Wystąpienia Johnsona i sekretarza generalnego ONZ Antonia Guterresa otworzyły w poniedziałek wczesnym popołudniem dwudniowy szczyt liderów w ramach rozpoczętej w niedzielę w Glasgow ONZ-owskiej konferencji klimatycznej COP26.

Johnson: Została minuta do północy

Johnson w przemówieniu nawiązał do filmów o Jamesie Bondzie, opisując sceny, w których brytyjski agent jest przywiązany do jakiegoś urządzenia mającego spowodować jego śmierć i zastanawia się, który przewód odłączyć, by się uratować. "Znajdujemy się, moi drodzy światowi przywódcy, mniej więcej w tym samym położeniu, co James Bond. Tragedia polega na tym, że to nie jest film, a urządzenie zagłady jest prawdziwe" - mówił Johnson.

Reklama

Podkreślił, że wzrost średniej temperatury na Ziemi o dwa stopnie Celsjusza wobec epoki przedprzemysłowej zagrozi dostawom żywności, wzrost o trzy stopnie przyniesie więcej gwałtownych pożarów i cyklonów, a o cztery stopnie oznacza, że "pożegnamy się z całymi miastami".

Reklama

"Ludzkości już dawno odmierzono czas w kwestii zmian klimatycznych. Została minuta do północy i musimy działać już teraz. Jeśli dziś nie podejdziemy poważnie do kwestii zmian klimatycznych, jutro dla naszych dzieci będzie już za późno" - mówił brytyjski premier.

Guterres: Nauka daje jasną odpowiedź

Sekretarz generalny ONZ zaznaczył, że ostatnie sześć lat od czasu zawarcia porozumienia paryskiego było najbardziej gorącymi w historii. "Wciąż zmierzamy w kierunku katastrofy klimatycznej" - mówił Guterres, dodając, że "porażka nie jest opcją", ale "wyrokiem śmierci" dla wielu krajów rozwijających się. "Stoimy w obliczu chwili prawdy, szybko zbliżamy się do punktów krytycznych" - podkreślił.

"Nauka daje jasną odpowiedź, wiemy, co robić. Najpierw musimy utrzymać przy życiu cel 1,5 st. C." - mówił, nawiązując do podjętego w Paryżu zobowiązania, by spróbować utrzymać wzrost globalnej temperatury w granicach 1,5 st. C w stosunku do początku epoki przemysłowej. Sekretarz generalny ONZ powiedział, że COP26 "musi być momentem solidarności" i wezwał do większego wsparcia dla krajów rozwijających się. Pokreślił, że kraje skupione w grupie G20 "mają większą odpowiedzialność, ponieważ odpowiadają za 80 proc. emisji".

Merkel: Potrzebujemy radykalnych zmiany w sposobie życia

Ustępująca wkrótce kanclerz Niemiec Angela Merkel wezwała do radykalnych zmian w sposobie życia ludzi, co ma pomóc w walce z klimatem.

"Nie osiągniemy postępu za pomocą samych działań rządowych; to, czego potrzebujemy, to kompleksowa transformacja sposobu, w jaki żyjemy, pracujemy i prowadzimy działalność gospodarczą. I dlatego chcę tutaj wyraźnie zaapelować o wprowadzenie opłat za emisję CO2" - mówiła Merkel.

"Dzięki takim opłatom, które już obowiązują w Unii Europejskiej, które są wprowadzane w Chinach i które należy opracować wspólnie z wieloma innymi na całym świecie, możemy skłonić nasz przemysł, naszą gospodarkę do znalezienia najlepszych pod względem technologicznym i najbardziej wydajnych sposobów na osiągnięcie neutralności klimatycznej" - wyjaśniła.

"Chodzi o transformację sposobu, w jaki prowadzimy biznes, pracujemy. I to jest kompleksowa transformacja. Wtedy będziemy wiedzieli, jak najlepiej zorganizować wolną od CO2 mobilność, wolny od CO2 przemysł i wolne od CO2 prowadzenie naszego życia" - dodała niemiecka kanclerz.

Biden: Wysokie ceny energii są dodatkowym impulsem do działań ws. zmiany klimatu

"Widząc obecne wahania cen energii, zamiast postrzegać je jako powód do odejścia od naszych celów dotyczących czystej energetyki, musimy potraktować je jako wezwanie do działania" - powiedział prezydent USA Joe Biden. "Wysokie ceny energii tylko wzmacniają pilną potrzebę dywersyfikacji źródeł, podwojenia rozwoju zielonej energetyki i przyjęcia nowych obiecujących technologii" - dodał.

Prezydent USA stwierdził, że takie inwestycje są w "interesie każdego państwa na Ziemi" i zapowiedział "najambitniejszy na świecie" plan wydatków na ten cel w USA. Biden stwierdził, że Ameryka "nie tylko jest z powrotem przy stole, ale zamierza dać przykład". Odniósł się w ten sposób do planu inwestycji w infrastrukturę i w zieloną transformację wartą łącznie kilkaset miliardów dolarów, której losy ważą się w tym tygodniu w Kongresie.

Prezydent USA stwierdził, że obecna dekada zdecyduje o losie świata i zmianach klimatycznych, choć zaznaczył, że zmiany są już rzeczywistością i "niszczą planetę każdego dnia". Wspomniał o częstszych i bardziej dotkliwych pożarach lasów czy "burzach, które wcześniej zdarzały się raz na stulecie, a teraz zdarzają się co kilka lat".

"Żadne państwo nie jest w stanie się odgrodzić. Nikt nie będzie w stanie uciec od najgorszych skutków, które mogą nadejść" - powiedział Biden. Zaznaczył jednak, że działania, by zapobiec najgorszemu są nie tylko koniecznością moralną, ale też ekonomiczną, bo inwestycje będą oznaczać dodatkowe miejsca pracy dla milionów pracowników.

Prezydent USA przyznał, że kraje rozwinięte mają znacznie większą odpowiedzialność, by przeciwdziałać zmianom klimatu. Zapowiedział, że do 2030 r. USA zamierzają obciąć emisję dwutlenku węgla o 50-52 proc. wobec poziomu z 2005 r., zaś do 2050 r. osiągnąć neutralność klimatyczną.

"Ci z nas, którzy są odpowiedzialni za dużą część deforestacji i innych problemów, które mamy, mają przytłaczające zobowiązanie wobec krajów, które tego nie robiły. Musimy pomóc znacznie bardziej, niż robiliśmy to do tej pory" - oznajmił amerykański prezydent.

Książę Karol: Potrzebujemy kampanii w stylu wojskowym

Brytyjski następca tronu książę Karol mówił, że czas na działanie w celu zapobiegania zmianom klimatu dosłownie się skończył, a "koszt bezczynności jest o wiele większy niż koszt zapobiegania (zmianom klimatu)". Podkreślił, że pandemia Covid-19 pokazała, "jak niszczycielskie mogą być kryzysy transgraniczne" i powaga sytuacji w kwestii zmian klimatycznych wymaga globalnego rozwiązania na poziomie systemowym.

Książę zaapelował więc o pomoc do sektora finansowego, gdyż jak mówił, branża ta ma jeszcze większą siłę oddziaływania niż światowi przywódcy. Przekonywał, że aby pomóc krajom obciążonym rosnącym poziomem zadłużenia, "potrzebujemy szeroko zakrojonej kampanii w stylu wojskowym, aby zmobilizować siłę globalnego sektora prywatnego". "Apeluję dzisiaj, aby kraje zjednoczyły się w celu stworzenia środowiska, które umożliwi każdemu sektorowi przemysłu podjęcie wymaganych działań. Wiemy, że będzie to wymagało miliardów, a nie milionów dolarów" - mówił.

Attenborough: Stabilność, na której wszyscy polegamy, pęka

Słynny brytyjski biolog David Attenboroug wyjaśnił związek pomiędzy ilością dwutlenku węgla w atmosferze ziemskiej a życiem na ziemi i ostrzegł, że wzrost poziomu CO2 grozi zakończeniem stabilności klimatycznej, dzięki której możliwe było powstanie cywilizacji na Ziemi. "Spalanie przez nas paliw kopalnych, niszczenie przez nas przyrody, nasze podejście do przemysłu, budownictwa i nauki, nasze uwalnianie węgla do atmosfery - już jesteśmy w tarapatach. Stabilność, na której wszyscy polegamy, pęka" - mówił Attenborough, który na COP26 pełni funkcję ambasadora społeczeństwa.

"Ci, którzy zrobili najmniej, aby spowodować ten problem, są dziś najbardziej dotknięci - ostatecznie wszyscy odczujemy skutki, przy czym niektóre są już nieuniknione" - mówił. "Czy tak właśnie ma się skończyć nasza historia - opowieść o najmądrzejszym gatunku skazanym na zagładę przez tę aż nazbyt ludzką cechę, jaką jest niedostrzeganie szerszego obrazu w pogoni za krótkoterminowymi celami?" - pytał biolog.

Draghi: Zmiany klimatu są aż nazbyt widoczne

Mario Draghi, premier Włoch, które wraz z Wielką Brytanią są współgospodarzami COP26, powiedział, że wzrost temperatur "drastycznie" wpłynie na nasze życie na Ziemi, ale jest to już "aż nazbyt widoczne" w postaci powodzi, sztormów i zanikaniu raf koralowych. Draghi dodał, że zmiany klimatyczne mają "poważne reperkusje" dla światowego pokoju i bezpieczeństwa, ponieważ mogą "wyczerpać zasoby naturalne".

COP26 w Glasgow

Głównym celem rozpoczętej w niedzielę konferencji jest wzmocnienie uzgodnień zawartych w Paryżu w 2015 r., gdy po raz pierwszy wszystkie kraje zawarły porozumienie o walce z globalnym ociepleniem i redukcji emisji gazów cieplarnianych. Ustalono wówczas, że wszystkie strony będą "kontynuować wysiłki" w celu ograniczenia wzrostu temperatury na świecie do 1,5 st. C w stosunku do poziomu sprzed epoki przemysłowej i utrzymania tego wzrostu "znacznie poniżej" 2,0 st. C.