Sto tysięcy – tyle osób w Polsce jest zaangażowanych w działania Caritasu. Organizacja ma markę, wiarygodność. Największa instytucja charytatywna w Polsce powinna być jak żona Cezara. Czy jest?
Organizacja funkcjonuje w Polsce na zasadzie konfederacji. Działa ponad 40 Caritasów diecezjalnych, które powołują biskupi oraz Caritas Polska, którego kierownictwo namaszcza Konferencja Episkopatu Polski. CP nie sprawuje nadzoru nad Caritasami diecezjalnymi, jednak koordynuje akcje ogólnopolskie, reprezentuje polski Kościół w międzynarodowych strukturach Caritasu. Corocznie dysponuje kilkudziesięcioma milionami złotych na pomoc potrzebującym, wspiera również finansowo caritasy diecezjalne. Dlatego z uwagą przyglądamy się temu, co dzieje się w tej instytucji. Kilka dni temu na łamach DGP opisałyśmy niejasne relacje CP z firmą PR-ową i, pozostawiające wiele do życzenia, traktowanie byłych już pracowników. W Caritas Polska trwa kontrola zlecona przez Episkopat. Jej konsekwencje będą papierkiem lakmusowym działań Kościoła. A w CP jest się czemu przyglądać.
Obecny dyrektor – ks. Marcin Iżycki – został powołany na to stanowisko ponad dwa lata temu. Media relacjonujące jego wybór nie kryły zaskoczenia. To był czas, kiedy między rządem a Kościołem trwał wyraźny spór o korytarze humanitarne. Poprzedni szef CP ks. Marian Subocz zabiegał u władz o pomoc w organizowaniu ich dla ofiar konfliktu m.in. w Syrii. Choć miał wsparcie KEP, która pisała w tej sprawie kolejne oficjalne stanowiska, nie udawało mu się przekonać ministrów rządu PiS. I wtedy szefem CP został, mający polityczne znajomości, urzędnik Ministerstwa Finansów. Ksiądz Iżycki był bowiem od 2007 r. dziekanem Służby Celnej, a także kapelanem izb celnych w Warszawie, Łodzi i Białej Podlaskiej. Urzędowanie w resorcie finansów rozpoczynał na mocy porozumienia podpisanego jeszcze przez rząd Jarosława Kaczyńskiego.