Dzikie stado ostrej i bezwzględnej konkurencji otacza Unię Europejską. Wielka Brytania opuszcza wspólny unijny rynek i o swoje interesy walczyć będzie samodzielnie. W pobliżu Europy może wyrosnąć podatkowy raj, miejsce, do którego będzie można uciec przed biurokratycznymi normami, zakazami i ograniczeniami. Z tym rajem umowę handlową zawrzeć chce Donald Trumpprezydent wielkich korporacji i protekcjonizmu, który Unii życzy rychłego końca.

Wielu zachodnioeuropejskich polityków uważa, że w takiej globalnej, ostrej konkurencji poradzi sobie jedynie bardziej zintegrowana gospodarczo Wspólnota, twardo walcząca o swoje handlowe interesy. Wspólnota, dla której priorytetem będzie obrona interesu obywateli krajów członkowskich i europejskiego modelu społecznego. I tu kryje się olbrzymie zagrożenie dla nas, dla Polski. Paradoksalnie bowiem politycznie najłatwiejsze może być zadbanie o interesy Francuzów, Niemców czy Hiszpanów kosztem „gorszych braci” – Polaków, Bułgarów czy Rumunów.

Wobec rosnących żądań socjalnych i wzrostu haseł populistycznych politycy tradycyjnego centrum zaczynają przejmować radykalne hasła. Próbował tego David Cameron, teraz stara się Francois Fillon, który w walce o fotel prezydenta Francji obiecuje ograniczanie liczby obcokrajowców wjeżdżających na teren Republiki. Zaś Angela Merkel już mówi o ograniczeniu w dostępie do zasiłków dla tak zwanych socjalnych turystów z Unii.

W sytuacji, w której trudno będzie sprostać konkurencji Ameryki czy innowacyjności Wielkiej Brytanii, być może najłatwiej będzie wygrać referenda, broniąc francuskiego albo niemieckiego modelu społecznego przed tanim polskim kierowcą tira, rumuńskim budowlańcem czy bułgarskim producentem pomidorów. Ograniczając swobodę przepływu osób, usług, blokując delegowanie pracowników, wymuszając płacę minimalną, niszcząc naszą konkurencyjność. Bajdurząc, że nie dbamy o normy, że oszukujemy, że dostarczamy zatrute jedzenie. W końcu sięgając po broń ostateczną, czyli troskę o demokrację. Nie trzeba nas nawet wyrzucać z Unii. Wystarczy rzeczywisty wspólny rynek ograniczyć do strefy euro.

Żeby tego najgorszego scenariusza uniknąć, warto mieć konkretną i realistyczną politykę unijną na trudne czasy. Czy ją mamy? – pozostawiam to państwa uznaniu. No, ale przynajmniej polscy eurosceptycy będą szczęśliwi. Nareszcie będą wolni i swobodni. Z przyjacielskim sąsiadem na Wschodzie.