Choć Donald Trump znów krytykuje, to Sojusz w ostatnich latach się wzmacnia, a wydatki na obronność rosną. Wkrótce nowym sekretarzem generalnym zostanie Holender Mark Rutte.

Zachęcałbym Rosję do atakowania państw NATO, które nie przeznaczają 2 proc. PKB na obronność – tak można streścić wypowiedź ubiegającego się o kolejną kadencję prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Słowa te odbiły się na świecie szerokim echem, ponieważ polityk wprost podważył artykuł 5 traktatu waszyngtońskiego, który mówi m.in., że „zbrojna napaść na jedno lub więcej z członków Sojuszu w Europie lub Ameryce Północnej będzie uznana za napaść przeciwko nim wszystkim”. Na wypowiedź amerykańskiego polityka zareagował m.in. kończący swoje urzędowanie sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg, który stwierdził, że „każdy atak na NATO spotka się ze zjednoczoną i zdecydowaną reakcją”. – Dewiza NATO „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” jest konkretnym zobowiązaniem. Podważanie wiarygodności państw sojuszniczych to osłabianie całego Paktu Północnoatlantyckiego. Żadna kampania wyborcza nie jest wytłumaczeniem dla igrania bezpieczeństwem Sojuszu – skomentował z kolei minister obrony Władysław Kosiniak -Kamysz w mediach społecznościowych.

Warto pamiętać, że słowa Trumpa, choć mogą osłabić zdolność Sojuszu do odstraszania, nie są nowe. Już podczas kampanii wyborczej w 2016 r. polityk narzekał na to, że europejscy sojusznicy wydają zbyt mało na obronność, i twierdził, że „NATO jest przestarzałe”. Z kolei w 2018 r. publicznie skrytykował Niemcy i zastanawiał się, dlaczego USA mają bronić to państwo przed Rosją, skoro RFN właśnie podpisuje z Moskwą umowy dotyczące dostaw gazu. Co więcej, jeszcze w czasie prezydentury Baracka Obamy w Waszyngtonie wielu dyplomatów i analityków w USA twierdziło, że europejscy sojusznicy wreszcie muszą przestać „jechać na gapę” i zacząć przeznaczać więcej środków na obronę. Od tamtego czasu sporo się jednak zmieniło, a wypowiedzi Trumpa padają w zupełnie innej rzeczywistości niż przed 24.02.2022 r., czyli agresją Rosji na Ukrainę.

NATO wydaje więcej

Europejscy sojusznicy zaczęli wydawać na obronność więcej. Choć żaden kraj nie dokonał takiego skoku jak Polska, która w 2023 r. wydała na obronność znacznie ponad 3 proc. swojego PKB, to jednak tendencja jest rosnąca. Dokładnych danych jeszcze nie ma, ale według estymacji Sojuszu w 2023 r. 11 z 31 państw członkowskich wydało na obronność ponad 2 proc. swojego PKB, a kolejnych siedem państw co najmniej 1,7 proc. PKB. Ten wzrost wydatków jest szczególnie widoczny na flance wschodniej, oprócz Polski m.in. w krajach bałtyckich. Znacznie mniej w takich państwach jak Hiszpania, Portugalia czy Belgia. Nie zmienia to faktu, że nominalnie wydatki USA to wciąż prawie 70 proc. wydatków wszystkich państw członkowskich NATO. Ten odsetek spada powoli.

– W porównaniu z okresem sprzed pięciu lat jako Sojusz Północnoatlantycki jesteśmy w zdecydowanie lepszej kondycji. Większość sojuszników widzi to, co my w Polsce widzieliśmy już dawno, co do logiki bezpieczeństwa i zagrożenia nie trzeba już nikogo przekonywać. Wojna Rosji z Ukrainą doprowadziła do momentu zjednoczenia całego Sojuszu i faktycznie wydatki ruszyły – tłumaczy Michał Baranowski, szef biura German Marshall Fund w Warszawie. – Problem w tym, że nasz przeciwnik nie próżnuje, Rosja przestawiła swoją gospodarkę na tory wojenne i obrona Ukrainy będzie coraz trudniejsza. My odrabiamy swoją pracę domową, ale sytuacja bezpieczeństwa na świecie jest znacznie gorsza – dodaje analityk do spraw bezpieczeństwa.

Nowe plany, nowy sekretarz

Co jeszcze się zmieniło w ostatnim czasie? W wyniku wojny na Ukrainie Sojusz Północnoatlantycki przygotował i zaakceptował szczegółowe plany obronne zarówno dla Północy, dla Europy Środkowej, jak i Południa, czyli regionu Morza Śródziemnego i Czarnego. Takich dokumentów nie aktualizowano w tak szczegółowym stopniu de facto od zakończenia zimnej wojny. Co istotne, właśnie trwają ćwiczenia sojuszu Steadfast Defender 24, w ramach których te plany mają być sprawdzone, na ile to jest możliwe w praktyce. To największe ćwiczenia Sojuszu od 1988 r., ponieważ w sumie od lutego do maja weźmie w nich udział ok. 90 tys. żołnierzy. Polska część ćwiczeń to Dragon 24, w którym w sumie weźmie udział ok. 20 tys. żołnierzy.

Innym dowodem na to, że Sojusz rośnie w siłę i wręcz zyskuje na atrakcyjności, jest to, że w ubiegłym roku 31. państwem członkowskim stała się Finlandia, a najpewniej wkrótce dołączy Szwecja, której akcesję wciąż blokują Węgry. Po jej dołączeniu Morze Bałtyckie praktycznie będzie kontrolowane przez NATO, co ułatwi ewentualną obronę państw bałtyckich. Być może oficjalne przystąpienie wydarzy się na lipcowym szczycie Sojuszu w Waszyngtonie.

To, co na pewno się tam wydarzy, to zmiana na stanowisku sekretarza generalnego, które po 10 latach opuści Norweg Jens Stoltenberg. Kadencja tego polityka była przedłużana kilkukrotnie, m.in. z powodu agresji Rosji na Ukrainę. Ostatnio miał już nawet nową pracę – miał zostać szefem norweskiego banku centralnego, ale ostatecznie został w Brukseli, ponieważ nie bardzo miał kto go zastąpić. Norweg bardzo zręcznie radził sobie na stanowisku sekretarza, nawet w trudnym dla NATO czasie, gdy prezydentem najważniejszego sojusznika – Stanów Zjednoczonych – był właśnie Donald Trump.

Teraz jego miejsce zajmie Holender Mark Rutte. – Na tę kandydaturę zgadzają się prawie wszyscy członkowie. Przeciw są już tylko Węgrzy, w stosunku do których były holenderski premier będzie musiał wykonać jakiś gest, ale oceniam to raczej jako próbę ratowania twarzy przez Orbána, a nie realną groźbę zablokowania tej kandydatury – mówi nasz rozmówca z polskich kręgów dyplomatycznych, który regularnie bywa w kwaterze głównej Sojuszu w Brukseli. Rutte od 2010 do 2023 r. stał na czele czterech rządów Niderlandów. Od powstania stanowiska sekretarza generalnego w 1952 r. będzie to już czwarty Holender pełniący tę funkcję. Więcej osób na tym stanowisku nie miał żaden inny kraj członkowski. ©℗