Nad Wisłę ma według tych założeń popłynąć jednak największa pula tych środków.

Z informacji uzyskanych przez PAP ze źródeł w KE wynika, że do Polski w ramach budżetu UE na lata 2021-2027 ma trafić 64,4 mld euro w cenach z 2018 roku. W obecnej wieloletniej perspektywie finansowej do Polski w ramach tych funduszy trafia 83 mld euro również w cenach z 2018 roku.

Mimo tych cięć, Polska ma nadal pozostać największym beneficjentem polityki spójności UE. Drugi kraj pod tym względem, Włochy, ma na lata 2021-2027 otrzymać 38,6 mld euro. Zgodnie z wcześniejszymi przeciekami, na nowej metodologii podziału najbardziej stracą kraje wschodu Europy, a najbardziej zyska południe kontynentu - Włochy oraz Hiszpania.

Przygotowana dla komisarzy decyzja ma - według źródła PAP - zostać podjęta na wtorkowym posiedzeniu kolegium komisarzy. Teoretycznie mogą oni jeszcze wprowadzić do niej zmiany.

Według nieoficjalnych informacji PAP, Polska będzie krajem, który dotkną największe cięcia. Według założeń KE, cięcia dla poszczególnych krajów mogły wynieść maksymalnie 24 proc., natomiast w górę fundusze mogły pójść najwyżej o 8 proc. Ogólnie zmniejszenie środków na politykę spójności ma wynieść w skali całej UE około 10 proc.

Rozdzielanie środków na spójność od trzech "siedmiolatek" odbywa się zgodnie z metodą berlińską, która jest powiązaną głównie z regionalnym wskaźnikiem PKB per capita. Obecnie na potrzeby podziału funduszy w UE funkcjonują trzy kategorie regionów: takie które mają PKB poniżej 75 proc. średniej unijnej na mieszkańca, między 75 i 90 proc. oraz powyżej 90 proc. Od przynależności regionu do jednej z tych kategorii zależy skala wsparcia.

Z wcześniejszych wypowiedzi unijnego komisarza ds. budżetu Guenthera Oettingera wynika, że co najmniej 80 proc. środków z puli na politykę spójności będzie uzależnione - tak jak to ma miejsce teraz - od PKB regionu. Dzieląc pozostałe 20 proc., KE ma się opierać na wskaźnikach dotyczących rynku pracy (np. poziomu bezrobocia młodych), edukacji, zmian klimatycznych i środowiska.

2 maja KE przyjęła projekt budżetu UE na lata 2021-2027 w wysokości 1,279 biliona euro. Według niego cięcia w unijnej polityce spójności miały wynieść około 7 proc., a we Wspólnej Polityce Rolnej około 5 proc. Wyliczenia te zostały jednak podważone przez ekspertów i analityków Parlamentu Europejskiego, którzy zarzucili KE manipulowanie liczbami - stosowanie tam, gdzie jej wygodnie, cen uwzględniających inflację, a w innych miejscach bez inflacji.

W czwartek przebywający z wizytą w Brukseli minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński oświadczył, że wyliczenia KE w sprawie cięć w przyszłym budżecie "nie są prawdziwe". Jak wyjaśnił, według obliczeń polskiego rządu środki na politykę spójności mogą być dla Polski o 10 proc. mniejsze, a pula na Wspólną Politykę Rolną może się zmniejszyć o 15 proc. Minister powiedział, że nie chce spekulować, jakiej sumy dla Polski oczekuje w obliczeniach KE. "Spodziewamy się dobrego budżetu dla Polski. Jeśli on nie będzie dobry, to będziemy protestować" - zaznaczył.

Polska inwestuje środki z polityki spójności głównie w infrastrukturę transportową (drogową i kolejową), innowacje, wsparcie dla przedsiębiorców, a także ochronę środowiska, energetykę, projekty z dziedziny kultury i edukacji.

Ostateczna decyzja co do wielkości wieloletniego budżetu UE będzie podejmowana przez państwa członkowskie UE jednomyślnie. Rozporządzenia dotyczące podziału środków mogą być jednak przyjmowane większością kwalifikowaną, ale ze względu na wagę sprawy będą dyskutowane najpewniej w pakiecie z całą propozycją wieloletnich ram finansowych.