Gabinet w Hadze pogrążyła afera związana z zasiłkami na dzieci. Raport parlamentu wykazał, że władze skarbowe w latach 2012–2019 wszczęły wobec tysięcy rodzin postępowania, w których wyniku miały nakładać bezpodstawne kary. Wystarczył drobny błąd, taki jak brak podpisu pod dokumentem, by rodzina była oskarżona o wyłudzenie i bez możliwości odwołania musiała zwrócić olbrzymią sumę. W zeszłym tygodniu pokrzywdzone rodziny wezwały rząd do ustąpienia i złożyły pozew przeciwko pięciu politykom; oskarżeni zostali m.in. minister finansów Wopke Hoekstra i minister gospodarki Eric Wiebes. Grozi im kara pół roku więzienia.
Według doniesień mediów początkowo premier Mark Rutte nie chciał ustąpić. Presja na rząd zwiększyła się w czwartek, kiedy ze stanowiska przewodniczącego Partii Pracy ustąpił Lodewijk Asscher pełniący funkcję ministra spraw społecznych w poprzednim rządzie Ruttego. Następnego dnia premier zdecydował się złożyć dymisję swojego gabinetu na ręce króla Wilhelma-Aleksandra. Gabinet będzie jednak rządzić do czasu wyłonienia nowego rządu po wyborach parlamentarnych 17 marca. Scenariusz ich przyspieszenia ze względu na pandemię pozostaje mało realny.
Raport w parlamencie na temat działań władz skarbowych to pokłosie śledztwa dziennikarskiego przeprowadzonego przez dziennik „Trouw” i stację RTL Nieuws. Jeszcze w grudniu premier Mark Rutte, próbując ratować sytuację, zapowiedział wypłacenie przez rząd rekompensat prawie 10 tys. rodzin, które miały otrzymać po 30 tys. euro zadośćuczynienia. Nie uspokoiło to jednak pokrzywdzonych. – Wnieśliśmy zarzuty karne (przeciwko pięciu politykom – red.), ponieważ ofiary, które reprezentuję, zostały zrujnowane, niektórzy zostali bezdomni. Ci politycy mieli niezwykle lekceważące podejście – uważa adwokat 20 pokrzywdzonych Vasco Groeneveld cytowany przez „New York Times”.
Raport obciąża odpowiedzialnością za skandal rząd i parlament, które miały tworzyć zbyt surowe prawo niepozostawiające miejsca do sprawiedliwej oceny poszczególnych przypadków. – Fundamentalne zasady praworządności zostały naruszone – podsumowano w dokumencie.
W innym raporcie, opublikowanym jeszcze w lipcu zeszłego roku, który przygotował holenderski urząd ds. ochrony danych osobowych, ujawniono, że władze skarbowe przez lata bezprawnie gromadziły informacje na temat podwójnej narodowości osób pobierających zasiłki. Tymczasem pochodzenie nie może mieć wpływu na decyzję o przyznaniu pomocy. W ocenie urzędu holenderska skarbówka stosowała praktyki dyskryminujące i nawet gdy w 2014 r. inspektorzy danych osobowych nakazali usunięcie podwójnej narodowości z rejestru, informacje te nadal w nim widniały.
Mało jest jednak prawdopodobne, by skandal zagroził pozycji Marka Ruttego. To jeden z najdłużej sprawujących funkcję szefa rządu polityków w Europie (robi to bez przerwy od 2010 r.), który nadal cieszy się olbrzymim zaufaniem swoich obywateli. Pomimo skandalu Rutte pozostaje kandydatem na premiera Partii Ludowej na rzecz Wolności i Demokracji (VVD), która prowadzi w sondażach. Według badania Kantaru opublikowanego w czwartek centroprawicowe ugrupowanie Ruttego może liczyć na 43 miejsca w liczącej 150 posłów izbie niższej holenderskiego parlamentu. Taki rezultat oznaczałby wzmocnienie VVD aż o 10 mandatów w stosunku do wyników poprzednich wyborów z 2017 r. Dokładnie takie same notowania w badaniu Kantaru partia Ruttego miała w grudniu i listopadzie. VVD nie ma też rywala, który mógłby jej zagrozić. Antyislamska Partia Wolności Geerta Wildersa, której sondaże dają drugie miejsce, według Kantaru może otrzymać 21 mandatów w nadchodzących wyborach.
– Wyborców tak naprawdę skandal wokół zasiłków na dzieci niewiele obchodzi, bo jest on zbyt odległą kwestią dla większości z nich – mówiła Reutersowi analityczka Sophie van Leeuwen. Według niej dla Holendrów liczy się głównie to, że Rutte odnalazł się w roli męża stanu w czasie pandemii i w ocenie obywateli dobrze radzi sobie z wychodzeniem z „największego kryzysu od czasu drugiej wojny światowej”.
Do skandalu dochodzi w czasie, kiedy rząd holenderski na wniosek parlamentu rozważa pozwanie Polski w związku z naruszeniami praworządności przed Trybunał Sprawiedliwości UE. Pozwanie jednego państwa przez drugie w związku z ustrojem sądów nie miałoby precedensu we Wspólnocie. W ocenie prawniczki Barbary Grabowskiej-Moroz z Uniwersytetu w Groningen kryzys może opóźnić, ale nie przekreśli działań Niderlandów na tym polu. ©℗