Turcja z miliardowymi stratami będzie się mierzyć przez lata. W Syrii pod znakiem zapytania stoi możliwość udzielenia pomocy mieszkańcom regionu Idlib.

Poniedziałkowe trzęsienie ziemi mogło wywołać w samej Turcji szkody w wysokości 1 mld dol. – wynika z analizy U.S. Geological Survey (USGS). Szacunki te pochodzą ze zautomatyzowanego systemu, który zbiera dane sejsmiczne ze zdalnych czujników. USGS przewiduje, że wstrząsy wtórne o magnitudzie 7,5 stopnia w skali Richtera mogą spowodować dodatkowo od 100 mln do 1 mld dol. strat gospodarczych. A te mogą wstrząsać ogromnymi obszarami przez kolejnych kilka miesięcy. W najgorszym wypadku, według USGS, walka ze skutkami trzęsienia ziemi może kosztować Ankarę równowartość nawet 2 proc. krajowego PKB.
Turecki profesor geofizyki Övgün Ahmet Ercan szacuje straty spowodowane kataklizmem na kwotę rzędu od 35 mld do 50 mld dol. – Trzęsienie ziemi jest dla kraju kompletną katastrofą – tłumaczył w rozmowie z dziennikarzem Enverem Ayseverem.
Turcja mierzyć się będzie z konsekwencjami tej katastrofy przez lata. Nasza gospodarka nawet przed trzęsieniem była w głębokim kryzysie – tłumaczył na antenie CNBC turecki ekonomista Arda Tunca. Mówił m.in. o deficycie budżetowym i wysokiej inflacji. Dość powiedzieć, że inflacja w Turcji spadła w styczniu do 57,7 proc. To wprawdzie najniższy wskaźnik od lutego 2022 r., ale jeszcze w październiku wyniosła 85,5 proc., osiągając 24-letni rekord. Ale mieszkańcy kraju ulgi nie odczuwali. Ceny żywności wzrosły w 2022 r. o 78 proc. w ujęciu rok do roku – wynika z danych tureckiego Instytutu Statystycznego.
Zdaniem ekonomisty jest oczywiste, że poniedziałkowe wydarzenia zwiększą presję na turecką gospodarkę. I podkreślał, że spodziewa się wprowadzenia w najbliższym czasie ulg podatkowych dla poszkodowanego regionu. – Banki najpewniej będą ostrożne, ale też zapewnią wsparcie firmom oraz gospodarstwom domowym – mówił Arda Tunca.
Skala zniszczeń jest w Turcji ogromna. Mówi się o tysiącach zniszczonych budynków w dziesiątkach miejscowości. – Z 60-tysięcznej dzielnicy zniknęła połowa. Nigdy nie widziałam takiej katastrofy – mówiła Fatma Şahin, burmistrz miasta Gaziantep na południu kraju.
Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w Syrii. Państwowe media podały, że rząd wysłał pomoc do najbardziej dotkniętych trzęsieniem regionów znajdujących się pod jego kontrolą: Aleppo, Lataki czy Tartus. Ale Idlib, jedna z najbardziej poszkodowanych prowincji, jest ostatnią enklawą w kraju znajdującą się w rękach rebeliantów. Jego polityczna izolacja sprawia, że reakcja na skutki katastrofy jest uzależniona od pomocy organizacji charytatywnych. A według ONZ zniszczenia dróg (w tym jedynego korytarza humanitarnego wiodącego do Idlibu przez granicę z Turcją), niedobory paliwa i złe warunki pogodowe utrudnią wsparcie regionu. – Drogi, których używaliśmy do pracy humanitarnej, są dziś uszkodzone. Musimy wykazać się kreatywnością, by wymyślić, jak dotrzeć do ludzi – powiedział Reutersowi koordynator ONZ ds. humanitarnych w Syrii El-Mostafa Benlamlih.
Stany Zjednoczone wykluczyły już dostarczanie wsparcia za pośrednictwem syryjskiego reżimu. – Byłoby ironią, gdybyśmy odezwali się do rządu, który brutalnie rozprawiał się ze swoim narodem w ciągu ostatnich kilkunastu lat, dokonując na nim rzezi – komentował rzecznik sekretarza stanu USA Ned Rice.
Od 12 lat w Syrii trwa wojna domowa, która doprowadziła do jednego z największych kryzysów humanitarnych na świecie. Tamtejszy PKB skurczył się o ponad połowę w latach 2010–2020. Organizacje pomocowe obawiają się, że trzęsienie ziemi pogłębi ten problem. „Już wcześniej ok. 4,1 mln ludzi w północno-zachodniej Syrii głodowało, a brak bezpieczeństwa żywnościowego pogłębił się po wybuchu wojny w Ukrainie. Ceny podstawowych artykułów spożywczych gwałtownie wzrosły” – napisał Kieren Barnes, dyrektor ds. Syrii w Mercy Corps. ©℗