Gdy na froncie trwa operacyjna pauza, Rosjanie piórem wysoko postawionych polityków kontynuują ludobójczą retorykę. Ton nadał opisany wczoraj przez DGP artykuł w państwowej agencji RIA Nowosti. W opublikowanym w niedzielę tekście można przeczytać o zamiarze eksterminacji ukraińskich elit, reedukacji społeczeństwa przez pracę przymusową, okupacji Ukrainy przez okres co najmniej jednego pokolenia i wymazaniu jej nazwy z mapy świata. Tak miałaby wyglądać zapowiadana przez Władimira Putina denazyfikacja kraju.
Wczoraj wątek denazyfikacji kontynuował jego poprzednik na urzędzie prezydenta, a obecnie wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Dmitrij Miedwiediew. Niegdyś uznawany za kremlowskiego liberała, dziś należy do jastrzębi i regularnie obrzuca błotem Ukrainę i Zachód poprzez swoje konto w Telegramie. „Roznamiętniona część Ukraińców przez ostatnie 30 lat modliła się do III Rzeszy (…). Lekcją dla nich będzie nie tylko obecna specoperacja, ale i pewne epizody z przeszłości. Kiedy Pawieł Sudopłatow likwidował nacjonalistę Jewhena Konowałcia, grzecznie przekazał temu miłośnikowi słodyczy w Rotterdamie bombonierkę z bombą w środku: «ce wam podarunok z Kyjewa» (to dla pana prezent z Kijowa – red.). Takich podarunków dla nazistowskich przestępców będzie jeszcze niemało” – napisał Miedwiediew, przypominając los przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, zamordowanego w 1938 r. przez agenta NKWD. Eksprezydent dodał, że celem „demilitaryzacji i denazyfikacji Ukrainy” jest też „umożliwienie zbudowania w końcu otwartej Eurazji od Lizbony po Władywostok”.
Reklama
O konieczności mordowania Ukraińców mówił też we wczorajszym wydaniu tabloidu „Komsomolskaja prawda” poseł Sprawiedliwej Rosji Anatolij Wassierman, pochodzący z Odessy. – Dopóki Ukraina jest niepodległa, dopóty jest niebezpieczna dla siebie i otoczenia. Przed początkiem operacji ogólna liczebność ukraińskich formacji wynosiła ok. 600 tys. ludzi. Teraz spadła, myślę, o jakieś 100 tys. Nie musimy ich wszystkich likwidować, a nawet nie powinniśmy. To przecież tacy sami Rosjanie, jak my, tylko mocno ogłupieni – mówi Wassierman i dodaje, że dzięki propagandzie uda się „zlikwidować ugrupowanie «Ukraina»”. – Najlepiej osiągnąć pełną likwidację terrorystów, a ziemie stopniowo reintegrować do Rosji – tłumaczy Wassierman. Jego zdaniem rozmowy z „terrorystami” – jak określa ukraińskich przywódców – są potrzebne tylko po to, by dowieść niezdolności Kijowa do osiągania porozumienia. Mimo tak brutalnych słów władze Ukrainy nie odżegnują się od rokowań. W poniedziałek prezydent Wołodymyr Zełenski formalnie powołał członków delegacji (dotychczas działali bez konkretnej podstawy prawnej).
Inflacja słów po stronie Rosji nastąpiła po klęsce pod Kijowem. Rosjanie nie zdołali okrążyć stolicy i po ponad miesiącu walk wycofali się z obwodów kijowskiego i czernihowskiego oraz przynajmniej części sumskiego. Ukraińcy i zachodnie wywiady spodziewają się, że wycofane wojska – w tym oddziały odpowiedzialne za zbrodnię w Buczy – zostaną przerzucone na słobodzki i donbaski odcinek natarcia. Jak mówił w poniedziałek doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivan, oznacza to próbę otoczenia ukraińskiego zgrupowania w Zagłębiu Donieckim, uznawanego za najsilniejsze z całej armii. Rosjanie osiągają tam pewne sukcesy. Kilka dni temu udało im się opanować Izium, przeprawić przez Doniec i zdobyć przyczółek na drugim brzegu. Coraz mniejsze wydają się też szanse na obronę Mariupola; w ostatnich godzinach co najmniej kilkudziesięciu żołnierzy piechoty morskiej złożyło broń, niezależnie od tego, że rosyjskie media przyznały, iż wojskowi wychodzący z Mariupola są zabijani. Sullivan mówił, że w ramach tej części operacji może zostać podjęta próba zdobycia Charkowa, drugiego co do wielkości miasta Ukrainy.
Amerykański urzędnik zapewnił przy tym, że Kijów może liczyć na dalsze dostawy broni, w tym zestawów artyleryjskich, rakietowych i przeciwokrętowych. Czeskie władze potwierdziły wczoraj, że Praga przekazała Ukraińcom kilkadziesiąt czołgów T-72 i wozów piechoty BMP-1. – To czołgi w niezmodernizowanej wersji, ale paradoksalnie na tym polega ich przewaga, bo Ukraińcy nie muszą się ich uczyć – powiedział portalowi Echo24.cz Lukáš Visingr, czeski ekspert wojskowy. O tym, że państwa postkomunistyczne mogą przekazać pewną liczbę czołgów i wozów pamiętających czasy Układu Warszawskiego, pisał niedawno „New York Times”. „Pomagamy, jak tylko możemy” – skomentowała doniesienia dotyczące czołgów ambasada Czech w Wielkiej Brytanii na Twitterze. To pierwszy taki dar od początku inwazji. – Trudno mi mówić o konkretnych zestawach, bo z dobrych powodów niektórych dostaw nie możemy reklamować, nie możemy o nich mówić publicznie – tłumaczył Sullivan.