Zarzuty, że prezydent Andrzej Duda w związku z wyborem sędzi Małgorzaty Manowskiej na stanowisko I Prezesa Sądu Najwyższego złamał konstytucje to "niebywały absurd - powiedział prezydencki minister Andrzej Dera. Prezydent wybrał prof. Manowską, bo to "osoba środka", niezaangażowana politycznie - dodał.
Reklama

We wtorek prezydent powołał Małgorzatę Manowską na 6-letnią kadencję Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Andrzej Duda wyboru dokonał spośród pięciorga kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN; byli to: Włodzimierz Wróbel, który uzyskał 50 głosów, Małgorzata Manowska - 25 głosów, Tomasz Demendecki - 14 głosów, Leszek Bosek - 4 głosy, Joanna Misztal-Konecka - 2 głosy.

"Sytuację tę opisuje bardzo dobrze art. 183 ustęp 3 (konstytucji), który mówi bardzo wyraźnie, że Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego przedstawia kandydatów (prezydentowi) i to prerogatywa prezydenta, kogo z tej piątki wybierze" - powiedział Dera.

Artykuł 183 ustęp 3 konstytucji mówi, że "pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego powołuje Prezydent Rzeczypospolitej na sześcioletnią kadencję spośród kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego".

Na uwagę, że w przeszłości Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN przedstawiało prezydentowi dwóch kandydatów, a teraz pięciu "i wśród tych pięciu kandydatów, których nazwiska na biurko dostał prezydent, była osoba, która dostała dwa głosy w tym też być może swój własny" Dera odparł: "Kiedyś dwóch, potem trzech, teraz pięciu".

"Natomiast przepisy pozwalają prezydentowi wybrać i o to chodziło w tych przepisach. Natomiast nikt nie zmieniał przepisu konstytucji, który jest od początku taki sam" - powiedział Dera. Według niego zarzuty, że prezydent podejmując tę decyzję złamał konstytucje to "niebywały absurd".

Minister zaznaczył, że spór dotyczący tego, czy Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego musi przedstawić prezydentowi kandydatów na I Prezesa SN w formie uchwały, czy nie, już wcześniej się pojawił i był rozstrzygany przez Trybunał Konstytucyjny w 2017 roku.

Jak dodał, "tam jest stanowisko SN podpisane przez ówczesnego rzecznika prasowego SN, obecnie szefa Izby Karnej SN sędziego Michała Laskowskiego, który powiedział, że wystarczy protokół ze wskazaniem osób, które uzyskały największą ilość głosów i reszta należy już do prezydenta". "I tak się stało w tym wypadku" - zauważył Dera.

"Wszyscy wybierani do tej pory prezesi Sądu najwyższego byli wybierani w takim trybie, że Sąd Najwyższy przekazywał protokół ze wskazaniem tych osób, spośród których miał wybierać prezydent. Zawsze się tak to odbywało i odbyło się w ten sposób również i teraz. Prezydent Andrzej Duda wybierał według tych samych kryteriów i zasad. Jedynie na przestrzeni lat zmieniała się ilość osób, kiedyś było dwóch, potem trzech, teraz pięciu (kandydatów)" - powiedział minister.

Dera był też pytany o wypowiedź prezydenta, który wskazywał, że w 1998 roku prof. Adam Strzembosz został wybrany przez sędziów większością głosów, ale ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski zdecydował się na prof. Lecha Gardockiego. Natomiast, jak zaznaczył dziennikarz, prof. Gardocki uzyskał wtedy 29 głosów a prof. Strzembosz 27.

Dera zaznaczył, że "chodziło o to, że żaden z tych kandydatów - był jeszcze jedne kandydat, który uzyskał 21 głosów - nikt nie uzyskał większości". "Tutaj próbowano wprowadzić taką narrację, że większość (Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN - PAP) wybrała, to prezydent musi to aprobować. Nie, nie musi; jest to wyłączna prerogatywa prezydenta" - powiedział minister.

Zaznaczył, że prezydent Duda wybierając prof. Manowską na I Prezesa SN wyjaśnił, że zrobił to, bo jest to "osoba środka, nie jest zaangażowana politycznie". "Większość (głosów - PAP) nie miała znaczenia, bo przewaga prof. Manowskiej nad prof. Wróblem była w dwóch kluczowych dla prezydenta elementach. Po pierwsze prof. Manowska przeszła całą drogę sędziowską od sędziego Sądu Rejonowego po sędziego SN" - powiedział. Drugi argument bardzo ważny dla prezydenta, powiedział Dera, był taki, że "sędzia Manowska nigdy nie wypowiadała się politycznie w sporze, który był w ostatnim czasie".

Na uwagę, że sędzia Manowska w 2007 rok weszła do rządu jako wiceminister sprawiedliwości i w ten sposób "zamieszała się w politykę" prezydencki minister stwierdził, że to "nieprawdziwa teza". Jak mówił, sędzia Manowska zajmowała się w rządzie Jarosława Kaczyńskiego nadzorem administracyjnym nad sędziami, którego mogą dokonywać tylko sędziowie.

"We wszystkich rządach wcześniejszych nadzór administracyjny nad mediami sprawowali wiceministrowie, którzy byli sędziami" - powiedział Dera. Jak dodał, "sędzia Barbara Piwnik, która była nawet ministrem sprawiedliwości (w rządzie Leszka Millera - PAP) wróciła do orzekania i nikt jej tego nie zarzucał".

Wybór nowego I prezesa SN konieczny był z uwagi na zakończenie z końcem kwietnia kadencji Małgorzaty Gersdorf.

Małgorzata Manowska sędzią SN jest od października 2018 r., orzeka w Izbie Cywilnej. Wcześniej przez kilkanaście lat była sędzią Sądu Apelacyjnego w Warszawie. W 2007 r. przez kilka miesięcy pełniła funkcję wiceministra w resorcie sprawiedliwości kierowanym przez Zbigniewa Ziobrę. Od stycznia 2016 r. kierowała też krakowską Krajową Szkołą Sądownictwa i Prokuratury.