PGNiG Supply & Trading miał wczoraj dostarczyć Mołdawii 1 mln m sześc. gazu ziemnego. To pierwsza dostawa nierosyjskiego gazu w historii tego kraju. W ten sposób polska spółka pomaga Kiszyniowowi, poddawanemu szantażowi ze strony Moskwy. 22 października Mołdawia wprowadziła stan nadzwyczajny w związku z kryzysem gazowym. Mołdawianie boją się, że zostaną na zimę z zimnymi kaloryferami.
– Grupa PGNiG jest głęboko przywiązana do zasady solidarności energetycznej, którą postrzegamy jako warunek prawidłowego działania rynku gazu w Unii Europejskiej i krajach sąsiednich. Kierując się tą zasadą, postanowiliśmy wziąć udział w przetargu, którego celem było pilne dostarczenie mołdawskiej gospodarce paliwa gazowego w sytuacji problemów z jego dostawami z Rosji – powiedział Paweł Majewski, cytowany w komunikacie prasowym. Dostawy są możliwe dzięki współpracy z firmą Enerhetyczni Resursy Ukrajiny.
Szefowa mołdawskiego rządu Natalia Gavrilița odmówiła podania wartości kontraktu, ale z drugiej strony przyznała na antenie kanału ProTV, że Mołdawia zapłaci za gaz ok. 1000 dol. za 1 tys. m sześc. (rosyjski „Kommiersant” oszacował cenę na 1100 dol.). Obecnie Kiszyniów płaci Gazpromowi ok. 800 dol. Zakup symbolicznej objętości surowca z Polski, pokrywającej kilkugodzinne zapotrzebowanie, ma dwa cele. Po pierwsze Mołdawianie chcieli sprawdzić opcje dotyczące importu spoza Rosji. To się udało, bo miejscowy Energocom otrzymał w sumie siedem ofert. Po drugie gaz od PGNiG ma podnieść ciśnienie w systemie i w ten sposób umożliwić mu w miarę normalne funkcjonowanie.
Reklama
Energetyczne problemy Mołdawii wynikają z wygaśnięcia z końcem września dotychczasowego kontraktu gazowego. Pod koniec 2020 r. urząd prezydenta objęła prozachodnia kandydatka Maia Sandu, która w następstwie doprowadziła do przedterminowych wyborów parlamentarnych, także zakończonych bezprecedensowym sukcesem sił prozachodnich. Moskwa przypomniała sobie więc o długu gazowym i żąda od Mołdawii zwrotu 709 mln dol. w zamian za zgodę na zawarcie nowej umowy. Państwowa agencja TASS zagroziła, że jeśli Kiszyniów tego nie zrobi, 1 listopada Gazprom wstrzyma dostawy.
Dla Mołdawii to zaporowy warunek, ponieważ cały tegoroczny budżet opiewa po stronie wydatkowej raptem na 57 mld lejów, czyli 3,3 mld dol. Kiszyniów podważa też kwotę należności. Rosjanie dostarczają gaz do Mołdawii, ale ponad połowę konsumuje silnie zindustrializowane, samozwańcze Naddniestrze. Prorosyjscy separatyści za surowiec nie płacą, a uznawane władze Mołdawii nie widzą powodu, by ich sponsorować. Moskwa przymyka na to oko (709 mln dol. miałoby być długiem Mołdawii właściwej), ale daje do zrozumienia, że może zażądać zwrotu całej kwoty szacowanej na 8 mld dol., jeśli Kiszyniów wybierze integrację z Zachodem.
Wciąż trwają rozmowy z Gazpromem o podpisaniu nowego kontraktu długoterminowego. Jak mówił wicepremier Mołdawii Andrei Spînu, Rosjanie stawiają zaporowe warunki: zbyt wysoką cenę oraz nieakceptowalnie krótki, pięcioletni termin zwrotu długu. Siergiej Kuprijanow z Gazpromu przekazał agencji TASS, że firma jest skłonna przedłużyć obowiązywanie dotychczasowej umowy o kolejny miesiąc, ale jeśli Mołdawia nie zgodzi się na warunki koncernu, 1 grudnia gaz przestanie płynąć. – Przedstawiciele Mołdawii z jakichś powodów nie chcą uznać wielkości należności. Nasza cierpliwość ma swoje granice. Mołdawia własnymi rękoma prowokuje kryzys – mówił Kuprijanow.
Dzisiaj Spînu ma się spotkać w Petersburgu z szefem Gazpromu Aleksiejem Millerem. Kiszyniów zapowiedział też, że dokona własnego audytu kontraktów z Rosjanami, by ustalić, czy suma 709 mln dol. ma realne uzasadnienie. Trwają też intensywne konsultacje z Ukrainą, z którą ekipa Sandu nawiązała dobre relacje polityczne. W poniedziałek „Ukrajinśka prawda” podała, że Energocom zawarł z ukraińskim Naftohazem umowę na dostawy 700 mln m sześc. gazu, jeśli zaistnieje taka konieczność. – To nieprawda – skwitowała kilka godzin później premier Gavrilița. Wczoraj „RBK-Ukrajina”, powołując się na źródła w Naftohazie, podała, że umowa została podpisana jeszcze 12 października, ale nie precyzuje ona ani objętości, ani ceny dostaw.
Ołeksij Daniłow, sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy, poinformował z kolei, że Mołdawia pożyczy od Naftohazu 15 mln m sześc. gazu (pierwszy 1 mln miał zostać dostarczony także wczoraj). Kiszyniów nie musiałby za niego płacić, tylko zwrócić sąsiadom surowiec, gdy uda się podpisać długoterminowy kontrakt z Rosjanami. To zamówienie miałoby być niezależne od większego kontraktu na 700 mln m sześc., którego istnienie jest na razie niejasne. Zapotrzebowanie Mołdawii na gaz ziemny w sezonie zimowym będzie zależeć od tego, jak mroźny będzie to czas, jednak szacuje się, że powinno ono nieco przekroczyć 1 mld m sześc. ©℗
Trwają rozmowy z Gazpromem o kontrakcie długoterminowym