Łotwa, Litwa i Estonia utworzą wspólną strefę obrony przed Rosją i Białorusią.

Plan krajów bałtyckich to odpowiedź na rosnące obawy o bezpieczeństwo, także w świetle alarmujących głosów ze strony NATO, o możliwym bezpośrednim konflikcie z Rosją. Państwa bałtyckie będące na potencjalnej pierwszej linii ognia od początku pełnoskalowej inwazji w Ukrainie należą do największych zwolenników zarówno twardego kursu UE wobec Rosji, jak i konieczności utrzymania wsparcia dla Kijowa. Ministrowie obrony wszystkich trzech państw bałtyckich uzgodnili w Rydze plan budowy instalacji obronnych, które miałyby przeciwdziałać przemieszczaniu się na ich wschodnich granicach rosyjskich lub białoruskich wojsk.

Na razie jedynie Estonia ujawniła szczegóły wspomnianych instalacji i zgodnie z doniesieniami publicznej telewizji ERR zamierza zbudować 600 bunkrów wzdłuż granicy z Rosją za 60 mln euro. Planowany start tych inwestycji to początek przyszłego roku. Podczas piątkowego spotkania Litwa z kolei zapowiedziała dalszą współpracę z USA w sprawie zakupów systemów artyleryjskich HIMARS, a Łotwa zadeklarowała przedstawienie do końca stycznia krótkoterminowych i długoterminowych pomysłów na wzmocnienie swoich granic. Jednym z pierwszych owoców koordynacyjnych planów państw bałtyckich jest udostępnienie przez Łotwę bazy lotniczej Lielvarde dla misji NATO w miejsce remontowanej estońskiej bazy Ämari.

Państwa bałtyckie już w 2021 r. doświadczyły ataków hybrydowych ze strony Białorusi i od tamtego czasu konsekwentnie podnoszą temat bezpieczeństwa unijnej północno-wschodniej rubieży. Łotwa ma 282 km granicy z Rosją oraz 173 km z Białorusią, Estonia ma 333 km granicy z Rosją, natomiast Litwa ok. 650 km z Białorusią i 273 km z obwodem królewieckim. Łotwa i Litwa zamknęły już kilka swoich przejść z Rosją m.in. wskutek doniesień o stacjonujących za nimi najemnikach Grupy Wagnera.

Ostatnie konsultacje miały jednak w tle m.in. ostrzeżenia szefa niemieckiego MON Borisa Pistoriusa, który stwierdził, że Kreml może zdecydować się na konfrontację bezpośrednią z NATO w ciągu pięciu do ośmiu lat. Jego wypowiedź zbiegła się ze wspomnianymi alarmującymi głosami z komitetu wojskowego Sojuszu oraz Szwecji, której władze wprost zasugerowały społeczeństwu „mentalne” przygotowanie się do wojny. Od czwartku NATO prowadzi też największe od zimnej wojny ćwiczenia, koncentrujące się na współpracy wojsk amerykańskich i europejskich w krajach graniczących z Rosją lub znajdujących się na wschodniej flance. Manewry z zaangażowaniem ponad 50 okrętów, 80 myśliwców i helikopterów, ponad 130 czołgów i 1100 wozów bojowych potrwają do maja i weźmie w nich udział ok. 90 tys. żołnierzy. ©℗