Reklama
W niedzielę we Francji odbyła się pierwsza tura wyborów regionalnych. To rozgrzewka przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi. Kandydaci, którzy zdobyli wczoraj co najmniej 10 proc. głosów, zmierzą się w przyszłym tygodniu w drugiej turze.
Ci, którzy tego progu nie przekroczyli, by pozostać w grze, będą mogli przed dogrywką zbudować koalicje. Zwykle partie decydują się na taki ruch, by uniemożliwić zwycięstwo skrajnej prawicy. Wyborcy wielokrotnie łączyli się przeciwko Zjednoczeniu Narodowemu Marine Le Pen (wcześniej znanemu pod nazwą Front Narodowy), a kandydaci różnych opcji wycofywali się z wyścigu, żeby uniknąć podziałów w głosowaniu przeciwko nacjonalistom.
Dzięki temu w 2017 r. Emmanuel Macron zwyciężył z Le Pen w walce o fotel prezydencki. Z kolei na poziomie regionalnym decyzja o wycofaniu się z udziału w wyborach kandydatów Partii Socjalistycznej w 2015 r. doprowadziła do porażki ugrupowania Le Pen w regionie Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże i Nord-Pas-de-Calais.
Wszystko wskazuje jednak na to, że tym razem taki scenariusz nie będzie miał miejsca, a Zjednoczenie Narodowe odniesie pierwszy poważny sukces, przejmując władzę w co najmniej jednym z regionów. Dla liderki Zjednoczenia Narodowego, która ze swoim przekazem zaczęła niedawno docierać także do mniej radykalnych wyborców (o czym pisaliśmy w artykule „Kiedyś skrajna prawica, dziś polityczne centrum” z 9 czerwca), bitwa o regiony jest początkiem kampanii prezydenckiej.
Sukces w wyborach regionalnych utwierdziłby pozycję Le Pen na francuskiej scenie politycznej, zwiększając jej wiarygodność i pokazując, że dzięki nowemu, bardziej umiarkowanemu przekazowi może sięgać po nowych wyborców dla partii. Byłaby to także okazja, żeby udowodnić wyborcom, że Zjednoczenie Narodowe jest zdolne do zarządzania lokalnym szkolnictwem czy transportem.
Według sondażu przeprowadzonego na początku czerwca przez firmę OpinionWay, w całej Francji oddanie głosu na Zjednoczenie Narodowe w pierwszej turze deklarowało 26 proc. wyborców. To drugi najwyższy wynik zaraz po centroprawicowych Republikanach, którzy mogli się cieszyć 27-proc. poparciem.
Partia Le Pen mogłaby przejąć kontrolę nad regionem, zdobywając w drugiej turze nawet mniej niż 50 proc. głosów. Miejsca w radach regionalnych przydzielane są proporcjonalnie, a kandydat na prezydenta regionu, który zdobędzie najwięcej głosów, otrzymuje premię w wysokości jednej czwartej miejsc.
Największe szanse na taki sukces frakcja Le Pen ma w regionie Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże. Tamtejszy kandydat Zjednoczenia Narodowego Thierry Mariani jest posłem do Parlamentu Europejskiego. Wcześniej pracował na stanowisku ministra transportu w rządzie Nicolasa Sarkozy’ego.
Partia Naprzód Republiko Macrona jest zbyt słaba, by samodzielnie pokonać Marianiego. Podobnie jak Republikanie, do których obecnie należy siedem regionów. Obie partie zawarły co prawda sojusz, ale nawet po zjednoczeniu mogą mieć problem z pokonaniem skrajnej prawicy.
Czerwcowy sondaż OpinionWay pokazuje bowiem, że na Marianiego w drugiej turze zagłosuje aż 46‒52 proc. wyborców. Z kolei wspierany przez obie frakcje urzędujący prezydent regionu Renaud Muselier może liczyć tylko na 33‒48 proc. głosów. ‒ Te wybory to test ‒ powiedział Mariani podczas spotkania z wyborcami w Cannes. ‒ Nasz region jest wyjątkowy, ponieważ tradycyjna republikańska prawica łączy przeciwko nam siły z Emmanuelem Macronem. Ich wspólna przegrana dowiodłaby, że Macron ma spore kłopoty ‒ stwierdził.
Współpraca Republikanów z Macronem wielu Francuzom się zresztą nie podoba. Republikańscy wyborcy twierdzą, że sojusz podważy ich wiarygodność jako alternatywy dla obecnego prezydenta. Uważają też, że Macron osłabia ich partię, przejmując bardziej liberalnych członków. Wielu mogło więc zrezygnować z udziału w głosowaniu, co dodatkowo wpłynie na wyniki partii Naprzód Republiko. ‒ Widzimy, że wyborcy Macrona są mniej zmobilizowani (do głosowania ‒ red.) niż konserwatyści ‒ mówił w rozmowie z „Politico” Bruno Jeanbart z OpinionWay.
Wizja kolejnej porażki po ubiegłorocznej przegranej w wyborach samorządowych pokazuje, w jak trudnej sytuacji znajduje się urzędujący prezydent. W skali kraju poparcie dla jego partii w pierwszej turze wyborów deklarowało zaledwie 13 proc. Francuzów. Członkowie ugrupowania wierzą jednak, że sytuacja ta nie przełoży się na wybory prezydenckie. ‒ Nie byłoby porażką, gdybyśmy nie zwyciężyli w żadnym z regionów ‒ przekonywał Denis Thuriot, kandydat Macrona w regionie Burgundia-Franche-Comté. ‒ Partia ma dopiero cztery lata, dlatego nie jest nam łatwo znaleźć swoje miejsce na scenie politycznej ‒ dodał.