Awaria dwóch kabli telekomunikacyjnych na Bałtyku wywołała obawy o potencjalne działania sabotażowe. Miejsca uszkodzeń dzieli zaledwie 100 km.
Choć Amerykanie zgodzili się na użycie amerykańskich pocisków dalekiego zasięgu do niszczenia celów na uznanym międzynarodowo terytorium Rosji, to utrzymują komunikacyjną niejasność. Szczegóły nie są ujawniane właściwie w ogóle, a komunikaty z konferencji prasowych różnią się od tego, co zakulisowo dziennikarzom w Waszyngtonie przekazują wysocy rangą urzędnicy. – Nie mam żadnych nowych wiadomości w sprawie – odpowiadał dopytywany o pociski rzecznik Departamentu Stanu Matthew Miller. Równocześnie przedstawiciele administracji Joego Bidena anonimowo wyjaśniali mediom, że dali zielone światło. Odmawiając zarazem przedstawienia detali. Na przykład zakresu terytorialnego, na którym można dokonywać ataków.
Wiadomo, że wyposażone w zaawansowane technologie naprowadzania systemy ATACMS mają zostać wykorzystane w obwodzie kurskim, czyli tam, gdzie Ukraina przeprowadziła w lecie zaskakującą kontrofensywę i gdzie kontroluje ponad 1 tys. km kw. terytorium Federacji Rosyjskiej. Czy w innych miejscach Rosji również? To nie zostało przez Amerykanów podane do publicznej informacji, ale żaden z urzędników nie zaprzecza.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.