Polska oczekuje na decyzję strony izraelskiej dotyczącą przeprowadzenia postępowania wobec osób odpowiedzialnych za atak w Strefie Gazy, w którym zginął Damian Soból.

– Dotychczas, decyzją armii izraelskiej, dwóch oficerów zaangażowanych w atak na konwój World Center Kitchen zostało zdymisjonowanych, a trzem udzielono nagany – to informacja, jakiej DGP udzieliło polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. O dwóch zdymisjonowanych oficerach (majorze i pułkowniku) pisała już brytyjska prasa. O szczegółach nagany i jej konsekwencjach nie wiadomo zbyt wiele. Polski resort odsyła w tej sprawie do strony izraelskiej. Tym samym nie jest jasne, czy wojskowi uznani za winnych zabicia na początku kwietnia siedmiu pracowników organizacji World Central Kitchen dalej pełnią służbę w Strefie Gazy.

Wspomniane wyżej dymisje i nagany to rezultat szybkiego wojskowego śledztwa, które przy międzynarodowej presji strona izraelska przeprowadziła w kilka dni od ataku na konwój. Od tego czasu trudno mówić o jakimkolwiek postępie w sprawie. Wiele wskazuje na to, że strona izraelska na ustaleniach z kwietnia poprzestała. Polska, jak dowiaduje się w MSZ DGP, wciąż oczekuje na decyzję Jerozolimy dotyczącą przeprowadzenia postępowania karnego wobec osób odpowiedzialnych za atak. Nad Wisłą sprawę prowadzi Prokuratura Okrętowa w Przemyślu, która zwróciła się do władz Izraela oraz Autonomii Palestyńskiej o pomoc prawną mającą na celu zabezpieczenie oraz zgromadzenie materiału dowodowego. Z uwagi na dobro postępowania prokuratura nie udziela dalszych szczegółowych informacji.

Izrael oficjalnie przyznał się do ataku, a wojsko państwa żydowskiego utrzymuje, że do wszystkiego doprowadziła „seria strasznych pomyłek”, w tym komunikacyjnych. Żołnierze mieli nie rozpoznać konwoju humanitarnego oznaczonego specjalnymi znakami, o którego trasie przejazdu armia została poinformowana. Wojskowe śledztwo za niesatysfakcjonujące uznaje World Central Kitchen. Organizacja z siedzibą w Waszyngtonie wzywała do utworzenia „niezależnej komisji”, uzasadniając to tym, że wojsko państwa żydowskiego „nie może wiarygodnie prowadzić śledztwa dotyczącego swojego błędu”. Podobnie na początku kwietnia wypowiadali się Brytyjczycy (w ataku śmierć poniosło trzech obywateli Wielkiej Brytanii). – To oczywiste, że potrzeba wielkiej reformy w mechanizmach Izraela, by zapewnić bezpieczeństwo pracownikom organizacji pomocowych – stwierdził David Cameron, szef brytyjskiej dyplomacji.

Od października i rozpoczęcia przez Izrael odwetowego ataku w Strefie Gazy opinii publicznej nie przekazuje się szczegółów zapowiadanych kilkukrotnie przez wojsko Izraela śledztw. A zarzutów ze strony organizacji pomocowych jest sporo, główne to blokada pomocy humanitarnej w celu wywołania głodu oraz celowe ataki na infrastrukturę cywilną, w tym szpitale i medyków. Od października w Strefie Gazy zginęło ponad 250 pracowników organizacji pomocowych oraz ponad 100 dziennikarzy. – W ostatnich miesiącach dochodziło do wielu ataków na Lekarzy bez Granic. Zatrudniamy w Strefie Gazy 400 osób, w tym 25 z zagranicy. Pracujemy w niebezpiecznym miejscu. Nie można zapewnić nikomu bezpieczeństwa, wbrew temu, co mówią Izraelczycy próbujący przekonywać, że chronią organizacje humanitarne – mówiła w niedawnej rozmowie z DGP Guillemette Thomas, koordynatorka medyczna Lekarzy bez Granic w Jerozolimie.

Z powodu sposobu prowadzenia wojny w Strefie Gazy Izrael od poniedziałku musi się liczyć nie tylko z powszechną krytyką ze strony międzynarodowych organizacji pomocowych, lecz także Międzynarodowego Trybunału Karnego (MTK). Najważniejszy sąd międzynarodowy, powołany do sądzenia osób fizycznych za najcięższe zbrodnie, wydał wnioski o nakazy aresztowania wobec premiera Binjamina Netanjahu oraz ministra obrony Jo’awa Galanta. W rozbudowanych uzasadnieniach czytamy m.in. o stosowaniu przez władze Izraela kar zbiorowych oraz głodzeniu Gazy, co stanowi zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości. Równolegle nakazy aresztowania wydano wobec przebywającej w Katarze wierchuszki Hamasu, w tym najważniejszej postaci w tej organizacji terrorystycznej, czyli Ismaila Hanijji. Islamistycznych przywódców oskarża się o zbrodnie przeciwko ludzkości oraz zbrodnie wojenne, m.in. eksterminację, gwałty, branie zakładników oraz tortury. Ani Izrael, ani Katar nie są stronami MTK.

Netanjahu ostrzegał już międzynarodowy sąd, że jakikolwiek nakaz aresztowania wobec władz Izraela będzie „skandalem o historycznych rozmiarach”, a jego państwo „nigdy nie zaakceptuje jakichkolwiek prób MTK podważających jego nieodłączne prawo do samoobrony”. Technicznie decyzja trybunału naraża oskarżonych na ryzyko aresztowania w państwach członkowskich MTK, podobnie jak w przypadku Władimira Putina. Wobec prezydenta Rosji MTK także wydał nakaz aresztowania. W każdym z powyższych przypadków MTK nie skazał, lecz podjął działania w celu doprowadzenia podejrzanych przed trybunał w celu osądzenia.

Co poniedziałkowa decyzja oznacza dla Warszawy? Polska – jak słyszymy w MSZ – nie podpisała z MTK ramowego porozumienia o wykonywaniu wyroków skazujących trybunału. Projekt takiego porozumienia został wynegocjowany, ale nie został jeszcze podpisany. Jesteśmy jednak stroną statutu rzymskiego i z tego wynika zobowiązanie Warszawy do przekazania trybunałowi osób, wobec których wydano nakaz aresztowania, w przypadku gdy rzeczona osoba znajdzie się na terytorium Polski. Dotyczy to także okresu, gdy dana osoba utraci stanowisko. ©℗