Już po raz 27. tysiące wolontariuszy ruszyło do lasów, parków i na plaże w całej Polsce, by wspólnie schylić się po szpecące krajobraz, porzucone śmieci. Tegoroczna akcja sprzątania świata, która zwyczajowo odbywa się w trzecim tygodniu września, przebiegła pod hasłem „Plastik? Rezygnuję. Redukuję. Segreguję”. To największa tego typu inicjatywa organizacji pozarządowych, ale też niejedyna. Tydzień wcześniej ruszyła bowiem kolejna odsłona projektu Bałtyckiej Odysei, czyli akcji mającej unaocznić, jak wiele odpadów ląduje na polskich plażach, a także zachęcić mieszkańców do ograniczenia ich wytwarzania.

Co najczęściej trafiało do worków wolontariuszy idących polskim wybrzeżem? – Z odpadów z tworzyw sztucznych najwięcej było niedopałków po papierosach leżących w piasku. Kolejnym odpadem były opakowania i ich części po produktach żywieniowych, artykuły domowego użytku, materiały związane z higieną osobistą oraz rybołówstwem. Wśród opakowań szklanych były przede wszystkim butelki po piwie i tzw. „małpki”. Odpady metalowe to kapsle i puszki po piwie oraz napojach energetycznych – relacjonuje Joanna Kądziołka, ekspertka Stowarzyszenia Zero Waste Polska, uczestnicząca w wydarzeniu.

Jednostka kontra molochy

Eksperci z branży odpadowej nie mają jednak złudzeń, że sam entuzjazm zbierających i organizowane rokrocznie akcje nie uratują świata przed zasypaniem tonami ton plastików. Przyznają, że akcje sprzątania świata uświadamiają nam problem, ale go nie rozwiązują. Są to działania potrzebne, choć nieadekwatne do skali nawarstwiającego się od lat problemu nadmiaru odpadów, które nie nadają się do recyklingu i w efekcie będą przez setki lat zanieczyszczać środowisko. Realną zmianę mogą przynieść tylko nowe regulacje, pełne i skuteczne wdrożenie unijnych dyrektyw odpadowych, a także większy nacisk na producentów, którzy dziś w znikomym stopniu odpowiadają za pozostałości po swoich produktach, a jeszcze rzadziej wprowadzają modele wielorazowych opakowań zwrotnych.

– Szukając odpowiedzialnych za ten stan rzeczy nie obwiniajmy od razu wszystkich mieszkańców. Walające się odpady pokazują bowiem nie tylko skalę konsumpcji kreowanej przez marketing, ale też jak niską wartość dla recyklerów mają te opakowania i jak bardzo brakuje ekonomicznych zachęt do ich efektywnej zbiórki. Oczywiście należy wspierać oddolne inicjatywy, ale nie mogą one zastąpić strukturalnych reform, które wymuszą zmiany w pierwszej kolejności na producentach tworzyw sztucznych. Tylko wtedy uda się zapanować nad ekspansją plastiku i ograniczyć zaśmiecanie planety – mówi Piotr Barczak, ekspert European Environmental Bureau (EEB).

Plastik nasz powszechny

Skala ekspansji plastiku jest ogromna. O ile w latach 50. XX w. na światowe rynki trafiało ok. 15 mln ton tworzyw sztucznych, tak dziś na wyprodukowanie takiej samej ilości potrzeba zaledwie dwóch tygodni. Najwięcej – ponad 40 proc. – wykorzystywane jest do produkcji opakowań, w większości jednorazowych.

Wyzwanie jest trudne, bo złote czasy tworzyw sztucznych mogą być dopiero przed nami i zamiast ograniczania strumienia plastikowych odpadów, czekać nas będzie kolejna fala. Skąd taki wniosek? Dla wielu koncernów petrochemicznych produkcja plastiku może być ostatnią deską ratunku przed utratą zysków spowodowaną restrykcyjną polityką klimatyczną Unii Europejskiej i presją na odejście od spalania ropy. „Czarne złoto” zyska wartość nie jako źródło energii, a surowiec do produkcji tworzyw. Trend ten już jest widoczny. W ostatniej dekadzie (według danych American Chemistry Council) firmy takie jak Exxon Mobil, BP czy Shell zainwestowały 89 mld dol. w 210 projektów związanych z petrochemią. Już dziś sektor ten odpowiada za 14 proc. światowego użycia ropy. Jak prognozuje Międzynarodowa Agencja Energetyczna, do 2050 r. będzie to już 50 proc.

Zjawisko to potwierdzają też eksperci z organizacji pozarządowej Changing Markets Foundation. W ich ostatnim raporcie o sytuacji na rynku tworzyw sztucznych czytamy, że wielkie koncerny naftowe i chemiczne wydały w latach 2010-2017 ponad 186 mld dol. na nowe instalacje petrochemiczne i nadal inwestują znaczne sumy w rozbudowywanie możliwości produkcji plastiku. Te same firmy przeznaczyły jedynie 1,5 mld dol. na rzecz Sojuszu na rzecz wyeliminowania tworzyw sztucznych, czyli dobrowolnej inicjatywy, która miała przyczynić się do poprawy recyklingu i oczyszczenia oceanów – przekonują eksperci. I wyliczają w swojej publikacji, że w 2020 r. najwięcej plastikowych produktów zużyje Coca-Cola – 2,9 mln ton, na potrzeby Pepsico wyprodukuje się ich 2,3 mln ton, a Nestle – 1,7 mln ton. Pośród koncernów najbardziej przyczyniających się do produkcji plastiku znajdują się jeszcze: Danone, Procter&Gamble, Unilever, Colgate-Palmolive i Mars – wymienia Changing Markets Foundation.

Konieczne systemowe zmiany

Niewykluczone, że już od lipca przyszłego roku ilość odpadów zebranych z plaż – zwłaszcza jednorazowych plastików – będzie się stopniowo zmniejszać. Wejdzie wówczas w życie tzw. dyrektywa SUP (single-use plastics), która wprowadza zakaz sprzedaży i używania często stosowanych plastikowych produktów jednorazowego użytku jak słomki, kubki czy sztućce.

Jeszcze wcześniej, bo już od 1 stycznia ma zacząć obowiązywać podatek od plastiku niepoddanego recyklingowi w wysokości 800 euro za tonę. Rozwiązanie to ma z jednej strony zapewnić dodatkowy strumień pieniędzy dla Wspólnoty na czas odbudowy unijnej gospodarki po pandemii, a także motywować firmy do recyklingu i wycofania z rynku najtrudniejszych w przetwarzaniu opakowań lub zastąpienia ich innymi, przyjaźniejszymi środowisku produktami.

Zdaniem ekspertów są to konieczne, choć niewystarczające kroki, by zredukować nadmiar problematycznych odpadów. – Wiele krajów wprowadza dziś reformy, które jeszcze mocniej zaingerują w rynek. We Francji przyjęto przepisy, które zakazują wprowadzania od 2030 r. opakowań nienadających się do recyklingu. Wiele krajów fakultatywnie wdraża wytyczne dotyczące ekoprojektowania. Austria ogłosiła plany obowiązkowych kwot na zwrotne opakowania po napojach (min. 55 proc. w 2030 r.) oraz wkalkulowanie podatku od plastyku do opłat uiszczanych przez producentów na rzecz organizacji odzysku. We Włoszech i w Wielkiej Brytanii mówi się o wprowadzeniu podatku od plastiku, który miałby premiować opakowania zawierające w sobie określony procent surowców wtórnego. Mechanizmów wspierających ekologiczne wybory jest coraz więcej – mówi Anna Komar z Polskiego Stowarzyszenia Zero Waste.

W Polsce wciąż brakuje kluczowego elementu systemu, czyli w pełni wdrożonej Rozszerzonej Odpowiedzialności Producentów (tzw. ROP). Wbrew zapowiedziom rządu, który miał przedstawić gotowy projekt jeszcze w lipcu, wciąż nie wiadomo w jakim kierunku będzie podążała ta kluczowa dla rynku reforma. W założeniu ma ona jednak „nadać wartość odpadom”, co oznacza większe niż do tej pory obciążenie producentów kosztami związanymi z dalszym losem wprowadzanych przez nich opakowań (czyli ich zebraniem, sortowaniem, myciem, przetwarzaniem). Dziś udział tych kosztów jest w Polsce niewspółmierny do innych krajów. O ile za tonę wprowadzonego na rynek plastiku w Niemczech, Austrii, Litwie i innych krajach UE firmy płacą kilkaset euro, tak w Polsce opłaty te oscylują wokół kilku euro. Zdaniem ekspertów podwyższenie tych opłat zapewniłoby od 2 do 3 mld zł wpływów rocznie. Pieniądze te ściągnęłyby ciężar finansowej odpowiedzialności z mieszkańców i ulżyły samorządom.

– Konsekwencją braku stosownie wysokich opłat jest to, że producenci korzystają z opakowań najtańszych, a jednocześnie bardzo nieekologicznych. Koszty takiej polityki firm ponosimy jednak my wszyscy, w podatkach i opłatach za odpady oraz w kosztach czyszczenia plaż, rowów czy lasów. Muszą powstać regulacje, które będą premiowały ekologiczne rozwiązania, takie jak wielokrotne użycie opakowań, zmniejszenie ich liczby, przystosowanie do ponownego użycia – wskazuje Joanna Kądziołka.

Czas na kaucję!

Wielu ekspertów przekonuje, że kolejnym ogniwem systemu powinien być powszechny, obowiązkowy system kaucyjny na różne rodzaje opakowań. Takie rozwiązania zastosowano już w dziesięciu krajach europejskich, a w kolejnych dziewięciu podjęto już decyzję o wdrożeniu systemu w najbliższych latach. Przykład Litwy pokazuje, że nadanie odpadom wartości, efektywna kampania edukacyjna na poziomie krajowym oraz dostępność punktów zbiórki prowadzą do osiągnięcia rezultatów ekologicznych: poziom zbiórki butelek plastikowych wzrósł z 30 proc. przed wprowadzeniem kaucji do 92 proc. już w drugim roku funkcjonowania systemu.

– Systemy kaucyjne mogą dobrze przyjąć się na polskim gruncie. Motywacja ekonomiczna zawsze lepiej zdaje egzamin niż seria wymogów lub nakazów. System nie tylko pomoże zebrać z rynku opakowania w sposób selektywny, ale także obniżyć koszty dla mieszkańców i dostarczyć czysty strumień dla recyklerów. Co najważniejsze z lokalnego punktu widzenia, otworzy to możliwość szerszego użycia i wprowadzenia opakowań wielorazowych – mówi Piotr Barczak.

Specjaliści zwracają uwagę, że czasu na przyjęcie regulacji jest jak na lekarstwo, a mimo deklaracji rządzących, którzy dostrzegają konieczność pilnego przyjęcia przepisów, wciąż nie widać stosownych projektów konkretnych aktów prawnych. – Wstrzymywanie decyzji dotyczącej urealnienia stawek ROP oraz brak decyzji na temat ekomodulacji opłat zależnie od łatwości przetwarzania surowca wykorzystanego przy produkcji sprawia, że na rynek nadal będzie trafiać to co zostało znalezione na plaży – opakowania nie nadające się do recyklingu, których koszty zagospodarowania ponoszą mieszkańcy, a nie ci, którzy wprowadzają je na rynek – konkluduje Joanna Kądziołka. JAP

Sprawdzony model wdrożenia GOZ staje się pożądany przez przemysł

Anna Larsson Reloop Platform

Anna Larsson Reloop Platform

źródło: Materiały Prasowe

Akcje sprzątania świata organizowane są od dekad i od dekad nic z nich nie wyniknęło. Zmianę jakościową wymuszają konkretne przepisy dyrektyw europejskich stwarzające popyt na rynku poprzez minimalne kwoty zawartości recyklatu, nakładające wysokie poziomy zbiórki odpadów, jak również zobowiązujące producentów do pokrycia kosztów zbiórki selektywnej oraz likwidacji zaśmiecania. Tym razem wytwórcy uważnie przyglądają się rezultatom dorocznych akcji sprzątania – niedługo zapłacą za każda sztukę wyzbieranych odpadów.

Mało tego, odpady te okazują sie teraz niezbędnym źródłem substratu do uzyskania obowiązkowego recyklatu. Nie dziwi więc najnowsze stanowisko organizacji UNESDA i EFBW z 25 września: europejscy producenci napojów i wody butelkowanej domagają się wprowadzenia systemów kaucyjno-depozytowych we wszystkich państwach członkowskich Wspólnoty. Te ignorowane przez nich od lat modele gospodarowania odpadami stają się konieczne do maksymalizacji zbiórki oraz bezpiecznego zamknięcia obiegu surowców. Są też najtańsze (intensyfikacja zbiórki selektywnej i likwidacja zaśmiecenia to nieporównywalny koszt) i gwarantują najwyższą jakość surowca do recyklingu na potrzeby przemysłu spożywczego. Zarządzane przez samych producentów, przejrzyste i efektywne kosztowo systemy depozytowe są modelowym przykładem wdrożenia gospodarki o obiegu zamkniętym. W Polsce taki system dostarczyłby 600 tys. ton PET, aluminium i szkła o najwyższej czystości i pozwolił na stworzenie wyspecjalizowanych miejsc pracy w zakładach recyklingu najnowszej generacji. Za cenę trzech krakowskich spalarni, w których surowce tracone są bezpowrotnie, ogólnokrajowy system depozytowy umożliwiłby zamknięcie obiegu kilkuset tysięcy ton materiałów rocznie. Nie ma czasu do stracenia. Mamy w Polsce dostęp do tych samych produktów, co kraje skandynawskie i bałtyckie. Zasługujemy na te same standardy w zakresie ochrony środowiska z dodatkowym bonusem w postaci strukturalnego rozwoju gospodarczego.

Materiał przy współpracy z Reloop Platform