Najwięcej emocji wzbudziła podwyżka akcyzy na wyroby alkoholowe, która została zaplanowana na przyszły rok. Ten temat zdominował panel dyskusyjny. Rząd w Wieloletnim Planie Finansowym Państwa założył wzrost podatku o 3 proc. Akcyza od piwa nie zmieniła się wprawdzie od 2009 r., kiedy to wzrosła z 6,86 do 7,79 zł od 1 hektolitra za każdy stopień Plato gotowego wyrobu, ale przedstawiciele branży przekonują, że taki argument nie ma sensu w sytuacji, w której wpływy do budżetu z tytuły sprzedaży piwa stale rosną, a dla producentów będzie to dodatkowe potężne obciążenie. Tylko z tytułu samej akcyzy wpływy do budżetu wyniosły w 2018 r. 3,552 mld zł, czyli o niemal 100 mln zł więcej niż rok wcześniej, do tego dochodzi jeszcze VAT, a na tym podatku budżet zyskuje coraz więcej, bo Polacy kupują coraz droższe piwa. Do tego, jak stwierdził Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego w Polsce, od 2000 r. akcyza na piwo zwiększyła się w sumie o 39 proc., podczas, gdy na mocny alkohol spadła o 5 proc.

Browarnicy przekonywali, że podwyżka akcyzy przy ustabilizowanej konsumpcji to ryzykowne posunięcie, szczególnie że koszty działalności cały czas rosną. Jest to związane nie tylko z rosnącymi cenami energii, wody i paliw, ale też surowców i ze wzrostem płac. To oznacza, że kolejnej podwyżki firmy na siebie nie wezmą i będą zmuszone ją przerzucić na konsumentów. – Tylko w ubiegłym roku cena jęczmienia zwiększyła się o 12 proc. – zauważył Bartłomiej Morzycki,. Andrzej Olkowski, prezes Stowarzyszenia Regionalnych Browarów Polskich dodał, że ten trend może potrwać dłużej. – Wiele wskazuje na to, że zbiory jęczmienia znowu mogą być gorsze na skutek niesprzyjającej pogody. A to oznacza wzrost kosztów zakupu słodu i tym samym podwyżkę cen piw, w których ma on wysoki udział – podkreślił.

Rozmowa z Bartłomiejem Morzyckim na III Kongresie Pracowników Branży Piwowarskiej

Na podobne zagrożenie uwagę zwrócił też dr Leszek Juchniewicz, główny ekonomista Pracodawców RP, którego zdaniem sektor musi też liczyć się z dużą podwyżką cen energii i wody w najbliższym czasie. – Szkoda byłoby zaprzepaścić to, co udało się osiągnąć przez ostatnie lata. Pamiętam, jak prywatyzowałem browary 25 lat temu. Dziś to nie ten sam sektor. I nie chodzi tylko o zmiany technologiczne, jakie w nim nastąpiły. Ale o dynamikę wzrostu produkcji czy jakość produktów – dodał.

Według Katarzyny Niemyjskiej–Włodarczyk, członkini zarządu i dyrektorki departamentu prawa i legislacji Związku Przedsiębiorców i Pracodawców branży jest potrzebny raczej spokój, a nie kolejne zmiany regulacji. Szczególnie że, jak podkreśliła, ciągle nie są znane szczegóły podwyżki. – Nie wiadomo, czy wzrost akcyzy będzie jednorazowy, czy będzie następował co roku – podkreśliła, postulując przy okazji, by podwyżka nie była taka sama dla całej branży. Argumentem przemawiającym za tym są zmiany w konsumpcji alkoholi na przestrzeni ostatnich lat. – Polacy odchodzą od mocnych na rzecz lżejszych trunków typu piwo i wino. Eksperci mówią nawet o piwnej rewolucji 0 proc. Ten segment piw rośnie bowiem najszybciej w ostatnich latach. Coraz większym popytem cieszą się też radlery, czyli piwa z lemoniadą. To efekt tego, że konsumenci szukają nowych doznań. Duża podwyżka akcyzy na słabsze alkohole może odwrócić tę tendencję.

- Pić można, ale z umiarem. Nie ma takiej siły, która zabroni alkoholu w 100 proc. Można więc tylko uczyć jego spożywania – uważa prof. Andrzej Fal, prezes zarządu Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego. Według niego trzy lata temu w kulturze picia szliśmy w dobrą stronę. Zaczął rozwijać się trend trunków z zerową zawartością alkoholu, nastąpił wzrost popytu na dobrej jakości alkohole. Niestety na odpowiedź producentów mocnych alkoholi nie trzeba było długo czekać. Małpki ponownie skierowały oczy klientów w stronę mocnego alkoholu. Co można zrobić? Zwiększanie akcyzy nie jest drogą do rozwiązania problemu. Trzeba postawić na rozwiązania, które będą kształtowały styl picia.

Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców PR zaznaczył, że coraz częściej sięgamy po piwo zamiast po napoje wysokoprocentowe. – To ogromna zasługa branży, podejmowanych przez nią działań edukacyjnych. Nie bez znaczenia jest też stały rozwój oferty, przez co rynek jest cały czas atrakcyjny dla konsumenta. Dlatego rząd przy planowaniu zmian w akcyzie powinien rozważyć kwestie zdrowotne i społeczne, a nie tylko, ile może zyskać na wpływach do budżetu – stwierdził. Zwrócił też uwagę, że w Unii polityka w zakresie alkoholu jest bardzo mocno zróżnicowana. Są kraje jak Litwa, Łotwa i Estonia, które ją bardzo zaostrzyły, co w efekcie doprowadziło do wzrostu szarej strefy.

Zbigniew Sikorski, przewodniczący Sekretariatu Przemysłu Spożywczego NSZZ „S” zwrócił uwagę, że w branży zatrudnionych jest kilkadziesiąt tysięcy osób. – Podwyżka akcyzy to realne zagrożenie dla utrzymania tych miejsc pracy. Szczególnie że mowa jest coraz częściej o spowolnieniu gospodarczym – stwierdził. Skarżył się też na kontakty z rządem. – Niestety od pewnego czasu dialog z rządem nie istnieje. Dwa lata temu został powołany zespół trójstronny dla branży spożywczej. Mimo wielu pism wysłanych do resortu przedsiębiorczości i technologii nie mamy odpowiedzi. Tymczasem jest bardzo wiele ważnych tematów do poruszenia – dodał.

Na zagrożenia wynikające z podwyżki akcyzy uwagę zwrócił w swojej prezentacji również Jan de Grave, reprezentujący Brewers of Europe. Podkreślił, że przy nakładaniu podatku należy pamiętać o tym, jak pracochłonna i kosztochłonna jest produkcja piwa. Po drugie należy uwzględnić, że browary zwiększają rok rocznie przychody budżetów krajów UE. W skali Europy dostarczają już 42 mld euro rocznie. Mają też pozytywny wpływ na branżę detaliczną, logistyczną czy rolnictwo. Co roku do tych uczestników rynku płynie z sektora 20 mld euro.

- Tymczasem jak pokazują doświadczenia wielu krajów wyższa akcyza nie zawsze musi oznaczać większe wpływy. Kiedy swego czasu w połowie państw UE zwiększono podatek, przychody w nich do budżetu zmalały. W krajach nordyckich rozwinął się na przykład transgraniczny handel, co daje straty na poziomie 1 mld euro rocznie. W Rumunii finanse państwa straciły 8 proc. wpływów, na skutek spadku konsumpcji. Do tego nastąpiła utrata miejsc pracy w sektorze – wyliczał Jan de Grave. Dlatego, jak podkreślił, ustawodawcy powinni robić wszystko, by podatek stymulował rozwój, a nie go ograniczał. Sektor generuje nowe miejsca pracy. W Europie jest ich już 2-3 mln, a w Polsce ok. 140 tys.

Zdaniem Rafała Rudzkiego z Deloitte branża stawia już od dłuższego czasu na zrównoważony rozwój, bo wie, że ma to znaczenie dla konsumentów. Chodzi zarówno o produkcję z poszanowaniem środowiska, począwszy od surowca po dostarczenie towaru na półkę w sklepie, jak i o zagwarantowanie pracownikom możliwości rozwoju i godnej pracy. – 70 proc. kupujących jest gotowych wydać więcej na produkt, jeśli wiedzą, że ma walor odpowiedzialności. Z kolei dziewięciu na 10 konsumentów zmieniłoby markę na inną, jeśli ta nowa wiązałaby się z dobrą sprawą – dodał, tłumacząc to coraz większą świadomością klientów na temat tego co dzieje się z planetą, a tym samym przywiązywaniem przez nich większej wagi do ograniczania negatywnego wpływu na środowisko. – Polska branża jest innowacyjna, szybko reaguje na potrzeby i preferencje konsumentów. Ważne jest też by komunikowała o tym co robi do swoich odbiorców. Może to robić poprzez opakowania, ale i działania marketingowe, czy programy promujące odpowiedzialną konsumpcję, a przez to zdrowy styl życia – stwierdził Rafał Rudzki, dodając, że przyszłość należy do firm działających fair.

Julia Patorska, lider zespołu ds. analiz ekonomicznych w Deloitte podkreśla, że dbanie o środowisko staje się już koniecznością. – Od 1 sierpnia 2018 r. przekraczamy dług ekologiczny ziemi, czyli zużywamy więcej zasobów, niż samoistnie może się odbudować. Podkreśliła, że w najnowszym zestawieniu globalnych ryzyk przygotowanym przez World Economic Forum już cztery na siedem pozycji dotyczy środowiska, czyli m.in. katastrof środowiskowych, naturalnych, ekstremalnych zjawisk pogodowych. Tymczasem jeszcze dekadę temu nie było żadnego zagrożenia związanego ze środowiskiem. – Browary czują potrzebę zmian, czego dowodem jest stosowanie gospodarki o biegu zamkniętym – mówiła Julia Patorska.

Na konieczność popularyzacji wykorzystania ponownie tych samych surowców zwracał uwagę również Krzysztof Baczyński, prezes zarządu Eko-Pak. W branży piwnej dobrym przykładem tego rozwiązania jest butelka zwrotna. Dlatego przy okazji spotkania zaapelował do rządu, aby wspierał sektor w tym rozwiązaniu, nie przeszkadzając. – Kaucja ma być zachętą dla konsumenta, by oddał opakowanie. Tymczasem rząd pod postacią kaucji forsuje opłatę recyklingową, produktową, czyli inaczej mówiąc podatek. Przez to wszelkie inicjatywy branżowe mogą stracić rację bytu. Zapłacenie takiej opłaty dla przedsiębiorców jest sygnałem, że nie muszą się już o nic martwić, bo państwo na butelce zarobiło i to ono powinno przejąć odpowiedzialność za to, co się z nią stanie dalej – tłumaczył Krzysztof Baczyński. Jego zdaniem barierą do rozwoju rynku opakowań zwrotnych jest też paragon. By zwrócić butelkę do sklepu, trzeba go okazać jako dowód zakupu. Inaczej sklep jej nie zaksięguje poprawnie, co naraża go na kontrolę ze strony skarbówki.

Jakub Śwircz, partner zarządzający Brandy Design przekonywał, że trzeba szukać nowych rozwiązań na opakowania. Takich, dzięki którym staną się one w pełni biodegradowalne. – Od lat 50 – tych zostało wytworzonych 8,3 mld ton wyrobów z tworzyw sztucznych. 80 proc. z tego nie zostało przetworzone. To ogromne zagrożenie dla środowiska – stwierdził. Dlatego tak ważne jest wspieranie inicjatyw w zakresie ekologicznych opakowań. W branży piwnej przykładem może być Carlsberg, który opracowuje butelkę z włókna roślinnego pozyskiwanego ze zrównoważonych plantacji. Poza tym dzięki rozwiązaniu SnapPack skleja puszki, zamiast łączyć je w sześciopak za pomocą folii. Corona z kolei postawiła na papierowe łączniki. – Nowe biodegradowalne opakowania mają jeszcze jedną zaletę. Są lekkie, co wpływa pozytywnie na koszty dystrybucji – mówił Jakub Śwircz.

PARTNER