Organizacje siejące nienawiść powinny być nielegalne; ale wątpliwe, czy administracyjna decyzja coś zmienia, chodzi o to, by państwo nie wspierało takich organizacji; wicepremier Piotr Gliński, który przyznał radykałom pieniądze powinien podać się do dymisji - uważa wiceszef PO Tomasz Siemoniak.

We wtorkowej rozmowie z portalem "Gazeta.pl" Siemoniak pytany był m.in. czy według niego powinny zostać zdelegalizowane stowarzyszenia Marsz Niepodległości i Straż Narodowa, których kontrmanifestacja zakłócała niedzielną manifestację w Warszawie - zwołaną przez lidera PO Donalda Tuska w reakcji na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł o niezgodności z konstytucją niektórych przepisów Traktatu o Unii Europejskiej.

"Uważam, że organizacje, które sieją nienawiść powinny być nielegalne" - odpowiedział wiceszef PO. Przyznał zarazem, że ma wątpliwości, czy "taka administracyjna decyzja coś zmienia". "Przede wszystkim chodzi o to, żeby państwo nie wspierało takich organizacji" - powiedział Siemoniak.

Dodał, że nie może pojąć, "jak to jest, że minister kultury dotuje takie organizacje państwowymi pieniędzmi, za te pieniądze są kupowane głośniki i sprzęt, i to służy do przeszkadzania, do zakłócania hymnu państwowego czy wystąpienia Wandy Traczyk-Stawskiej".

Siemoniak stwierdził, że "jak PiS tym gra, srodze się to na nich zemści, bo za jakiś czas ci sami ludzie, sprzętem za pieniądze ministra Glińskiego będą zakłócali manifestacje PiS".

"To jest kompromitujące, że założono Fundusz Patriotyczny, który miał służyć różnym inicjatywom, a największą dotację otrzymali radykałowie, którym to służy do wywołania awantury" - powiedział Siemoniak.

Dodał, że wicepremier i minister kultury Piotr Gliński "nie tylko powinien doprowadzić do tego, że oni zwrócą te pieniądze, ale powinien się podać do dymisji, bo to jest kompromitujące".

O delegalizację stowarzyszeń Marsz Niepodległości oraz Straż Narodowa zwrócił się w poniedziałek do prokuratora generalnego lider Nowoczesnej Adam Szłapka. To jego kolejny wniosek o delegalizację Stowarzyszenia Marsz Niepodległości tym razem związany ze zorganizowaną w niedzielę w Warszawie manifestacją, której bezpośrednią przyczyną był wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie relacji prawa konstytucyjnego i unijnego.

Wśród występujących była m.in. weteranka powstania warszawskiego Wanda Traczyk-Stawska. Podkreślała, że w Europie "byliśmy zawsze i nikt z niej nas nie wyprowadzi". Jej przemówienie zagłuszane było przez odbywającą się nieopodal kontrmanifestację środowisk narodowych, podczas której przemawiał szef Stowarzyszenia Marsz Niepodległości Robert Bąkiewicz. Wówczas Traczyk-Stawska zwróciła się bezpośrednio do niego: "Milcz, głupi chłopie, milcz, chamie skończony! Ja jestem żołnierzem, który pamięta, jak krew się lała, jak moi koledzy ginęli. Ja tu po to jestem, żeby wołać w ich imieniu. Nigdy nikt nie wyprowadzi nas z mojej ojczyzny, która jest Polską, ale także z Europy, bo Europa to także moja matka".

Szłapka skierował też do ministra Glińskiego interpelację, w której napisał, że w ramach rządowego Funduszu Patriotycznego dwie organizacje związane z Robertem Bąkiewiczem: Stowarzyszenie Marsz Niepodległości i Stowarzyszenie Straż Narodowa dostały najwyższe dotacje w ramach programu "Wolność po polsku" – łącznie przyznano im 3 mln zł, z czego część środków przeznaczona została na nagłośnienie estradowe, nagłośnienie uliczne, agregat prądotwórczy czy stworzenie mobilnej sceny. Szef Nowoczesnej zwrócił się też do ministra kultury z pytaniem, czy "wiedział o tym, na co stowarzyszenie Roberta Bąkiewicza przeznacza pieniądze, które im wypłacił; czy wie, że pieniądze publiczne służą rozwojowi organizacji faszystowskiej".

Rzecznik PiS Radosław Fogiel pytany w poniedziałek w programie Tłit w wp.pl o informacje w sprawie dotacji dla tych stowarzyszeń powiedział, że "rząd PiS wspiera najrozmaitsze organizacje społeczne, organizacje trzeciego sektora" i "to jest jedno z osiągnięć tego rządu". Dodał, że Gliński obejmując funkcję w rządzie "postawił sobie jako jedno z zadań wzmocnienie polskich organizacji trzeciego sektora" i dziś w Polsce "zostało wspartych dobre kilka tysięcy tego typu organizacji".

Fogiel mówił, że jeżeli ktoś spełnia warunki formalne, składa poprawnie wypełniony wniosek i zostaje dobrze oceniony, to "ma prawo do takiego wsparcia państwowego, niezależnie od tego, jakiego rodzaju działalnością się zajmuje". "I mieszanie tych dwóch spraw ... pewnie wiele organizacji, które otrzymały dofinasowania mogą na przykład mieć pewne aspekty w swojej działalności, z którymi ja bym się względem naszych poglądów nie zgodził. Ci, którzy uważają, że to jest coś nagannego, myślą w sposób głęboko niedemokratyczny, to znaczy uważają, że państwo powinno finansować tylko organizacje, z którymi się w 100 proc,. zgadza" - powiedział Fogiel.