Przez długie lata w kluczowych międzynarodowych instytucjach reprezentowali nas wykształceni urzędnicy, mający imponujący dorobek zawodowy. PiS zmienił tę zasadę. Partia stawia na kandydatów znacznie mniej doświadczonych, za to zaufanych.
Polska formalnie jest udziałowcem Banku Światowego, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. W związku z tym przysługuje nam prawo do obsadzania stanowisk dyrektorskich w tych instytucjach. Wysyłamy do nich ludzi, których zadaniem jest pilnowanie interesów naszych, a także krajów, które nie mają własnych reprezentantów.
Przez lata z rekomendacji Ministerstwa Finansów i Narodowego Banku Polskiego za granicę trafiały osoby z ekonomicznym wykształceniem, dużym dorobkiem i doświadczeniem w administracji publicznej (często zajmowały w niej wysokie stanowiska). Przykłady? W londyńskim EBOiR reprezentował nas premier Jan Krzysztof Bielecki, do MFW wysłaliśmy byłego ministra finansów Andrzeja Raczkę, a po nim kilku wice ministrów. Podobnie było z BŚ. PiS po dojściu do władzy przy pierwszej okazji postanowił ten zwyczaj zmienić.