Decyzja w tej sprawie zapadła wczoraj na kolegium komisarzy, ale nie poinformowano jeszcze o tym oficjalnie, bo najpierw musi być zawiadomiony rząd w Warszawie. Skarga to kolejny krok w prowadzonej od kwietnia procedurze naruszeniowej wobec Polski związanej z dyscyplinarkami wobec sędziów.

Jak informuje źródło w Brukseli, Komisja Europejska będzie chciała nadać wnioskowi tryb pilny. Miał o to zabiegać jej wiceprzewodniczący Frans Timmermans, który przygotował pozew przeciwko Polsce. Według naszego rozmówcy wśród innych komisarzy „pewne wątpliwości” wzbudził termin ogłoszenia skargi – na cztery dni przed wyborami parlamentarnymi w Polsce – ale ostatecznie wniosek przyjęto.

Niemiecki komisarz Gunther Oettinger, poinformował wczoraj, że podjęto również decyzje o procedurze naruszeniowej wobec kilku innych krajów.

Wniosek do TSUE to jedno z ostatnich posunięć Timmermansa w sprawie praworządności w Polsce w obecnej KE, która za kilka tygodni zakończy prace. Co prawda Holender nie żegna się z Brukselą i stanowiskiem wiceprzewodniczącego, ale w nowej kadencji będzie się zajmować klimatem i tworzeniem zielonego ładu dla Europy. Praworządność mają przejąć Belg Didier Reynders i Czeszka Věra Jourová.

Rząd podchodzi spokojnie do skargi, odkładając rozważania na jej temat na okres powyborczy. Poprzednio efektem skargi były zmiany ustawy o Sądzie Najwyższym. Takiego wariantu nie można wykluczyć i tym razem, ale do tego daleka droga. Będzie to zależało zarówno od orzeczenia TSUE, jak i wyniku wyborów, siły nowego rządu oraz kontekstu zagranicznego. Orzeczenie może zapaść w trakcie negocjacji unijnych wieloletnich ram finansowych, w których ma występować mechanizm kontroli praworządności, pozwalający zakręcać kurek z euro dla państw, które mają kłopoty z praworządnością.

Treść skargi nie jest jeszcze znana. Można jednak przypuszczać, że pojawią się w niej te same zarzuty, które KE formułowała na poprzednich etapach postępowania. Wówczas wskazywała na brak niezależności i bezstronności Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, która ostatecznie decyduje o losie sędziego. Komisja wskazywała przy tym, że w ID zasiadają wyłącznie sędziowie wybrani przez obecną Krajową Radę Sądownictwa. Ta z kolei w przeważającej mierze wybierana jest przez Sejm.

Zarzutem jest również fakt, że to nie ustawa, a prezes kwestionowanej izby w sposób niemal całkowicie dowolny wskazuje, który sąd dyscyplinarny I instancji zajmie się sprawą konkretnego sędziego. Co więcej, obecny system powoduje, że sędziowie mogą być trzymani w stanie permanentnej niepewności, gdyż nie ma gwarancji, że sprawy będą rozpatrywane w rozsądnym terminie.

O tym, że obecny system dyscyplinarny nie spełnia unijnych wymogów, od początku było przekonane środowisko sędziowskie. Dowodem są dwa pytania prejudycjalne, jakie w tej sprawie do TSUE złożyły sądy okręgowe w Łodzi i Warszawie. Ich zdaniem nowy system postępowania dyscyplinarnego sędziów nie jest odporny na wpływy polityczne. A to rodzi ryzyko, że będzie wykorzystywany do politycznej kontroli treści orzeczeń sądowych i usuwania z zawodu tych sędziów, którzy wydają wyroki nie po myśli rządzących. Nikłe są jednak szanse, aby TSUE zajął się tymi pytaniami; jego rzecznik generalny uznał, że są one niedopuszczalne ze względów formalnych. ©℗