– W jednej linii stawia się katów i ich ofiary w oczywistym celu oczernienia Rosji jako spadkobiercy ZSRR, oczyszczenia własnych państw z winy ustępowania reżimowi hitlerowskiemu i uzasadnienia wojny z pomnikami wyzwolicieli – przekonywał Ławrow, nawiązując do usuwania z przestrzeni publicznej symboli sowieckiej dominacji w Polsce i krajach bałtyckich.

Polska miałaby być winna, że koalicja antyhitlerowska nie powstała już w 1939 r.

FRANKOWICZE POD PRESJĄ, FRANK BĘDZIE DROGI

Minister przekonywał, że to polsko-niemiecka deklaracja o niestosowaniu przemocy z 1934 r. oraz polityka Paryża i Londynu zmusiły ZSRR do podpisania 23 sierpnia 1939 r. paktu Ribbentrop-Mołotow. W anonsie wystawy czytamy o „odrzuceniu przez Polskę sowieckich propozycji przeciwdziałania niemieckiej ekspansji”. W ten sposób Warszawa miałaby być winna temu, że koalicja anty hitlerowska nie powstała już w 1939 r. Wśród prezentowanych dokumentów znalazł się oryginał paktu z III Rzeszą i tajnego protokołu przewidującego podział Europy Środkowej. Stał się on podstawą dla wspólnej agresji na Polskę i anektowania przez ZSRR państw bałtyckich oraz części Finlandii i Rumunii.

– Rosja próbuje stworzyć przekonanie, że zachowanie ZSRR nie różniło się od zachowania państw, które uprawiały politykę powstrzymywania Hitlera. Tymczasem pakt Ribbentrop-Mołotow był czymś nadzwyczajnym, bo zakładał podział Europy między dwa państwa totalitarne – dowodzi Łukasz Jasina, specjalista w zakresie polityki pamięci w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. – W ten sposób Rosja kontynuuje założenie z czasów carskich i sowieckich, że każdy środek jest dobry, jeśli można go wykorzystać w bieżącej polityce zagranicznej – dodaje.

W 2018 r. byliśmy świadkami podobnej ofensywy przy okazji okrągłych rocznic układu monachijskiego i zajęcia Zaolzia przez Polskę. Wówczas Moskwa dowodziła, że Warszawa przyczyniła się do wybuchu wojny, biorąc udział w rozbiorze Czechosłowacji.

Rosyjska ofensywa historyczna to także element odpowiedzi na niezaproszenie Władimira Putina do Polski na obchody 1 września. – Nie na miejscu czcić rocznicę zbrojnej agresji na Polskę z udziałem przywódcy, który dzisiaj tymi samymi metodami traktuje swoich sąsiadów – tłumaczył wicepremier Jacek Sasin w rozmowie z Wp.pl. Linię narracji, którą w nadchodzących miesiącach będziemy często słyszeć, zaprezentowała wczoraj na Twitterze ambasada Rosji przy OBWE.

„Wbrew twierdzeniom, jakoby porozumienie Stalina i Hitlera doprowadziło do II wojny światowej, ZSRR był praktycznie ostatnim graczem geopolitycznym zmuszonym do zawarcia porozumienia z nazistowskimi Niemcami. Poprzedzały go następujące pakty z Niemcami: Polski (Piłsudskiego-Hitlera), spisek monachijski (Chamberlaina-Daladiera-Hitlera-Mussoliniego), Wielkiej Brytanii (Chamberlaina-Hitlera), Francji (Daladiera -Hitlera), Estonii (Seltera-Ribbentropa), Łotwy (Muntersa-Ribbentropa)” – głosiły tweety.

Moskiewska wystawa dotycząca genezy II wojny światowej, która do 10 listopada będzie dostępna za darmo dla wszystkich chętnych, jest skierowana do rosyjskiego odbiorcy. Ale Rosja chce z nią wyjść także za granicę. W poniedziałek podobna wystawa ma zostać otwarta w Domu Rosyjskim w Berlinie. Nasze źródła w polskim MSZ mówią, że resort dyplomacji analizuje tego typu posunięcia strony rosyjskiej i zastanawia się nad odpowiedzią.

Działania Rosji zauważają nasi sąsiedzi. W raporcie litewskiego wywiadu za 2018 r. czytamy, że „Kreml manipuluje zwycięstwem w II wojnie światowej, by usprawiedliwić roszczenia do kontroli nad przestrzenią postsowiecką”, a tych, którzy „sprzeciwiają się fałszywej narracji historycznej”, oskarża o „wspieranie neonazizmu i faszyzmu”. „Rosyjska polityka historyczna stanowi podbudowę pod destrukcyjne działania Kremla wymierzone w Litwę i jako taka stanowi zagrożenie dla litewskiego bezpieczeństwa narodowego” – czytamy.

Łukasz Jasina przekonuje, że to nic nowego. – Historia zawsze uzasadniała rosyjskie pretensje terytorialne, od rozbiorów Polski po agresję na Ukrainę. Adekwatna odpowiedź mogłaby polegać na budowie instytucji zajmujących się dziejami polsko-rosyjskimi, publikacji dokumentów źródłowych i książek pokazujących rosyjskie zbrodnie. Prawdę da się obronić. Tylko czasem niektórzy są bardziej cyniczni od nas – mówi analityk PISM.

W propagandzie z Moskwy pojawiają się nowe elementy. – Choćby oskarżenia, formułowane niestety przy współpracy z niektórymi środowiskami na Zachodzie i w Izraelu, budujące obraz Polski jako kraju, który w sposób porównywalny do III Rzeszy miał się przyczynić do prześladowań ludności żydowskiej – wskazuje dr Jasina. – Więcej Żydów w Polsce zabili nie niemieccy naziści, ale Polacy – mówił w kwietniu publicysta Władimir Sołowjow, a politolog Aleksandr Sosnowski dodawał, że „Polacy zabijali Żydów i odbierali im majątek, a teraz udają, że nic takiego nie zaszło”.

Na zarzut o fałszowaniu historii rosyjscy urzędnicy przypominają, że Moskwa uznała odpowiedzialność za zbrodnie, np. poprzez obecność Putina w Katyniu 7 kwietnia 2010 r. Z drugiej strony prokuratura uznała w 2004 r., że ta zbrodnia była pospolitym przestępstwem, które się przedawniło, a jego sprawców nie ustalono. – Rosja potrafi jednocześnie powiedzieć i jedno, i drugie, więc trzeba ostrożnie traktować zapewnienia dotyczące przeprosin – komentuje dr Jasina.

W samej Rosji za przypominanie o agresji 17 września można trafić pod sąd. W 2016 r. Władimir Łuzgin z Permu usłyszał wyrok 200 tys. rubli (wówczas 12 tys. zł) grzywny za repost materiału o „wspólnym napadzie komunistów i Niemiec na Polskę” na portalu WKontaktie. Sąd uznał, że to zdanie przeczy faktom ustalonym przez trybunał w Norymberdze. Łuzgin odpowiadał z artykułu mówiącego o „rehabilitacji nazizmu”. Rosjanin poskarżył się na ten wyrok do trybunału w Strasburgu.

W ostatnim czasie wzmogła się też presja na Białoruś. Rosyjskie media uważnie śledzą doniesienia świadczące o odwoływaniu się w tym kraju do tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego. – W interesach Rosji leży pozostawienie w naszych umysłach sowieckiego poglądu, który zakłada, że białoruscy chłopi stuleciami walczyli z polsko-litewskimi magnatami i marzyli o zjednoczeniu z Moskwą. Tymczasem WKL to nieodłączna część naszych dziejów – mówi DGP białoruski historyk Ihar Mielnikau.

– Teraz tamtejsi propagandyści szykują się na obchody 17 września, czyli rocznicy „wyzwolenia zachodniej Białorusi spod pańskiego jarzma”. To wielkie wyzwanie dla białoruskich historyków – dodaje. Mielnikau wskazuje, że Rosja chętnie wykorzystuje błędy w polityce wobec Białorusinów, które w 20-leciu międzywojennym popełniła II RP.