilku lat toczy się burzliwa dyskusja o wartości ludzkiej pracy w Polsce, o skutkach kapitalizmu w naszym kraju oraz nierównościach społecznych (w tym szalenie niskim poziomie płac). Przede wszystkim dlatego, że ta dyskusja musi mieć konkretny wymiar w czynach, które dadzą początek faktycznym zmianom, choćby to były na razie tylko defilady. W defiladach skupiających ludzi świętujących pracę żaden z ośrodków rządzących raczej nie zobaczy problemu. To w końcu nie będą zgromadzenia w obronie demokracji. I hasła na sztandarach będą te właściwe. O wyrównywaniu poziomu życia i szans, o konieczności wzrostu płac, o etosie pracy. Jakieś zgrzyty? Skądże. Jakaś kula u nogi? W żadnym razie.

W tym roku przypada 225. rocznica uchwalenia Konstytucji 3 maja. Powód do dumy, bo to była pierwsza spisana konstytucja w Europie i druga na świecie (po amerykańskiej). I to taka, która wprowadziła ustrój monarchii konstytucyjnej, ograniczyła szlacheckie przywileje (w tym zniosła liberum veto), zrównała prawa mieszczan i szlachty oraz wzięła pod ochronę chłopów. To nic, że obowiązywała jedynie 14 miesięcy. Nie wszystkim się podobała, tak jak nie podoba się dzisiejsza, już 19-letnia Konstytucja RP. Przez 123 lata niebytu Polski na mapie europejskiej była jednak jak testament Rzeczypospolitej. Niczym symbol walki o niepodległość. Symbol, o którym władze PRL nie chciały pamiętać. Symbol, który jest jak przycisk „start” w obecnej sytuacji politycznej Polski, gdy spór wokół Trybunału Konstytucyjnego zamiast gasnąć – narasta, choć wszystkie strony konfliktu oficjalnie deklarują chęć kompromisu. Start do świętowania dla wszystkich. Wszystkich rozumianych jednak nie jako wspólnota, lecz jako dwa odrębne obozy, z których każdy zmierza w przeciwnym kierunku. A szkoda. Bo Święto Narodowe Trzeciego Maja jest jedno. I w efekcie jest jak kula u nogi?