Reklama
Minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau weźmie dzisiaj udział w Brukseli w posiedzeniu Rady ds. Zagranicznych. Tematem rozmowy szefów dyplomacji 27 państw członkowskich ma być odpowiedź UE na uwięzienie rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego.
Nasze źródło w MSZ podkreśla, że Polska spodziewa się dzisiaj „przynajmniej politycznej decyzji dotyczącej sankcji”. – To jest proces, który wymaga dokładnego opracowania w szczegółach, ale ta Rada może już podjąć decyzję kierunkową w tym zakresie – słyszymy. Byłby to drugi pakiet obostrzeń nałożony w związku ze sprawą rosyjskiego opozycjonisty. W zeszłym roku Wspólnota zamroziła aktywa oraz zakazała wjazdu sześciu osobom odpowiedzialnym za otrucie Nawalnego w sierpniu zeszłego roku. Po aresztowaniu Nawalnego 18 stycznia długo nie było jednak jasne, czy tym razem UE również odpowie sankcjami. Klimat wokół Rosji zmienił się po wizycie szefa unijnej dyplomacji Josepa Borrella w Moskwie, w czasie której rosyjskie władze zdecydowały o wydaleniu trzech europejskich dyplomatów. Borrell, który po powrocie do Brukseli był szeroko krytykowany, sam negatywnie ocenił efekty swojej podróży. I zaczął mówić otwarcie o sankcjach, w tym o użyciu nowego systemu sankcyjnego stworzonego właśnie jako odpowiedź na łamanie praw człowieka w krajach trzecich. Dzisiaj może on zostać użyty po raz pierwszy.
Polska obawia się jednak, że po nałożeniu sankcji na Rosję sprawa zostanie uznana w UE za zamkniętą. – Unia Europejska powinna podejść do sprawy Nawalnego w kontekście całej polityki wobec Rosji, a nie tylko ograniczać się do jednej decyzji dotyczącej sankcji. Nie chcemy, by sprawa zamknęła się na pięciu czy dziesięciu osobach, na które zostaną nałożone obostrzenia – przekonuje źródło dyplomatyczne. Warszawa próbuje powiązać tę kwestię ze wstrzymaniem prac nad gazociągiem Nord Stream 2. Po swojej stronie ma kraje bałtyckie oraz Parlament Europejski, który wezwał do tego w styczniowej rezolucji w reakcji na aresztowanie Nawalnego po jego powrocie do kraju. Także Francja na początku lutego uznała, że sankcje to za mało i należałoby rozważyć inne opcje, w tym rezygnację z budowy Nord Stream 2. Ale w ocenie Paryża ostateczna decyzja należy do Niemiec. Tymczasem kanclerz Angela Merkel nie chce wiązać sprawy Nawalnego z Nord Stream 2.
Poza tym Berlin w sprawie kontrowersyjnego gazociągu może czuć coraz mniejszą presję ze strony Waszyngtonu.
Waszyngton może złagodzić stanowisko w sprawie gazociągu
Jak donosił w piątek Bloomberg, Stany Zjednoczone prawdopodobnie powstrzymają się od nakładania sankcji na jakiekolwiek niemieckie podmioty w związku z Nord Stream 2. Według agencji administracja Bidena szuka „możliwości zatrzymania projektu bez antagonizowania bliskiego sprzymierzeńca w Europie”. Raport dla Kongresu w tej sprawie ma zawierać tylko niewielką liczbę firm powiązanych z Rosją. Ludzie zbliżeni do sprawy powiedzieli Bloombergowi, że sekretarz stanu Antony Blinken bardzo nie chciałby brać na celownik firm i osób z krajów takich jak Niemcy, argumentując, że ważniejsze jest, aby znaleźć „dyplomatyczne rozwiązanie” i zasypać podziały spowodowane podejściem Donalda Trumpa do polityki zagranicznej – America First. Krytycy nowego podejścia Białego Domu do sankcji w związku z NS2 wskazują, że choć może ono być skierowane na zmniejszenie napięć w relacjach Waszyngtonu z Berlinem, to może zdystansować go od sprzymierzeńców takich jak Ukraina, Polska i kraje bałtyckie. Agencja pisze, że administracja Bidena poszukuje sposobu na utrzymanie presji na Rosję przy jednoczesnym budowaniu ściślejszych relacji z Niemcami sprzyjającymi NATO. A czas ucieka, bo budowa gazociągu jest na ukończeniu.
W MSZ słyszymy, że sprawa amerykańskich sankcji nie jest jeszcze przesądzona. – Dla nas istotne są rzeczywiste decyzje, jakie zostaną podjęte przez administrację amerykańską, a nie to, co publikują media. Takie doniesienia pojawiają się w prasie od kilku tygodni. Dyplomacja niemiecka usiłuje rozmiękczyć sprawę i to, co pojawia się w mediach, jest tego wynikiem – słyszymy.
W Polsce mniejszy koalicjant – Solidarna Polska, stara się zmobilizować rząd do wywierania presji na Niemcy, by zatrzymać budowę gazociągu. Od września ub.r. posłowie tej formacji zabiegają, by projektem uchwały w tej sprawie zajął się Sejm. Zdaniem Janusza Kowalskiego (który do piątku był wiceministrem aktywów państwowych – więcej na stronie A4) Polska powinna podjąć też starania, by postawić Niemcy przed TSUE za nieegzekwowanie zapisów III unijnego pakietu energetycznego wobec pierwszej nitki Nord Stream. Już w 2019 r. unijny sąd przyznał Polsce rację i unieważnił decyzję Komisji zezwalającą na przyznanie Gazpromowi praktycznie całej przepustowości lądowej odnogi tej rury (Opal).