Kiedy miesiąc temu gen. Min Aung Hlaing zdecydował się przejąć władzę, to raczej spodziewał się, że pucz wywoła społeczne niezadowolenie. Nie przewidział jednak jego skali.
Od tamtej pory nie ma dnia, żeby mieszkańcy kraju nie wychodzili na ulicę. Manifestacjom towarzyszą inne formy protestu, jak strajki czy celowe utrudnianie ruchu samochodowego. Birmańczycy skrzykują się na nie spontanicznie, wykorzystując do tego m.in. media społecznościowe, często podług klucza zawodowego. Na jednym z protestów odbył się więc marsz inżynierów. Na innym – właścicieli egzotycznych zwierząt. Co ciekawe, do protestów przyłączyli się także urzędnicy, czyli pracownicy aparatu państwowego, od których zależy codzienne funkcjonowanie kraju.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.