Z wizytą do Europy przylecieć ma dziś główny negocjator nuklearny Iranu i wiceminister spraw zagranicznych Ali Bagheri. Teheran zgodził się na podjęcie rozmów z urzędnikami UE i ponowne omówienie treści dokumentów roboczych, które jeszcze w czerwcu tego roku znajdowały się na stole negocjacyjnym w Wiedniu.
Zobowiązanie do spotkania w Brukseli było jedynym sukcesem ubiegło tygodniowej wizyty unijnego urzędnika Enrique Mory w Teheranie. Dyplomata, który prowadzi z ramienia UE rozmowy ze stronami, poleciał do stolicy Iranu, by przyspieszyć proces negocjacji. Nie zdołał jednak uzyskać obietnicy, że nowa administracja postara się szybko wrócić do stolicy Austrii. – Iran nie jest jeszcze gotowy do wznowienia dyskusji w Wiedniu – mówił po ubiegłotygodniowym spotkaniu Mora.
Choć szef europejskiej dyplomacji Josep Borrell stoi na stanowisku, że sytuacja się poprawia, nadzieje na przywrócenie umowy są coraz mniejsze. W tej kwestii jednak Europa wciąż wykazuje się większą dozą optymizmu niż Stany Zjednoczone. W swoim wpisie na blogu think tanku „European Council on Foreign Relations” analityk Esfandyar Batmanghelidj przekonuje, że jest to wynikiem lepszego wyczucia sytuacji w Iranie przez Europejczyków. – O ile opóźnienia w negocjacjach i eskalacje nuklearne przyczyniły się do narastającej paniki wśród zachodnich dyplomatów, w Iranie przyniosły odwrotny skutek – tłumaczy. Choć Teheran nie może być pewny, że rządy państw formatu 5+1 nie stracą w końcu cierpliwości, wie, że jeśli rozmowy mają zakończyć się poparciem wszystkich sił politycznych Iranu, administracja prezydenta Ebrahima Raisiego musi sprawić, że jej podejście negocjacyjne będzie wyglądać zupełnie inaczej niż jego umiarkowanego poprzednika Hasana Rouhaniego.
Szczególnie że ze względu na ograniczenia polityczne – obecne zarówno w Waszyngtonie, jak i Teheranie – władze kraju nie będą mogły sobie pozwolić na wprowadzenie żadnych drastycznych zmian do warunków umowy. Właśnie dlatego rząd Raisiego skupia swoją uwagę na innych aspektach potyczek z Zachodem, takich jak tempo negocjacji. Powolne działanie jest elementem strategii w polityce wewnętrznej. Rywale byłego prezydenta Rouhaniego wykorzystali bowiem nieudaną implementację umowy, by sugerować, że irańscy negocjatorzy byli łatwowierni w swoich kontaktach z państwami Zachodu. Znany z niechęci do Zachodu przywódca chciałby podobnych zarzutów uniknąć.
Przywódcy UE jasno dają jednak do zrozumienia, że czwartkowego spotkania w stolicy Belgii nie można traktować jako elementu negocjacji. UE odrzuciła perspektywę poważnych dyskusji na temat irańskiego programu nuklearnego poza ramami negocjacji między światowymi mocarstwami a Iranem w Wiedniu. Teheranowi zarzuca się, że decydując się na spotkanie tylko z jedną stroną umowy, chce grać na czas.
W Brukseli do przełomu więc nie dojdzie. Urzędnicy europejscy porozmawiają z Bagherim wyłącznie o tym, co zostało dotychczas przedyskutowane w Wiedniu. – Nie jest złym pomysłem, by wraz z irańską delegacją przejrzeć ponownie wszystkie teksty umowy i rozwiać ich wątpliwości – mówił cytowany przez portal Politico wysoki rangą dyplomata UE. Reszta rozmów będzie mogła mieć miejsce tylko w stolicy Austrii. – Daliśmy Teheranowi jasno do zrozumienia, że czas nie jest po ich stronie i lepiej byłoby szybko wrócić do stołu negocjacyjnego – mówił Borrell.
Zachodni dyplomaci obawiają się bowiem, że nowy zespół negocjacyjny Teheranu mógłby wysunąć żądania wykraczające poza to, co zostało już uzgodnione. Można jednak przypuszczać, że realia życia w ogarniętym kryzysem gospodarczym Iranie wymuszą na rządzie konkretne działania. Opublikowany niedawno przez irański organ ds. planowania i budżetu raport analizuje prognozy dla gospodarki kraju z sankcjami i po ewentualnym ich zniesieniu. Z jednej strony odzwierciedlają one przekonanie rządu, że restrykcje nie doprowadzą gospodarki do głębszego kryzysu. Poza pierwszym rokiem różnice w prognozach wzrostu przedstawione dla scenariuszy utrzymania ich lub zniesienia są niewielkie.
Pod innymi względami przewidywany wpływ złagodzenia sankcji jest poważny. Jednym z głównych wyzwań administracji Raisiego jest kontrolowanie wskaźników inflacji. Obecny wzrost cen już wywołuje niezadowolenie społeczeństwa. Z przedstawionego badania wynika, że jeśli sankcje zostaną utrzymane, roczna inflacja wzrośnie do 65 proc. za pięć lat. Gdyby jednak nastąpiło ich złagodzenie, byłoby to ok. 40 proc. mniej.