dr Kacper Rękawek, Centrum Badań nad Ekstremizmem, Uniwersytet w Oslo / Materiały prasowe
Talibowie przekonują, że zaprowadzili w Afganistanie porządek. Niedawne ataki afgańskiego oddziału Państwa Islamskiego zaprzeczają jednak ich skuteczności. Czy Da’isz faktycznie stanowi obecnie zagrożenie dla kraju?
Da’isz był takim zagrożeniem nawet przed przejęciem władzy przez talibów. Teraz, kiedy talibscy radykałowie utworzyli rząd i teoretycznie kontrolują całe terytorium Afganistanu, jest ono oczywiście nieco większe. Nie można przy tym jednak zapominać o wschodniej części kraju. Znajdują się tam prowincje, w których obecność talibów była przez lata wyjątkowo nieznaczna. To nie oni walczyli tam z Amerykanami. Ze Stanami Zjednoczonymi mierzyły się tam grupy o zabarwieniu salafickim. Dlatego nie można się dziwić, że Da’isz jest aktywny na wschodzie. Kiedyś granicę afgańsko-pakistańską przenikały różne siatki, w tym Al-Ka’ida. Dzisiaj korzysta z tego Państwo Islamskie. Ono w ostatnich miesiącach trochę ożyło. W przeszłości było już przecież kilka kampanii przeciwko Da’isz - zarówno ze strony amerykańskiej, jak i talibskiej - a ono dziwnym trafem wciąż tam funkcjonuje. Jego członkami są zresztą przede wszystkim byli pakistańscy talibowie. Wydaje mi się, że to właśnie ta kwestia będzie największym problemem nowego rządu w Kabulu: co zrobić ze swoimi braćmi w wierze, jak się do nich ustosunkować i jaki to będzie miało związek ze stosunkami z Pakistanem.
Czy Da’isz przez ostatnie lata w ogóle się zmieniło?
Jest grupa ludzi, którzy uważają, że radykałów można różnicować. Według nich są lepsi i gorsi dżihadyści. Ja mam do tego dość krytyczny stosunek. Czy diabeł mógł się zmienić w mniejszego diabła? W przypadku grup zbrojnych dochodzi do pewnego paradoksu. Kiedy pozycja jakiejś innej organizacji bądź dawnego sojusznika się zmienia, pojawia się okazja, by zaostrzyć z nim konkurencję. Sytuacja talibów się oczywiście zmieniła. Zdobyli i kontrolują całe państwo. Dlatego to Da’isz jest teraz grupą antysystemowców. Talibowie będą za to jasno dawali do zrozumienia, że jest coś gorszego od nich. I będzie to niesamowicie skuteczna strategia, bo są ludzie, którzy się na nią złapią. A przecież w kręgach talibów też jest mnóstwo grup czy postaci, które nie powinny wzbudzać naszego zaufania.
Czy w takim razie istnieją zauważalne różnice między obiema grupami?
Tak. Da’isz chce wszystkich zabijać. Na tle tego, co robili talibowie, morderstwa, których dopuszczało się Państwo Islamskie we wschodnim Afganistanie, były bezprecedensowe. Trzeba jednak pamiętać, że talibowie też umieszczali w Kabulu zamachowców samobójców i atakowali cele cywilne. Różnica polega na tym, że mając na prawo od siebie Da’isz, talibowie szybko zrozumieli, że masakrowanie wielkich grup cywilów w imię ideologii nie jest na miejscu. Jednocześnie za słuszne uważali przestrzelenie głów swoich najaktywniejszych przeciwników. Można więc powiedzieć, że talibowie zabijają selektywnie. Brutalnie, ale selektywnie. Skala ślepej przemocy jest więc w przypadku obu grup inna i w wykonaniu talibów będzie wyglądać zupełnie inaczej, bo utworzyli rząd. Nie można jednak zapominać, że wszyscy mają te same korzenie. Poza tym funkcjonują w realiach bardzo brutalnej kultury, zniszczonej 40 latami wojny. Cofając się parę lat do czasów, kiedy to talibowie byli powstańcami, tej selektywności było w ich wykonaniu zdecydowanie mniej. Mogli wtedy umieszczać zamachowców samobójców. To był zresztą koncept nieznany przez długi czas w Afganistanie. Zaczął być wykorzystywany kilkanaście lat temu jako import z Bliskiego Wschodu. Dzięki temu talibowie stali się jednymi ze światowych liderów wykorzystujących taką metodę. Byli w tej pierwszej piątce na świecie, zaraz po Hezbollahu czy Al-Ka’idzie. Talibowie wiedzą też, że trzeba trzymać swoje kadry w ryzach, brutalizować je i utrzymywać w pewnej gotowości. W tym Da’isz jest pomocne, bo jest bardziej radykalne i wysunięte na prawo. Dzięki temu talibowie mogą próbować kupić sobie uznanie na arenie międzynarodowej.
Z drugiej strony są też osoby, które rządy talibów uznają za zbyt mało radykalne. Czy dochodzi do sytuacji, w których talibowie przechodzą na stronę bardziej radykalnego wroga?
Na pewno znajdzie się grupa ludzi, którzy będą nastawieni dużo bardziej nacjonalistycznie i stwierdzą, że nie chcą żyć w reżimie, który musi słuchać pakistańskiego Islamabadu. To jest dokładnie ten sam mechanizm, który wykorzystywali talibowie, kiedy wchodzili w różne dysputy plemienne. Skoro były prezydent Hamid Karzaj preferował jedną grupę plemienną, talibowie przychodzili do innej. Teraz taka gra w szachy będzie się rozgrywała w sytuacji, gdzie talibowie zajmą miejsce Karzaja i będą wybierać zwycięzców. Nie zawsze im się to oczywiście uda. Pamiętajmy jednak, że talibowie są ruchem, który zbudował dużą część swojego jestestwa na zasadzie trzymania się razem. Nie rozpadli się na tysiąc milicji, z których każda stała na innej drodze, by łupić afgańskich wieśniaków. Dla nich jedność, posłuszeństwo w stosunku do dowódców i przestrzeganie hierarchii są szalenie ważne. Bez tego nie utrzymaliby się w polu przez tyle lat, nie powstrzymaliby Amerykanów pod koniec pierwszej dekady XXI w. i nie zdobyliby władzy. Dlatego źródeł ewentualnej siły czy nowych rekrutów dla Da’isz doszukiwałbym się też poza granicami.
W interesie nowego rządu w Kabulu będzie wyeliminowanie Państwa Islamskiego. Mówi się, że tylko w ten sposób będą mieli szansę na zdobycie upragnionego uznania na arenie międzynarodowej. Czy to jest w ogóle możliwe?
W przypadku takich grup zawsze można sobie powiedzieć, że jeśli się wyeliminuje wszystkich jej członków, to znikną. Możemy się więc spodziewać takich hurtowych ogłoszeń na temat liczby zabitych czy aresztowanych. Ale czy ich faktycznie można wyeliminować? Procesy kierujące rekrutacją do Da’isz i jego popularnością nie są tylko afgańskie. Nawet jeśli talibowie będą sobie dobrze radzić, nie będą mieli jednocześnie wpływu na napływ ludzi z zagranicy, którzy mogą podążać za Da’isz. Nie będą mieli wpływu, w jaki sposób będą się zachowywali podążający do Afganistanu obcokrajowcy, którzy może nie chcą być po stronie Da’isz, ale gdy wylądują w Afganistanie i zobaczą, jak wyglądają rządy talibów, to stwierdzą, że są za mało radykalne. To bardzo niebezpieczne. Do Afganistanu będzie napływało teraz dużo ludzi. Dżihadyści tam wygrali, więc państwo stało się nową Mekką. I ci obcokrajowcy, którzy już są w strukturze talibów, mogą nagle wylądować na ulicy i stwierdzić, że muszą zbudować prawdziwie islamskie państwo i prawdziwie islamskie społeczeństwo. A to zagwarantuje im wyłącznie ktoś, kto znajduje się na pograniczu afgańsko-pakistańskim i nazywa się Państwo Islamskie. Talibowie nie tylko będą musieli ograniczyć tę rebelię, ale jeszcze w odpowiedni sposób radzić sobie z gośćmi i sojusznikami. Grać równocześnie na kilku fortepianach, by każdy w Islamskim Emiracie Afganistanu znalazł coś dla siebie. ©℗
Rozmawiała Karolina Wójcicka