Wśród najbardziej absurdalnych komentarzy po piątkowych zamachach w Paryżu można było przeczytać i takie, że ich sprawcy – obywatele Francji, przynajmniej ci zidentyfikowani – nie byli winowajcami, lecz tak naprawdę ofiarami stosunków panujących w V Republice.
Daleki jestem od najlżejszego choćby usprawiedliwiania zbrodni trudnym dzieciństwem, brakiem pracy czy poczuciem społecznego wykluczenia, faktem jest jednak, że Francja sama sobie wyhodowała problem, w obliczu którego dziś stoi.
Nie chodzi nawet o to, że po drugiej wojnie światowej ściągała do pracy tysiące imigrantów z Afryki Północnej, bo wobec szybko podnoszących się z wojennych zniszczeń gospodarek i braku rąk do pracy tak samo robiły inne państwa Europy Zachodniej. Wszystko było dobrze, dopóki gospodarka się rozwijała – imigranci nie byli przesadnie religijni, byli za to pracowici, mieszkali wśród rdzennych Francuzów na przedmieściach miast, skąd razem dojeżdżali do fabryk, a ponieważ pochodzili z ówczesnych kolonii, znali – i akceptowali – francuską kulturę. W połowie lat 70. jednak przyszedł globalny kryzys. Wielkie zakłady przemysłowe upadały i okazało się, że ci przyjezdni już nie są potrzebni. Kto miał możliwości, próbował się wyrwać z podupadających przedmieść, które z czasem stawały się obszarami bezprawia i przestępczości. Większość jednak tam zostawała.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.