Rumunia może być pierwszym państwem w UE, gdzie do wymiany rządzących dojdzie w wyniku działań ruchów miejskich i ekologicznych.
Reklama
Prezydent Rumunii Klaus Iohannis próbuje gasić rewolucyjne nastroje w państwie, organizując konsultacje z organizacjami społecznymi. Tymczasowy premier Sorin Cîmpeanu ma zerowy kredyt zaufania. Politykę chce zmieniać nowa klasa, którą wyniosła facebookowa rewolucja #Colectiv w Bukareszcie i innych miastach kraju.
– Zrozumiałem, że nie wystarczy prosta zmiana rządu. Jest potrzeba kompleksowej zmiany życia politycznego – zadeklarował prezydent Iohannis, który dystansuje się od reszty elit i kreuje na męża opatrznościowego. Uczestnicy spotkania w pałacu Cotroceni ze strony społecznej zaprosili go na plac Uniwersytecki, gdzie odbywały się protesty. Domagali się przedterminowych wyborów parlamentarnych i wprowadzenia do rządu ludzi spoza obecnego układu politycznego.
Jeśli prezydent przychyli się do żądań ulicy, Rumunia będzie pierwszym państwem UE, w którym doszło do głębokiej zmiany na szczytach władzy w wyniku aktywności ruchów miejskich, ekologicznych i szerzej NGO reprezentujących całe spektrum światopoglądowe. Jedną z organizacji, która stoi za protestami, jest Salva?i Bucure?tiul (SB, Ocalmy Bukareszt – powołane do życia w 2006 r.), na czele której stoi Nicu?or Dan.
Urodzony w 1969 r. aktywista i matematyk już w 2012 r. startował w bukareszteńskich wyborach lokalnych. Latem tego roku skonsolidował wokół siebie mniejsze ugrupowania społeczne. Ich celem jest m.in. walka z wyburzaniem zabytkowych budynków w centrum stolicy i sprzedażą uzyskanej w ten sposób ziemi deweloperom. Sukcesem zakończyła się organizowana przez SB akcja blokowania budowy aquaparku na terenach zielonych w IV dzielnicy Bukaresztu. Udało mu się też ochronić przed wyburzeniem unikalny i tradycjami sięgający rumuńskiej wojny o niepodległość w 1879 r. rynek Matache. W przypadku Bukaresztu akcje obywatelskie to fenomen. W ostatniej dekadzie miasto rozwija się pod dyktando deweloperów, czego przykładem jest absurdalnie eklektyczna zabudowa reprezentacyjnej alei Zwycięstwa. Ratusz ma swoje zdanie – oskarża ruchy takie jak SB o blokowanie rozwoju stolicy.
Inną organizacją, która bierze udział w rozmowach w prezydenckim pałacu Cotroceni, jest Salva?i Dunărea ?i Delta (Ocalmy Dunaj i Deltę), którą reprezentuje Liviu Mihaiu. To znany rumuński dziennikarz i ekolog. Zastępca redaktora naczelnego istniejącego od 1991 r. i prestiżowego magazynu satyryczno-śledczego „Academia Ca?avencu”. W czasie obecnych protestów Mihaiu jak mantrę powtarza: „Chcemy więcej, niż chcieliśmy w 1990 r.” (nawiązuje do protestów studenckich na placu Uniwersyteckim, podczas których domagano się prawdziwej dekomunizacji kraju). W dyskusję o zmianach zaangażowany jest też znany prawicowy politolog rumuński Sorin Ioni?ă, szef i założyciel think tanku Societatea Academică Română (Rumuńskie Stowarzyszenie Akademickie). SAR od lat walczy o wyższe standardy w życiu publicznym.
Uczestników rozmów łączy to, że dotąd funkcjonowali na uboczu polityki. To zwykle osoby dobrze wykształcone na zagranicznych uczelniach (Nicu?or Dan na paryskiej École normale supérieur czy Sorin Ioni?ă na Uniwersytecie Georgetown). Wajcha przekręciła się w ich stronę. Mają swoje pięć minut. Jeśli je dobrze wykorzystają, mają szansę na realny udział we władzy, która do tej pory wydawała się zabetonowana.