"To oczywiście bardzo zła wiadomość" - stwierdził Bellamy, oceniając odejście węgierskiej delegacji z EPL. "Musimy jednak uważać, żeby nie wyciągać zbyt pochopnych wniosków(...): Fidesz jako taki jest na razie wciąż członkiem Europejskiej Partii Ludowej. Czeka nas wciąż debata nt. miejsca Fideszu w szeregach Europejskiej Partii Ludowej" - zastrzegł francuski europoseł, zapewniając, że będzie robił wszystko, by odbudować powiązania.

Wyraził jednocześnie zrozumienie dla decyzji węgierskich eurodeputowanych, by opuścić frakcję.

"Viktor Orban i Fidesz od lat byli na cenzurowanym. Po raz kolejny odbyło się głosowanie w ich sprawie, co ostatecznie przekonało ich, że pozostawanie w naszej grupie nie ma już sensu" - podkreślił Bellamy.

Ujawnił też, że wbrew powszechnej opinii, to nie Bawarczyk Manfred Weber był głównym zwolennikiem wykluczenia Fideszu z grupy parlamentarnej EPL.

"Mam wrażenie, że pomimo dość osobistego sporu między Manfredem Weberem i Viktorem Orbanem, Weber nigdy nie próbował prowadzić krucjaty przeciwko węgierskiemu premierowi. Mamy w grupie kolegów, którzy naprawdę prowadzą krucjatę przeciwko Węgrom. Niektórzy byli zdeterminowani, aby uzyskać wykluczenie Fideszu z ugrupowania i tak będzie też w przypadku wykluczenia partii. Na przykład Donald Tusk jako przewodniczący partii dał do zrozumienia, że chce wykluczyć Fidesz wbrew radom wielu członków EPL. W przypadku Donalda Tuska widać bardzo wyraźnie, że jest on uprzedzony do Fideszu. Manfred Weber nigdy się tak nie zachowywał" - powiedział szef francuskich europosłów w EPL.

Wyraził też ubolewanie, że w nagromadzonych nieporozumieniach jest niewiele istotnych sporów politycznych.

"Na przykład, jeśli chodzi o kwestię migracji, dziś w grupie nie ma już debaty. Perspektywa zaproponowana przez Viktora Orbana w 2015 roku jest dziś bardzo szeroko podzielana w EPL. Odrzucenie przymusowej relokacji migrantów jest dziś wyrażane przez przewodniczącą Komisji Europejskiej i komisarza Margaritisa Schinasa. (...) W sposobie działania instytucji europejskich występuje oczywiście skandaliczna instrumentalizacja idei państwa prawa w celu ukarania państw członkowskich upierających się przy konserwatywnej polityce. Jednak w ramach EPL, jeśli pominiemy niektórych posłów do PE lub pewne partie, które zawsze były bardzo wrogie wobec Fideszu, to wydaje mi się, że po prostu brakowało komunikacji i dialogu" - ocenił eurodeputowany.

Dopytywany, w jaki sposób konkretnie instytucje europejskie instrumentalizują zasadę praworządności, zwrócił uwagę na ostatnią debatę w sprawie tzw. "strefy wolności LGBTQI".

"Mówiąc o praworządności, sami ją nieustannie ignorujemy. PE głosuje nad tekstami, które w żaden sposób nie wchodzą w zakres kompetencji Unii Europejskiej. W ten sposób łamiemy prerogatywy państw członkowskich. Taka postawa jest absurdalna w świetle tego, o co toczy się gra. Musimy stawić czoła wzrostowi islamizmu w naszych społeczeństwach, wielkim mocarstwom, które opanowują coraz bardziej zaawansowane technologie, globalnej epidemii o ogromnych konsekwencjach geopolitycznych. A my w tym czasie zastanawiamy się, czy w budżetach uwzględnić perspektywę płci, ustalać kwoty etniczne w zarządach przedsiębiorstw i instytucjach publicznych. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością, o którą toczy się gra. Kiedy omawiamy takie kwestie, to wyobrażam sobie, że tak musiało wyglądać Bizancjum, (...)gdy upadało" - spuentował Bellamy.