Świetna wiadomość! USA i Polska zakończyły negocjacje nad wspólną deklaracją współpracy obronnej (EDCA), która wprowadzi w życie wspólną wizję naszych prezydentów dotyczącą amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce” – napisała na Twitterze w piątkowe przedpołudnie ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher. Wtórował jej minister obrony Mariusz Błaszczak: „Ważny dzień dla bezpieczeństwa Polski. Zakończyliśmy negocjacje z Amerykanami i wkrótce podpiszemy finalną umowę ws. trwałej obecności wojsk USA w Polsce. W naszym kraju, oprócz większej liczby żołnierzy US Army, będzie także najważniejsze w naszym regionie Dowództwo Sił Lądowych” – napisał polityk.
Reklama
Z informacji DGP wynika, że umowa wojskowa o obecności sił USA w Polsce ma być podpisana 15 sierpnia. W Święto Wojska Polskiego i 100 lat od pokonania bolszewików w Bitwie Warszawskiej. Zostanie też utworzony wysunięty element dowództwa V Korpusu z Kentucky, a do Polski trafi co najmniej tysiąc kolejnych żołnierzy amerykańskich. W Drawsku Pomorskim powstanie Centrum Szkolenia Bojowego, eskadra bezzałogowców Reaper trafi do Łasku, z kolei żołnierze sił specjalnych USA będą w Lublińcu.
Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że umowa EDCA (Enhanced Defence Cooperation Agreement) powinna zostać podpisana 15 sierpnia. W Święto Wojska Polskiego, podczas corocznej defilady w Warszawie i dokładnie 100 lat od pokonania bolszewików w Bitwie Warszawskiej. Oczywiście jeśli radykalnie nie pogorszy się sytuacja epidemiczna. W dokumencie do opisu charakteru stacjonowania sił USA w Polsce zastosowany zostanie termin endure (trwały), a nie rotating (podlegający rotacji).
O założeniach tego porozumienia pisaliśmy na łamach DGP przed czerwcową wizytą prezydenta Andrzeja Dudy w Waszyngtonie. Pierwotnie spodziewano się, że zostanie ona podpisana właśnie w USA. Strona polska nie chciała jednak wpisywać jej jednoznacznie w kampanię. Tym bardziej że Amerykanie, kusząc sukcesem wizerunkowym, oczekiwali poważnych ustępstw w kwestii zasad stacjonowania wojska (przede wszystkim objęcia ich szerokim immunitetem prawnym). Osoby znające kulisy rozmów przekonują, że w tamtym momencie wiele zapisów przypominało rozwiązania przeniesione z państw takich jak Afganistan czy Irak, a nie europejskich sojuszników Stanów Zjednoczonych.
EDCA będzie regulowała zasady, na jakich amerykańscy żołnierze stacjonują w Polsce. – Ostatecznie będą one podobne do tych stosowanych w Niemczech. Negocjacje tych zapisów nie były łatwe – mówi nam urzędnik znający kulisy sprawy.
Równocześnie porozumienie jest jednak znacznie mniej korzystne niż umowa o statusie sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej z 2009 r. (SOFA), która była negocjowana na potrzeby budowy tarczy antyrakietowej, a została wynegocjowana przez rząd PO-PSL.
– Tamten dokument dotyczył sił, których tu jeszcze nie było. Chodziło o garstkę żołnierzy w Redzikowie. Dlatego Amerykanie się niespecjalnie nim przejmowali. Teraz mówimy o konkretach dotyczących tysięcy żołnierzy. Stąd znacznie trudniejsze negocjacje – mówi nam inny urzędnik znający przebieg rozmów.
Jeśli chodzi o finansowanie Fort Trump, rozumianej jako amerykańska obecność wojskowa, to należy założyć, że za budowę infrastruktury, wyżywienie czy paliwo do ćwiczeń zapłaci strona polska. Kwestia pieniędzy pozostaje jednak wciąż najbardziej niejasną częścią dealu z Amerykanami.
W najbliższych kilku – kilkunastu miesiącach możemy się spodziewać przyjazdu co najmniej tysiąca dodatkowych żołnierzy, do 4,5 tys., którzy już są w Polsce. To liczba odnosząca się do rozmów Duda – Trump z czerwca 2019 r. w Waszyngtonie. Kolejny tysiąc może być efektem redukcji sił USA w Niemczech o prawie 12 tys. żołnierzy w bazach w Bawarii i Nadrenii-Palatynacie. Ale na tym etapie żadna ze stron nie chce podawać konkretów.
Jak pisaliśmy w DGP przed ostatnią wizytą Andrzeja Dudy w USA, w Polsce zostanie utworzony wysunięty element dowództwa V Korpusu z Fort Knox w Kentucky. Najpewniej znajdzie się on w Poznaniu. Czyli tam, gdzie już jest Wysunięte Stanowisko Dowodzenia Amerykańskiej 1 Dywizji Piechoty. Już wcześniej deklarowano, że w Drawsku Pomorskim powstanie Centrum Szkolenia Bojowego dla sił USA i polskich, a lotnisko Wrocław-Strachowice (jego wojskowa część) stanie się podstawową bazą załadunku i rozładunku samolotów US Air Force.
W Żaganiu i Świętoszowie już operuje brygada pancerna (ABCT Armored Brigade Combat Team), a eskadra bezzałogowców Reper korzysta z lotniska w Łasku. Z kolei żołnierze sił specjalnych USA będą rozlokowani w Lublińcu, w którym dziś bazę ma polska, elitarna Jednostka Wojskowa Komandosów 4101. Dokończona zostanie budowa magazynów APS w Powidzu, w którym będzie też dowództwo powietrznej brygady bojowej i zaplecze dla wojsk specjalnych (śmigłowce do przerzutu oddziałów specjalnych).
Z dużym prawdopodobieństwem za dwa – trzy lata Amerykanie w wypadku wojny będą w stanie w szybkim tempie radykalnie wzmocnić swoją obecność w Polsce. I to jest dobra wiadomość. Nawet jeśli w ujęciu globalnym Amerykanie się z Europy wycofują. Zresztą na te decyzje mamy wpływ ograniczony. Albo mówiąc wprost – żaden.
Z wycofanych 12 tys. amerykańskich żołnierzy z Niemiec połowa ma wrócić za Atlantyk. Reszta przeniesiona zostanie m.in. do Włoch (myśliwce F-16 do Aviano – jeden ze scenariuszy zakładał, że zostaną one przebazowane do Polski), Belgii (dowództwa) i Wielkiej Brytanii.
Jak mówił amerykański sekretarz obrony Mark Esper, niektóre ruchy będą przeprowadzone w najbliższych tygodniach. Inne zajmą znacznie więcej czasu i najpewniej rozstrzygną się dopiero po listopadowych wyborach prezydenckich w USA. Jeśli wygra je demokrata Joe Biden, relokacja zostanie wyhamowana lub wręcz wstrzymana.