Nowa ordynacja wyborcza do Senatu pokazała, że polska polityka może być prowadzona poważnie
Aby stać się poważną siłą w parlamencie przy ordynacji większościowej, nie wystarczy wznosić antykościelnych haseł lub należeć do mniejszości seksualnej. Co więcej, nie wystarczy też utworzenie ruchu prezydentów miast, który nie ma programu, a spaja go jedynie perspektywa zasiadania w dużym gabinecie. Do sukcesu potrzeba szerokiego zaplecza. To, co prawda, wzmacnia najsilniejszych, ale powoduje stabilność władzy.
Jednomandatowe okręgi wyborcze to polityczny darwinizm w czystej postaci. Konkurencję są w stanie przetrwać wyłącznie osobniki najsilniejsze. Aby dojść na szczyt, trzeba najpierw wiele razy przegrać. Przekonał się o tym Winston Churchill, który zanim został premierem, kilkukrotnie przegrywał w swoich okręgach.