Lankijski przywódca powiedział, że rząd nie może działać przeciwko własnemu krajowi i nie pozwoli wyrządzić szkody żołnierzom.

Do przeprowadzenia śledztwa zobowiązuje Sri Lankę rezolucja Rady Praw Człowieka ONZ z 2015 roku. Ówczesny lankijski rząd zobowiązał się do przeprowadzenia procesów i ukarania winnych zbrodni, oraz do zwolnienia ze służby wojskowych i pracowników wywiadu zamieszanych w te nadużycia. ONZ domagała się także dopuszczenia do dochodzenia międzynarodowych sędziów, na co lankijskie władze nigdy jednak nie przystały.

Wojna domowa na Sri Lance trwała w latach 1983-2009. Toczyła się między siłami rządowymi reprezentującymi Syngalezów – etniczną większość – a tamilskimi separatystami z organizacji Tygrysy Wyzwolenia Tamilskiego Ilamu (LTTE), którzy dążyli do utworzenia własnego państwa w północnej i wschodniej części wyspy. W trakcie działań obie strony dopuściły się ciężkich przestępstw.

Reklama

W maju 2009 roku rządowe wojsko ostatecznie pokonało siły LTTE. Według szacunków ONZ w ostatniej fazie walk zginęło jednak ok. 40 tys. tamilskich cywilów, zabitych głównie w nalotach i ostrzale artyleryjskim.

Jeszcze w czasie walk zebrano dowody, w tym zdjęcia satelitarne, na świadome ostrzeliwanie przez armię wyznaczonych wcześniej bezpiecznych stref, gdzie mieli chronić się cywile. Celami ataków były szpitale, w których ginęli pacjenci i lekarze. Później ONZ, media i organizacje pozarządowe zebrały miażdżące dowody w postaci zdjęć i nagrań wideo, na których widać żołnierzy strzelających do nagich, związanych jeńców.

Reklama

12-letniego syna lidera LTTE Velupillaia Prabhakarana, który sam zginął podczas walk, najpierw pojmano, a później z zimną krwią zastrzelono, podobny los spotkał prezenterkę tamilskiej telewizji propagandowej. Obie egzekucje potwierdzają materiały wizualne i raport ONZ z 2015 roku. Wojsko zastrzeliło także dwóch liderów politycznego skrzydła Tamilskich Tygrysów, kiedy ci próbowali się poddać.

Tamilskim Tygrysom przypisuje się z kolei dokonanie na przestrzeni lat blisko 300 zamachów terrorystycznych, w których ginęli politycy, wojskowi i policjanci, ale przede wszystkim zwyczajni obywatele: ofiary zamachowców-samobójców na ulicach, dworcach autobusowych, w pociągach, sklepach i w świątyniach, a także masakr syngaleskich wsi.

Po zakończeniu walk ówczesny prezydent Mahinda Rajapaksa powołał działającą w latach 2010-2011 komisję, której raport odnotował niektóre nadużycia, ale nie doprowadził do procesów.

Od 2015 do 2019 roku władzę sprawowała szeroka koalicja partii opozycyjnych. Nowi rządzący obiecywali, że wzmocnią demokrację i wysiłki na rzecz narodowego pojednania. Rząd podpisał międzynarodową konwencję w sprawie ochrony przed tzw. wymuszonymi zaginięciami i utworzył urząd do spraw zaginionych, zalegalizował niektóre działające zagranicą tamilskie organizacje i zaczął wydawać certyfikaty rodzinom, które nie mają wiadomości o bliskich. Pozwolił też na protesty: w sprawie zaginionych, przeciwko przetrzymywaniu więźniów politycznych i zagrabianiu ziemi przez wojsko.

W ramach ograniczania zbędnej militaryzacji północy i wschodu kraju wycofano część żołnierzy, a armia zwróciła niektórym prawowitym właścicielom zabraną wcześniej ziemię. Mimo to według think tanku Verité Research z Kolombo w ub. roku w wojskowych rękach pozostawało jeszcze ponad 12 tys. hektarów prywatnej ziemi.

Kiedy w sierpniu głównodowodzącym lankijskiej armii został gen. Shavendra Silva, przeciwko któremu wysunięto oskarżenia o zbrodnie wojenne, ONZ wykluczyła lankijskich żołnierzy z udziału w misjach pokojowych. Wcześniej przedstawiono dowody, że członkowie dywizji, którą dowodził Silva atakowali cywilów i dokonywali egzekucji jeńców.

W listopadzie wybory prezydenckie wygrał brat dawnego prezydenta Gotabaya Rajapaksa. W latach 2005-2015 był sekretarzem obrony, bezpośrednio nadzorującym ofensywę przeciwko Tamilskim Tygrysom, określaną przez rząd jako „operacja humanitarna”. Jeszcze podczas kampanii wyborczej Rajapaksa zapowiedział, że nie uzna zobowiązań poprzedników. Na premiera wyznaczył swojego brata Mahindę, który w dziesiątą rocznicę zakończenia wojny napisał w oświadczeniu, że w ostatniej fazie walk wojskowi nie popełnili żadnych zbrodni.