Od tamtej pory nie ma dnia, żeby mieszkańcy kraju nie wychodzili na ulicę. Manifestacjom towarzyszą inne formy protestu, jak strajki czy celowe utrudnianie ruchu samochodowego. Birmańczycy skrzykują się na nie spontanicznie, wykorzystując do tego m.in. media społecznościowe, często podług klucza zawodowego. Na jednym z protestów odbył się więc marsz inżynierów. Na innym – właścicieli egzotycznych zwierząt. Co ciekawe, do protestów przyłączyli się także urzędnicy, czyli pracownicy aparatu państwowego, od których zależy codzienne funkcjonowanie kraju.
Dotychczas wojsko nie reagowało lub ograniczało się do rozbijania tłumów; pojedyncze ofiary można było policzyć na palcach jednej ręki. W weekend doszło jednak do zmiany taktyki i mundurowi zdecydowali otworzyć do manifestantów ogień, co życiem przypłaciło ok. 20 osób. Zatrzymano ponad tysiąc osób.