Premier i prezydent szykują w tym tygodniu dyplomatyczną ofensywę przed szczytami NATO i UE.

Dziś Andrzej Duda jedzie z wizytami roboczymi do Mołdawii, Bułgarii i Rumunii. Będzie rozmawiał w cztery oczy z prezydentami tych krajów. To przygotowanie do szczytu NATO i spodziewanego spotkania z prezydentem USA Joem Bidenem. - Należy udzielić jak największego wsparcia Ukrainie, w tym kontekście ważna jest jedność wschodniej flanki NATO i dbałość o bezpieczeństwo jej sąsiadów - mówi nam Jakub Kumoch, sekretarz stanu odpowiedzialny w Kancelarii Prezydenta za sprawy zagraniczne.

Równolegle przedstawiciele rządu będą lobbować za tym, żeby zamrożone aktywa rosyjskiego banku centralnego przeznaczyć na reparacje dla Ukrainy i finansować z nich pomoc dla uchodźców.

Reklama

- Mówimy o 300 mld dol. Skoro Rosja zalegalizowała kradzież patentów czy znacjonalizowanie samolotów, które zostały na tamtejszych lotniskach, to czemu my mielibyśmy nie wprowadzić czegoś takiego? - przekonuje osoba z rządu. W ten sposób Warszawa na forum międzynarodowym będzie popierać postulat, jaki oficjalnie formułuje ukraiński rząd.

Polska dyplomacja ma także szukać poparcia dla propozycji Jarosława Kaczyńskiego, złożonej w trakcie wizyty w Kijowie, czyli „misji pokojowej NATO lub szerszego układu międzynarodowego”. - Mamy dwa formaty: ONZ i NATO, w tej sytuacji chodzi o znalezienie trzeciego. Trwają rozmowy, oceniamy, że potencjalnych chętnych do takiej misji mogłoby być nawet kilkanaście państw - twierdzi nasz rozmówca z otoczenia premiera Morawieckiego.

Reklama

Opozycja jest sceptyczna wobec tych pomysłów. Ale z obozu władzy słychać, że nawet jeśli misja nie doszłaby do skutku, to samo stawianie postulatu jest elementem presji na Zachód, by pomoc dla Ukrainy była jak największa.

Do tego Polska chce kolejnych sankcji na Rosję. Te kwestie mają być forsowane na szykowanych na drugą połowę tygodnia dwóch szczytach - NATO i Rady Europejskiej. Tu przekonywanie nieprzekonanych będzie się odbywać także innymi kanałami.

Polski rząd równolegle na kilku frontach dąży do osiągnięcia dwóch celów – wzmocnienia sankcji na Moskwę i znalezienia formatu dla misji pokojowej w Ukrainie
Okazją do rozmowy o sankcjach będzie dzisiejsza wizyta w Warszawie prezydenta Konfederacji Szwajcarskiej Ignazio Cassisa. Spotka się on m.in. z premierem Mateuszem Morawieckim. – Szwajcaria to taki „europejski bank”, więc to właściwy partner do takich rozmów. Tym bardziej że w ostatnim czasie pozytywnie zaskoczyła nas swoimi działaniami – przyznaje rozmówca z rządu.
Zwiększyć siłę przebicia
Dziś naszą stolicę odwiedzi też premier Holandii Mark Rutte. Te rozmowy jednak łatwe nie będą – wcześniej Holandia była jednym z krajów, który chciał dokręcać praworządnościową śrubę Polsce (w odpowiedzi Prawo i Sprawiedliwość zaczęło podnosić problem prania brudnych pieniędzy w Holandii), a teraz należy do państw sceptycznie nastawionych do członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej. Ale rozmowy o sankcjach mogą się okazać łatwiejsze, bo Holandia w ramach sankcji już zamroziła i skonfiskowała ponad 200 mln euro aktywów należących do osób fizycznych i firm z Rosji.
Aby zwiększyć swoją siłę przebicia, Mateusz Morawiecki spotka się dziś z liderami ugrupowań opozycyjnych, by przedyskutować sytuację międzynarodową w świetle agresji rosyjskiej oraz krajową w związku z napływem 2 mln uchodźców z Ukrainy. Opozycja ma swoje kontakty m.in. w Brukseli – czy to w Komisji Europejskiej, czy europarlamencie. Dlatego rządowi też może zależeć na tym, by tymi nieoficjalnymi kanałami wywierać presję na zachodnich liderów.
Opozycja ma własne warunki. Donald Tusk, lider Platformy Obywatelskiej, i Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy, apelowali na sobotniej konwencji PO, by rząd zwrócił się do UE o uruchomienie mechanizmu dobrowolnej relokacji uchodźców.
Koalicja Obywatelska na sobotniej konwencji pokazała pakiet pomysłów na zwiększenie bezpieczeństwa Polski. Były propozycje powiększenia armii i wprowadzenia powszechnego miesięcznego przeszkolenia wojskowego dla mężczyzn powyżej 18. roku życia oraz chętnych kobiet. Tomasz Siemoniak, szef resortu obrony za czasów rządów PO, mówił o oczekiwaniu zwiększenia sił NATO w Polsce do 30 tys. Radosław Sikorski, szef MSZ w czasach Platformy, a wcześniej minister obrony, proponował z kolei, by Polska podniosła na forum UE postulaty unii obronnej. Miałaby ona powodować, żeby cała UE składała się na obronę wschodniej granicy. Kolejny zgłoszony pomysł to unia energetyczna.
Lansowanie misji
Kluczowe decyzje w sprawie sankcji i pomocy dla Ukrainy mogą zapaść na dwóch szczytach. W czwartek, 24 marca, w Brukseli odbędzie się nadzwyczajny szczyt NATO. Niemal w tym samym czasie (24–25 marca) ma się zebrać Rada Europejska. Na tym drugim najpewniej przyjęty zostanie piąty pakiet sankcji UE przeciwko Rosji. W zeszłym tygodniu rozmawiał o nim ukraiński minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba oraz szef unijnej dyplomacji Josep Borrell.
Przy okazji obu szczytów polski rząd zamierza mocno lansować propozycję Jarosława Kaczyńskiego złożoną w Kijowie. Przypomnijmy: prezes PiS podczas tej wizyty wskazywał, że „na Ukrainie potrzebna jest misja pokojowa NATO lub szerszego układu międzynarodowego”. Kłopot jednak pojawia się na etapie rozwiązań formalnych – co to miałaby być za misja (z udziałem jakich wojsk, pod jaką flagą, w której części Ukrainy itd.) i co zrobić, by Rosja nie odebrała tego jako bezpośredniego zaangażowania NATO w wojnę.
Zdaniem współpracownika premiera Morawieckiego taka międzynarodowa misja pokojowa mogłaby chronić tereny Ukrainy niezajęte przez Rosjan czy korytarze humanitarne. – Obsadzenie tych terenów przez wojska pod flagą międzynarodową zmniejszyłoby prawdopodobieństwo, że zostaną zaatakowane przez Rosjan. Takie korytarze można by otwierać w kierunku środkowej Ukrainy, podczas gdy dziś Rosjanie, o ile się na nie zgadzają, to kierują je w stronę własnego terytorium lub na Białoruś. Takie działanie pozwalałyby na powstanie bezpiecznych stref. Wprowadzenie takich wojsk pozwoliłoby Ukraińcom przesunąć na wschód własne siły – tłumaczy rozmówca DGP.
Dodaje, że nie chodzi o to, by misja weszła tam natychmiast, ale ta wojna potrwa zapewne długo i w pewnym momencie pojawi się możliwość wprowadzenia takiej misji na teren Ukrainy. – Od początku wojny widać, że rzeczy niemożliwe stają się możliwe. Rosyjskie ataki i zbrodnie będą powodowały, że będzie rosła gotowość do takich działań – podkreśla. Na razie jedynie Dania oficjalnie zadeklarowała możliwość udziału w takiej misji. A oficjalne stanowiska USA czy szefa NATO były negatywne.
Rosja sieje zamęt
Krytyczna wobec tego pomysłu jest opozycja, która uważa, że wychodzenie z nieskonsultowaną z sojusznikami propozycją mogło bardziej zaszkodzić niż pomóc lub było tylko elementem politycznego PR obozu rządowego. – Po co zgłaszać propozycję, o której wiadomo z góry, że usłyszymy „nie”. To powoduje tylko zamieszanie i może osłabić inne pomysły, które faktycznie mogłyby pomóc Ukraińcom – mówi DGP ważny polityk opozycji.
Także nie wszyscy w obozie władzy wierzą w urzeczywistnienie tego planu. – To zgodne z kierunkiem działania Polski, ale nie traktujemy tego jako przygotowanego pomysłu, ale element nacisku na inne kraje. Wiadomo, że jak się stawia takie propozycje, to one nie są realizowane w 100 proc. Ale jeśli partnerzy odmówią, to muszą pokazać jakieś własne pomysły – mówi inny nasz rozmówca.
Wskazuje, że np. prezydent USA Joe Biden nie zdecydował się na zamknięcie nieba nad Ukrainą, czego domaga się prezydent Wołodymyr Zełenski, ale za to USA uruchomiły kolejne duże dostawy broni. W tym kontekście pomysł prezesa PiS traktowany jest jako element presji na Zachód, by sprawa Ukrainy nie zeszła z agendy. Dziś to rosyjski prezydent Władimir Putin mówi, czego Zachód nie może, a wielu zachodnich polityków z założenia wyklucza pewne działania, takie jak możliwość wysłania wojsk czy ustanowienia strefy zakazu lotów. W piątkowym wywiadzie dla RMF FM były sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen podkreślał w tym kontekście, że nawet jeśli dziś decyzja o zamknięciu nieba nad Ukrainą nie jest możliwa, to ważne, by trzymać Putina w niepewności co do naszych zamierzeń.
Główna obawa dotyczy tego, czy zaangażowanie wojsk w ramach międzynarodowej misji pokojowej nie rozjuszy Rosji. Ta próbuje wykorzystać tę kwestię do siania zamętu wśród krajów wspierających Ukrainę.
W sobotę szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow nazwał propozycję Kaczyńskiego demagogiczną i zasugerował, że jej celem jest, by polski kontyngent przejął kontrolę nad zachodnią Ukrainą z Lwowem. Tezy kremlowskiego propagandysty natychmiast podchwyciła część polskiej opozycji.