Po wprowadzeniu 500+ krytycy rządu zaczęli przekonywać, że program PiS nie zadziała. Potem szydzono, że dzietność ponownie spada. Harce te nie miały nic wspólnego z troską o demograficzną przyszłość narodu. Chodziło o to, by dowalić władzy. A że akurat za pomocą demografii? A czemu nie?

Później pojawili się dyżurni mędrcy. Nazywam ich frakcją żłobkowo-przedszkolną – bo jej przedstawiciele twierdzą, że na malejącą dzietność nie pomoże żadne 500+, tylko żłobki i przedszkola. I tanie mieszkania na wynajem. A wtedy Polki i Polacy zaczną się mnożyć jak króliki z pamiętnej reklamy Ministerstwa Zdrowia.

ikona lupy />
Mateusz Łakomy, „Demografia jest przyszłością. Czy Polska ma szanse odwrócić negatywne trendy?”, Wydawnictwo Poltext, Warszawa 2024 / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe

I powiem szczerze, że miałem tych mądrości już serdecznie dosyć. Bardzo dobrą wiadomością jest więc ta, że na rynku pojawiła się kompleksowa publikacja, która wprowadza w demograficzne rozważania odrobinę ładu i rozsądku. Mateusz Łakomy w „Demografia jest przyszłością” rozwiązuje zagadkę niskiej polskiej dzietności krok po kroku. I nie zatrzymuje się tam, gdzie wygodnie by było niektórym.

Weźmy choćby tylko jego 10 barier hamujących polski przyrost naturalny. Osiem pierwszych ma charakter uniwersalny. To znaczy jest z nami od dość dawna i dotyczą wszystkich osób w wieku rozrodczym. Wśród nich znajdziemy i plagę umów na czas określony, i niską dostępność mieszkań własnościowych, i niedostępność pracy na część etatu. Co ciekawe, wyświechtanych żłobków i przedszkoli tu nie ma, bo tak naprawdę rozbudowana opieka przedszkolna jest prowadzona we wszystkich krajach o niskiej dzietności (w Polsce również).

Jeszcze ciekawiej jest, gdy Łakomy pisze o barierach szczególnie uparcie blokujących perspektywy rozrodcze obecnych młodych dorosłych. Tych, którzy już teraz powinni zacząć się rozmnażać. Albo zaraz zaczną. Tu na liście hamulców znajdziemy np. sekularyzację. Czyli spadek deklaracji wiary i szacunku dla rodziny jako podstawowej komórki społecznej, której sensem i sednem jest posiadanie dzieci. Częściowo, osobna bariera, problemem jest też nadmierne użytkowanie internetu i smartfonów. A także związane z tym uciekanie przed odpowiedzialnością rodzicielską w alternatywne światy łatwej pornografii, gier albo wiecznej społecznościowej nawalanki. Plus oczywiście lęki – egzystencjalne i cywilizacyjne – te wszystkie końce świata, które ludzi także do posiadania potomstwa zniechęcają.

O takich barierach zwolennicy tezy żłobkowo-przedszkolnej zdają się w wygodny sposób zapominać. Również dlatego, że kolejnymi odsłonami swojej „postępowej” agendy nielicho się do nich przyczyniają. ©Ⓟ