Serwis tvp.vod, kiedy szukam w nim dziś filmu „Reset” Sławomira Cenckiewicza i Michała Rachonia, proponuje mi zamiast tego „Obłąkaną” i „Daj się zaskoczyć”. Tak, dałam się zaskoczyć. Rozmaicie mogłam sobie wyobrażać dzień, w którym władza sama siebie chętnie nazywająca „demokratyczną” będzie przejmować państwowe media, ale to mi nie przyszło do głowy. Nie przyszło mi do głowy, że jednym z pierwszych ruchów nowych decydentów będzie czyszczenie telewizyjnych archiwów. Czy jestem obłąkana?

Jednakże czy przyszło mi do głowy, że pod siedzibę TVP w środku grudnia, nocą, będą zjeżdżać czołowi politycy Zjednoczonej Prawicy, by walczyć o „wolne media”? Ekipa, która zrobiła z publicznego medium informacyjnego kanał propagandy tak wynaturzonej, że aż śmiesznej, strojąca się w szaty obrońców wolnego słowa? Wolne żarty.

Zbycie tego cyrku śmiechem bardzo korci. Idzie Boże Narodzenie, chciałoby się już wejść w nastrój trochę metafizyczny, zająć się rodziną i karpiem. Szkopuł w tym, że te obrazki na długo pozostaną pożywką dla budowania legend: o niezłomnej prawicy, o pryncypialnych miłośnikach praworządności. O tej prawicy, która miała osiem lat, by zostawić po sobie odbudowane, wzmocnione, pluralistyczne instytucje. O tych demokratach, którzy mieli osiem lat, by wymyślić dający się obronić w państwie prawa sposób na przejęcie sterów, gdy w Pałacu Prezydenckim zasiada przedstawiciel wrogiego obozu.

Nie wyszło. Politykom zostało to, co potrafią najlepiej – bujanie nastrojami. „Szturm”, „pucz”, „obrona”, „zamach stanu”. Informacje lecą przez światowe media. Wszystko w momencie, gdy decydują się absolutnie gardłowe sprawy – w Europie i za oceanem. Na świecie thriller, a u nas brazylijska telenowela. ©℗