W środę Prokuratura Regionalna w Białymstoku poinformowała, że w związku ze śledztwem, funkcjonariusze CBA, prowadzą przeszukania w wytypowanym miejscach. O takie czynności wnioskowało do prokuratury CBA. Jak informowała "Wirtualna Polska", agenci Biura przeszukali podwarszawski dom syna szefa NIK Mariana Banasia.

W środę prezes NIK oświadczył, że działania Biura wobec jego syna "nie mogą być rozpatrywane bez kontekstu, jakim jest opublikowanie wczoraj (we wtorek - przyp. PAP) przez media wyników kontroli dotyczącej organizacji wyborów korespondencyjnych na urząd prezydenta RP". Według prezesa Izby, każdy, kto się nie zgadza z obecną władzą "na podstawie pomówień, może być w każdej chwili aresztowany i skazany". "To w czystej postaci państwo policyjne, w którym rządzą służby, a nie premier, prezydent czy parlament" – mówił szef NIK.

"Wzywamy pana prezesa Mariana Banasia do jak najszybszej publikacji raportu poświęconego wyborom kopertowym" - oświadczył poseł Winnicki podczas konferencji prasowej w Sejmie. Z kolei poseł Dobromir Sośnierz (KORWiN) wezwał Izbę, aby "nie dała się szantażować, i żebyśmy przystąpili do zgodnych z procedurami, zgodnych z prawem działań w zakresie pociągnięcia do odpowiedzialności osób, które tego prawa nie przestrzegały".

Reklama

Prezes Ruchu Narodowego wezwał ponadto "rząd, rządzących oraz (szefa MSWiA i koordynatora służb specjalnych) Mariusza Kamińskiego do odpowiedzi, dlaczego służby specjalne w taki sposób nękają otoczenie prezesa NIK, i dlaczego śledztwo, które jest prowadzone już ponad dwa lata, nie przynosi żadnych konkluzji".

Według Winnickiego także na tej podstawie "widać, że na obecnego szefa NIK-u jest zlecenie z Nowogrodzkiej". "Wszystko wskazuje na to, że od 2019 roku służby specjalne Mariusza Kamińskiego prowadzą operacje przeciwko Marianowi Banasiowi, (...) że istnieje potrzeba polityczna tak zwanego gonienia króliczka, a nie złapania". Zwrócił uwagę, że w toku śledztwa kontrolowano nie tylko mieszkania Banasia, ale i jego żony, córki, a w środę syna.

Reklama

"To znaczy, że istnieje potrzeba polityczna, żeby Mariana Banasia odwieźć od kontrolowania władzy" - przekonywał. Jego zdaniem, o "gonieniu króliczka" świadczy także to, że - jak ocenił - "przez dwa lata nie udało się zebrać materiału, które wskazywałby na to, że szef NIK-u nie powinien pełnić swojej funkcji i powinien zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej".

Prezes RN przypomniał, że Konfederacja "składała, składa i będzie składać" do NIK wnioski o kontrole, tak jak niedawno wnioskowała o skontrolowanie resortu zdrowia. Jak zaznaczył, NIK "jest organem niezależnym, na którego władzy państwowej nie wolno wywierać presji".

"Te działania, które podejmuje dzisiaj z rząd, które podejmuje Mariusz Kamiński na zlecenie Nowogrodzkiej - bo inaczej być nie może - i za które odpowiada wicepremier do spraw bezpieczeństwa (Jarosław Kaczyński), a które szef NIK nazwał wczoraj państwem policyjnym, czy wręcz bolszewizmem, muszą się spotkać w przyszłości również z odpowiedzialnością karną urzędników, którzy za to odpowiadają" - oświadczył Winnicki.

Portal Onet podał we wtorek, że Najwyższa Izba Kontroli dysponuje dowodami i dokumentami stawiającymi w bardzo niekorzystnym świetle premiera Mateusza Morawieckiego. "Chodzi o organizację niedoszłych wyborów kopertowych z maja 2020 r. Kierowana przez Mariana Banasia NIK z posiadanej wiedzy nie robi jednak użytku" - podał Onet. Według portalu, z lektury głównych dokumentów pokontrolnych wynika, że "Izba ma dowody stawiające w trudnym położeniu prawnym obecnego szefa rządu Mateusza Morawieckiego oraz kierującego jego kancelarią ministra Michała Dworczyka".

Do sprawy w wywiadzie dla Polsat News oraz na portalu interia.pl odniósł się w środę premier Mateusz Morawiecki. Szef rządu zaznaczył, że "nie ma lepszych od innych, każdy musi być sprawdzany przez służby". "Państwo, które mu budujemy, ma być silne dla silnych i dla tych, którzy mają pozycje, a wyrozumiałe dla słabszych" - podkreślił szef rządu.