To prezes NBP wskazuje przedstawiciela Polski w szerokim zarządzie Banku Światowego (właściwie to przedstawiciel tzw. konstytuanty, która obejmuje też Szwajcarię, Serbię, Azerbejdżan, Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Turkmenistan i Uzbekistan). Teoretycznie może wskazać, kogo zechce. I ze wszystkich osób, które miały w przeszłości jakieś związki ze służbą publiczną, finansami, gospodarką, polityką rozwojową (bo taką zajmuje się ulokowana w Waszyngtonie instytucja), wybrał właśnie Jacka Kurskiego.

Kurski jako ekonomista i menedżer z doświadczeniem

Reklama

Można docenić, że NBP zechciało się podjąć wysiłek udowodnienia, że były szef telewizji i mózg kampanii wyborczych PiS, nadaje się na stanowisko. W informacji o nominacie Glapińskiego podkreślono, że to ekonomista, który ukończył handel zagraniczny na Uniwersytecie Gdańskim.

„Ma szerokie doświadczeniu (pisownia oryginalna – red.) w sektorze publicznym zdobyte na wszystkich jego szczeblach: samorządowym, ustawodawczym, rządowym i międzynarodowym. Zajmował się, zarówno jako menedżer jak i członek organów nadzoru, takimi obszarami jak m. in: rozwój regionalny, finanse, infrastruktura czy ochrona środowiska” – stwierdzono w komunikacie banku centralnego.

Reklama

Oto z kim będzie pracował Kurski

Prezes Glapiński na czwartkowym spotkaniu z dziennikarzami podkreślał, że Kurski „z ogromną nadwyżką” spełnia wymagania potrzebne, by reprezentować Polskę w organizacjach międzynarodowych. I polecał porównać go z innymi osobami na podobnych stanowiskach.

Dyrektorami wykonawczymi (i ich zastępcami) na ogół są osoby wywodzące się z kręgów rządowych. Ale nie politycy, a urzędnicy wyższego szczebla, którzy – można się domyślać – na parę lat trafiają do Waszyngtonu, by później kontynuować pracę w rządzie czy służbie dyplomatycznej. Sprawdźmy parę nazwisk.

Louis Albisson (Francja): „przed dołączeniem do Rady Dyrektorów Grupy Banku Światowego, pan Albisson pracował we francuskim Ministerstwie Skarbu, jako zastępca szefa działu rynków i produktów ubezpieczeniowych, a następnie w Międzyresortowym Komitecie ds. Restrukturyzacji Przemysłu (CIRI)”.

Tianwei Zhang (Chiny) „zajmował wysokie stanowiska w Departamencie Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych Ministerstwa Finansów w Pekinie”, a pracował tam od 2003 do 2020 r.

Robin Tasker (Wlk. Brytania) „Przed dołączeniem do Rady Banku Światowego w listopadzie 2021 r. przez większość swojej kariery pracował w Ministerstwie Finansów Wielkiej Brytanii”.

Najbliżej Kurskiego byłaby chyba Kerstin Wijeyewardene, która przed przyjazdem w listopadzie do Banku Światowego jako urzędniczka w rządzie Australii zajmowała się działem „Platformy i Wiadomości” w resorcie zajmującym się m.in. mediami, bezpieczeństwem internetu.

Kto zajmuje stanowiska dyrektorów wykonawczych, a kto jest zastępcą, można przejrzeć na stronie Banku Światowego.

Ciasny gorset dla byłego prezesa TVP

Dziennikarze bardzo szybko sprawdzili, na jakie wynagrodzenie może liczyć Kurski. Gdy okazało się, że mowa o kwocie odpowiadającej co najmniej milionowi złotych rocznie, niektórzy poczuli pewnie przykre ukłucie zazdrości. Ale jest też druga strona medalu. A tam sporo obowiązków i ograniczeń, które sprawiają, że o aktywności Kurskiego na lokalnym polu – zwłaszcza w polityce – możemy zapomnieć.

By to zrozumieć, wystarczy rzucić okiem na „code of coduct”, czyli zasady postępowania obowiązujące urzędników Banku Światowego, z rozbudowanymi rozdziałami dotyczącymi „konfliktu interesów” i „procedur komitetu etyki”. Na przykład taka: „funkcjonariusze (w oryginale: „officers”) nie ingerują w sprawy polityczne krajów członkowskich”. Równocześnie „mogą podejmować działania w interesie rządów, organizacji, podmiotów i osób w swoich konstytuantach, pod warunkiem, że takie środki są zgodne z zasadami i procedurami organizacji”. Ale to wymaga obecności na miejscu. Z informacji DGP wynika, że amerykańska wiza, którą otrzyma(ł) Kurski oznacza tak naprawdę konieczność obecności w waszyngtońskim biurze dwa razy w tygodniu, a Bank Światowy dopuszcza częściową pracę zdalną, ale w odległości 50 mil od siedziby banku.

Można potraktować Waszyngton jako ziemię obiecaną, można jako zesłanie, ale jedno jest pewne – z Warszawy do Waszyngtonu jest bardzo daleko.

Kontrowersyjne decyzje prezesa NBP

Nominacja Kurskiego to przykład z ostatnich dni, ale budzących kontrowersje decyzji obecnego prezesa NBP było dużo więcej.

Zwłaszcza decyzji personalnych. Wystarczy popatrzeć na skład zarządu banku (nominacji dokonuje prezydent na wniosek prezesa banku centralnego), w którym mamy m.in. byłego szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, byłego wiceprezesa Prawa i Sprawiedliwości i jednego z najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego czy byłego wysokiego rangą urzędnika Kancelarii Prezydenta. O ich dokonaniach w dziedzinie ekonomii, finansów nie wiadomo zbyt wiele. Nie mają też za sobą wieloletniej pracy w banku centralnym.

To tylko najwyższy poziom. Wśród dyrektorów departamentów w centrali NBP jest już niewielu takich, którzy pozostają na stanowiskach od czasów „przed Glapińskim”. Jeden – prawdziwy weteran pracy w NBP, przez pewien czas nawet członek zarządu – stracił stanowisko w ostatnich tygodniach.