statystyki

Babones: Jesteśmy złymi populistami straszeni, ale nie ma dowodów, że stanowią oni niebezpieczeństwo [WYWIAD]

autor: Sebastian Stodolak11.10.2019, 07:00; Aktualizacja: 11.10.2019, 22:01
Salvatore Babones profesor socjologii na Uniwersytecie w Sydney, ekonomista. Ostatnio wydał książkę „The New Authoritarianism: Trump, Populism, and the Tyranny of Experts” (Nowy autorytaryzm: Trump, populizm i tyrania ekspertów)

Salvatore Babones profesor socjologii na Uniwersytecie w Sydney, ekonomista. Ostatnio wydał książkę „The New Authoritarianism: Trump, Populism, and the Tyranny of Experts” (Nowy autorytaryzm: Trump, populizm i tyrania ekspertów)źródło: DGP

Populizm odbiera elitom poczucie wyjątkowości, niszczy ich tożsamość klasową, więc się przed nim bronią. Naturalna reakcja. Jesteśmy tymi złymi populistami straszeni, ale tak naprawdę nie ma dowodów, że stanowią oni niebezpieczeństwo.

Populizm zdominował światową politykę. Zgadza się pan z tą diagnozą?

Może być prawdziwa. Na pewno nikt nie podważa tego, że w ostatnich kilku latach populistyczne hasła odgrywają w polityce coraz większą rolę.

Brytyjski „The Guardian” alarmował przed kilkoma miesiącami, że populizm w polityce to zjawisko nasilające się nie od kilku lat, nie od wyboru Donalda Trumpa na prezydenta USA, lecz od dwóch dekad.

Możliwe. I wie pan co? Uważam, że to dla demokracji bardzo zdrowe.

Zdrowe dla demokracji?

Populizm to coś na wzór biblijnej powodzi, która ma zmyć grzechy globalnych elit. To reset politycznego systemu, który ma miejsce wówczas, gdy politycy zawodzą. A zawodzą, gdy przestają brać serio zwykłych ludzi, ich zmartwienia i pragnienia. Ja jako demokrata...

W jakim znaczeniu? Jako zwolennik Partii Demokratycznej?

Nie, zwolennik demokracji w ogóle. Jako demokrata uważam, że należy słuchać każdego, każdy głos się liczy. Nie ma ludzi, których ze względu na jakieś „wyższe dobro” należy ignorować. Hillary Clinton w kampanii prezydenckiej z 2016 r. mówiła, że połowa wyborców Trumpa to ludzie „żałośni”. W demokracji nawet żałośni ludzie powinni mieć głos. Ruchy populistyczne to ruchy, które dają go grupom marginalizowanym.

W tym rasistom, ludziom nietolerujących innych kultur...

Zgadza się. W wyborach liczy się nawet głos rasisty. Ja, rzecz jasna, nie jestem rasistą, daleko mi do tego. Ale dopóki demokracja to system, w którym każdy głos się liczy, to nie możemy zapominać o tym rasiście. Nawet moralnie złe osoby mają w niej prawo głosu. Więcej – mają prawo kandydować w wyborach. Dlatego mogę nie zgadzać się ze wszystkim, co robi Trump, ale nie mogę nie zauważać, że populizm w jego wydaniu uruchomił w ludziach wolę ponownego włączenia się w politykę. Ostatnie wybory do Senatu w USA miały największą frekwencję od 1914 r.! Rekordy pobito też w 2017 r. w wyborach parlamentarnych w Wielkiej Brytanii. Brexit dał Brytyjczykom poczucie sprawczości, którego brakowało im wewnątrz struktur Unii Europejskiej. Jeśli jesteś w UE, to ze względu na jej elitaryzm często miewasz poczucie, że nie jesteś traktowany serio.

Zaraz powie pan, że populizm to rodzaj naprawy demokracji.

Bo częściowo tak jest.

Ale jakiej naprawy? Populiści zyskują poparcie, bo odwołują się do emocji, nie do rozumu, do przesądów, a nie do wiedzy. Dlatego, gdy już obejmą władzę, stosują szkodliwe rozwiązania, często właśnie wykluczające poszczególne grupy z demokracji – bo uznają je za wrogie.

Chwileczkę. Ja bym pański argument odwrócił. Jeśli populiści osiągają swoje cele, przedstawiając swój program w sposób jasny i prosty, a nawet odwołując się do emocji, to znaczy, że technokratyczne elity nie potrafią tego robić. Obowiązkiem polityków jest tłumaczyć ludziom politykę właśnie w sposób jasny i prosty. Tak, żeby wszyscy ją rozumieli, mogli wyrobić sobie opinię na ten czy inny temat i angażować się w życie publiczne. Demokracja nie może sprowadzać się do uczonych dysput między ludźmi z doktoratami.

Tyle że niektóre problemy polityczne są tak skomplikowane, że trudno wyłożyć je w prosty sposób, nie przekłamując sprawy. Weźmy imigrację. Większość ludzi wierzy, że imigranci zabierają im pracę. Ekonomia mówi co innego, ale uzasadnia to w sposób, który wymaga sporego wysiłku intelektualnego. Może więc jednak pewne decyzje muszą pozostać w rękach elit – nawet w demokracji?


Pozostało jeszcze 73% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (3)

  • Legart(2019-10-11 16:00) Zgłoś naruszenie 20

    "Jako demokrata uważam, że należy słuchać każdego, każdy głos się liczy." - słuchać ludzi tak! Słuchać się ludzi - NIE. Tłum jest wściekłą bestią złożoną z przyzwoitych ludzi. Dlatego ludzi trzeba wysłuchiwać. Ale nie kierować się ich owczym pędem. W zapewnianiu potrzeb kierować się potrzebami człowieka - nie tłumu. A w realizacji ich: wiedzą, rozsądkiem i umiarem. Populizm to ścieżka na skróty. Nie "restart" systemu, tylko uszkodzenie go w nadziei, że jak potraktujemy silnik samochodu, który jakoś szwankuje młotem, a potem zespawamy tu i tam, to ten silnik będzie działał lepiej. Nie będzie - będzie uszkodzonym silnikiem, którego wady pogłębiono obijając młotem, a potem nieco załatano.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Legart(2019-10-11 15:53) Zgłoś naruszenie 11

    Nie ma dowodów, że populiści szkodzą!? Wystarczy włączyć TV: Kurdowie giną, bo populista zawarł z nimi sojusz i zdradził. Uzasadniając, że "nie walczyli w Normandii". UK: Jeden populista chciał sobie załatwić +5% do reelekcji i wyszedł mu Brexit, druga zawrzeć umowę, będąc niegotowa... i wyszła jej dymisja, a trzeci zawiesić Parlament i go pogoniono. I tak ok kilku lat UK marnuje czas kręcąc bączki w kółko. Jeśli się NIE CHCE dojrzeć dowodów szkodliwości populistów - to się ich nie dojrzy. Jak ktoś patrzy: widzi je codziennie.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie